Mr. Cogito Mr. Cogito
54
BLOG

Kiedy padnie twierdza Palikot?

Mr. Cogito Mr. Cogito Polityka Obserwuj notkę 4

W ostatnim czasie o Palikocie sporo. Ale jakby inaczej niż zwykle. Polityk PO przestał generować zdarzenia, a zaczął im ulegać. Gdyby trzymał się swojej niedawnej retoryki, powinien uznać, że „nagonka” na niego jest wynikiem działań Grzegorza Schetyny.

Przypomnijmy ostatnio podnoszone sprawy związane z Januszem Palikotem:

- była żona posła zarzuca mu wyprowadzenie części majątku do rajów podatkowych

- wznowienie prokuratorskiego śledztwa odnośnie finansowania kampanii posła w 2005 roku

- Jacek Prześluga, marketingowiec współpracujący z politykiem, zaczął dostawać kontrakty za publiczne pieniędze

- „Dziennik” twierdzi, że Palikot otrzymał pożyczki w wysokości 2 mln euro z niewiadomych do końca źródeł, z którymi sam być może miał związki (spółka z Luksemburga powiązana ze spółką z Cypru, powiązana ze spółką z Curacao).

 

Zestawienie takie nie wygląda pięknie, ale w gruncie rzeczy trudno tu cokolwiek udowodnić (a i nie wszędzie byłoby to złamanie prawa) i spodziewać się większych konsekwencji. Aby tak się stało, trzeba być pewnym winy Janusza Palikota, której nie można orzec na podstawie domniemywań. A szczerzę wątpię, że dowody to umożliwiające, nawet jeżeli faktycznie dotyczące prawdziwych zarzutów, uda się zebrać.

Nie zmienia to faktu, że wygląda na to, iż poseł powoli traci grunt pod nogami. Politycznie. Zdaje się, że wystrzelał się już z happeningów (bo ileż można odnosić się do tych samych spraw – z czasem zaczyna się to robić ani śmieszne, ani ciekawe), najwyraźniej nie wychodzi mu też rola inicjowania poważniejszych debat (nic dziwnego – swoją powagę i potencjał już dawno rozmienił na drobne). I chyba tego, co podobno zamierzał (bo oklaski dla tego, kto wie naprawdę), czyli uzyskać popularność drogą głośnych happeningów, by potem przekuć ją w polityczny potencjał, nie uda mu się dokonać – mimo wyznawania równie postpolitycznej logiki nie jest jednak Berlusconim.

Z jego deklaracji wynika, że zamierza walczyć o przywództwo w Platformie. Ale nikt go na to stanowisko nie wybierze. A nawet gdyby ktoś chciał, to zapewne wcześniej zostanie odstawiony przez partyjną wierchuszkę na boczny tor. A potem niech robi co chce – ale ten zmęczony nadmiarem politycznej aktywności, targany zarzutami i śmiechem byłych kolegów poseł, nie będzie w stanie sam odegrać na scenie większej roli. Dobrowolnie zmierza ku przepaści i, być może, zmierzał tam już od początku, nawet gdy nie można go jeszcze było o to podejrzewać. Eksperyment nie sprawdził się. Istotnie nowoczesna polityka okazała się zbyt polska/włoska. A szkoda! Niewielu polityków działało tak, co by nie mówić, profesjonalnie.

Platforma, z kolei, będzie miała w tym, aby go odsunąć żywotny interes. I właśnie interes jest tu najważniejszy. Wyrzucanie Palikota w odpowiedzi na happeningi byłoby bez sensu – zagospodarowywał on część elektoratu; poza tym – grał bardziej na własne konto. A przecież tego pragniemy w polityce: mniej polityki partyjnej, więcej odpowiedzialności indywidualnej.

Brak większej reakcji na jego kampanijno-finansowe problemy (gdzie te mityczne standardy?) w postaci dostrzegalnej, jak i brak reakcji w kontekście interesów Jacka Prześlugi dowodzić może alternatywnie dwóch rzeczy:

- że Palikot z czasem i tak padnie pod wpływem działań własnych oraz, przede wszystkim, partyjnych interesów, a jakieś tam standardy nie mają tu nic do rzeczy, bo bywa przydatny

- że osobiste relacje posła z partyjną górą są na tyle zawiłe, iż nie można się go ot tak pozbyć, bo byłoby to zbyt niebezpieczne – dopiero więc po wystarczającej kompromitacji, gdy już nikt i tak nie będzie go słuchał, będzie go można stopniowo odsuwać.

Alternatywa ta nie wyklucza się zresztą.

Co zrobi sam poseł? Jest to w dużej mierze zagadką, tak jak i w przeszłości odpowiedzi na pytanie, co przyniesie (do studia) Palikot następnego dnia. Póki co, zostało mu jeszcze trochę czasu w błyskach fleszy, może czasu na ustatkowanie się i cichą, rozsądną pracę, która miałaby mu uratować skórę.

W innym razie, Palikot nie zostanie prezydentem ani tym bardziej premierem, ani szefem partii (chyba że swojej) ani prezydentem Warszawy, prezydentem Lublina też raczej nie, a senat zapewne byłby dla niego zbyt nudny. O ile w momencie, gdy będzie musiał odejść w niesławie, ktoś jeszcze będzie go chciał do niego wybrać. Czy wróciłby za ileś lat? Wszystko możliwe. Ale też wszystko zależy od tego, co się jeszcze wydarzy.

 

Mr. Cogito
O mnie Mr. Cogito

Idę własnymi ścieżkami, chodzę tam, gdzie chcę. powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów Bądź wierny Idź

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka