Gospodarska wizyta G.Busha była tak udana, iż trwała aż cztery godziny, miast tylko trzy. Prezydent pochwalił jedzenie, pieska i wnuczkę L.Kaczyńskiego.
Na potrzeby wewnętrzne prezydenta USA nie poinformowano nas o wcześniej już zapadłych ustaleniach, jak to zrobiono w przypadku Czech.
G.Bushowi potrzebny jest sukces w polityce zagranicznej i nastąpi to najpewniej podczas wizyty naszego prezydenta w USA, w lipcu.
Taka sytuacja nakazuje zastanowić się nad powagą polsko-amerykańskiego „partnerstwa”. Uzmysłowił nam to, pewnie z satysfakcją, prezydent Putin, zgłaszając oficjalnie propozycje wobec USA, a raczej sprytnie informując opinię publiczną, iż nad propozycją Azerbejdżanu jako miejsca instalacji radarów, już od dawna trwają rozmowy amerykańsko-rosyjskie, choć jest to tylko taktyczny wybieg Rosji.
W ten sposób wykazał nam „lojalność” amerykańskiego sprzymierzeńca. Prezydent Bush dobił jeszcze polską dumę oświadczając, iż zaproponował Putinowi powołanie amerykańsko-rosyjskiej komisji w sprawie tarczy. Propozycję przyjęto.
Będą więc debatować o nas, bez nas. A miało być odwrotnie.
Ta sytuacja każe się nam zastanowić, czy możliwe jest rzeczywiste partnerstwo przy tak skrajnych potencjałach, czy raczej możliwy jest tylko wasalizm.
Ale to i tak lepiej, niźli uchodzić za osła trojańskiego Europy.
Rzecz w tym, iż na bezwarunkowym popieraniu USA tracimy raz, na byciu odszczepieńcem Europy tracimy drugi raz, robiąc sobie wroga z Rosji tracimy trzeci raz.
Tymczasem te trzy podmioty jakoś dziwnie łatwo dogadują się między sobą.
UBLIŻANIE INTELIGENCJI / ludzkiej /
Powtarzanie przez polityków USA, a za nimi przez polskich odpowiedników, mantry, iż tarcza nie jest skierowana przeciwko Rosji, przypomina ten sam zabieg socjotechniczny, co w przypadku Iraku. Wmawiano wszystkim, iż Irak posiada broń chemiczną, pewnie nawet atomową i popiera oczywiście terroryzm Al-Kaidy.
Tymczasem wszyscy wiedzieli, iż to nieprawda. Gdyby tak było, nikt by tam nie wkroczył.
Chodziło po prostu o tanią ropę.
Wszak przez 6 lat na terenie Iraku szalała ONZ-owska komisja, naszpikowana agentami CIA, z kosmosu prześwietlany był każdy centymetr terytorium Iraku. Agencje wywiadowcze USA i Wlk.Brytanii dostarczyły takich raportów, jakich życzyli sobie ich przełożeni, choć dobrze wiedziały o stanie faktycznym.
Potrzebny był pretekst.
Dziś dzieje się podobnie. Budowę tarczy tłumaczy się zagrożeniem ze strony państw nazywanych malowniczo „ zbójeckimi”, choć nikogo jeszcze nie napadły, a przecież taka jest rola zbójów.
Tymczasem ich potencjał militarny jest na tym samym poziomie, co Iraku przed agresją.
W stosunku więc do potencjału USA ma się ona jak Beduin z dzidą – nie obrażając oczywiście Beduina.
Tłumaczenie, iż może to być tylko tarcza obronna, rozśmiesza prawdopodobnie dziecięcych komputerowców. Cóż to za problem wymienić głowice i w kilkadziesiąt sekund nakierować na cel na wschodzie Europy?
Trudno się więc dziwić Rosji. Ma prawo czuć się zagrożona przez NATO.
Wpierw do NATO wstąpiły państwa bałtyckie i Polska, obecnie trwa walka o Ukrainę.
Możemy się z tego samopoczucia Rosji nawet cieszyć, nie powinniśmy się jednak ośmieszać.
Posunięciami USA powinna czuć się także zagrożona Polska, biorąc w nich udział – przykładem jest Irak i Afganistan. Najgorsze dopiero przed nami.
Obecna reakcja Rosji i stwierdzenie, iż wykieruje rakiety na Polskę, nie mają nic wspólnego ze straszeniem, lecz jest to automatyczne posunięcie każdego sztabu generalnego.
Zaś twierdzenie wojowniczej, bo będącej w stanie wojny z Rosją, naszej Pani Minister A.Fatygi, iż na groźby Rosji zareagujemy wzmocnieniem swej potęgi militarnej, musiało mocno rozbawić rosyjskiego prezydenta.
Militarnie wobec Rosji jesteśmy owym Beduinem.
USA, podobnie jak w okresie II Wojny Światowej, wyznaje zasadę, iż swym aliantom należy dać broń by ginęli, zaś konflikty, nawet te prowadzone w interesie USA, powinny rozgrywać się daleko od terytorium USA.
Temu służyć ma także tarcza.
Odsuwa ona zagrożenie od terytorium USA, ale sprowadza na Polskę.
Michał Ostrowiecki



Komentarze
Pokaż komentarze