Dzisiejsza pierwsza strona „Gazety Wyborczej” poświęcona jest pomysłowi Platformy Obywatelskiej, dotyczącemu odebrania zniżek na przejazdy dzieciom najlepiej zarabiających rodziców, które są studentami.
Sam pomysł, jego wady i zalety, jak i możliwe problemy z wprowadzaniem, pozostawię na boku. Zajmę się natomiast przytoczonymi przez wiceprzewodniczącego Niezależnego Zrzeszenia Studentów, Grzegorza Dębowskiego, argumentami i ich wartością.
Argument nr 1: „Przecież to głównie młodzi głosowali na PO, a teraz takie rzeczy nam robią”.
Jest to sposób myślenia zupełnie absurdalny. Jeżeli działanie rządzącej partii politycznej miałoby się opierać wyłącznie na dbaniu o interes tych, którzy ją wybrali, kraj stanąłby na głowie. Nie chodzi o to, aby swoich wyborców gnębić, natomiast, by prowadząc politykę, działać racjonalnie, a nie tylko zgodnie z partykularnym interesem danej grupy.
Jak zatem NZS może przełknąć chęć otwarcia np. zawodów prawniczych, jeżeli prawnicy w zdecydowanej większości zapewne też poparli PO? A teraz „takie rzeczy by im zrobili”.
Argument nr 2: „Płatny drugi kierunek studiów, ograniczone stypendia naukowe, teraz jeszcze zabiorą zniżki? Państwo się ośmiesza. Gdzie ta polityka proedukacyjna?”
Po pierwsze więc: zniżki zabrane mają być tylko studentom, które są dziećmi dobrze zarabiających rodziców (oczywiście, że to istotne, jaki będzie próg, ale póki co nie wiadomo). Po drugie: dzieci najbogatszych przeważnie studiują na bezpłatnych uczelniach państwowych, ze względu na to, że mają lepsze możliwości edukacyjne. Dzieci tych, którzy możliwości mają mniejsze, nieraz płacą na mniejszych uczelniach prywatnych. Jaki TO ma związek z polityką proedukacyjną? Czy tańsze przejazdy dla najbogatszych naprawdę mają coś wspólnego z proedukacyjnością?
Argument nr 3: „ Przecież po ciężkiej pracy w roku akademickim student zasługuje chyba na ulgowy przejazd na odpoczynek”.
To już jest w ogóle z Księżyca wzięte. Dlaczego pan mechanik po ciężkiej pracy przez 10 mies. miałby w takim razie nie zasługiwać? Tym bardziej, że nazywanie pracy studentów mianem „ciężkiej” częstokroć mija się z celem. A i nie wiem jaka w tym zasługa. I jaki związek z tańszym przejazdem.
Argument nr 4: „ Przed górnikami rząd ugina kolana, bo wyjdą na ulice, zrobią zadymę. Na studentów nie zwraca uwagi”.
Może rząd ma nadzieję, że studenci nie będą używać podobnego rodzaju argumentów.
Kończąc, ja wcale nie twierdzę, że to jest pomysł genialny i koniecznie należy go wprowadzić w życie. Natomiast jeśli istnieją argumenty jemu przeciwne, a istnieją, to są inne niż te przedstawiane przez przedstawiciela NZS.
Na pewno zaś kiepskim pomysłem ze strony studentów jest wyciąganie rąk po jeszcze więcej i żądanie zniżek w wysokości 49 proc. Można by się po studentach spodziewać więcej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)