0 obserwujących
83 notki
114k odsłon
2092 odsłony

Szarańcza na Szarańca, czyli "Wyborcza" walczy z kibolstwem

Wykop Skomentuj3

 Gromy sypią się na głowę wiceprezesa Cracovii, Radomira Szarańca, który w niewybredny sposób dyskutował na portalu społecznościom z jednym ze swoich znajomych.

 

Szaraniec to prywatnie kibic Cracovii, były prezes Stowarzyszenia Kibiców „Tylko Cracovia”, a od stycznia wiceprezes klubu.  Po przegranych w maju przez krakowskie „Pasy” derbach z Wisłą, pozwolił sobie późnym wieczorem na wymianę komentarzy w serwisie Facebook. Wszystko miało miejsce na zamkniętym dla postronnych osób profilu jednego z jego znajomych. Ten ostatni wkleił zdjęcie z przedmeczowej zbiórki fanów "Pasów" na krakowskim Rynku Głównym. Wiceprezes Szaraniec, prywatnie Radomir, napisał że „psy (Wisła) pala gumy przed kibicami Cracovii”,  pozwolił sobie też napisać, że są „zawsze je…”. Niestosowne słowa jak na wiceprezesa klubu sportowego, zwyczajne jak na prywatną sprzeczkę dwóch kibiców – fanatyków, toczoną po najbardziej emocjonującym meczu rundy. Wypowiedziane były jednak prywatnie, i to z widoczną ironią.

 

 

Wczoraj, ponad dwa miesiące od tej średnio interesującej wymiany zdań, portal weszlo.com opublikował powyzsze „screeny prawdy” – zrzut ekranu z opisaną powyżej dyskusją. Komentarz był krótki, jak na plotkę przystało: „Radomir to nie jest zbyt popularne imię, Szaraniec to niezbyt popularne nazwisko. Zastanawiamy się - ilu Radomirów Szarańców może kibicować Cracovii? Bo jeśli tylko jeden, to krakowskiemu klubowi gratulujemy wiceprezesa. Przedstawił się na Facebooku.”

 

Całą sprawą natychmiast zainteresowała się nieoceniona w takich przypadkach „Gazeta Wyborcza”, a konkretnie dziennikarze jej krakowskiego dodatku w artykule:"Kiedy władze klubu mówią jezykiem kiboli". Powołując się na informację z weszlo.pl przedstawiono całą sprawę jako niebywały skandal, a Szarańca odsądzono od czci i wiary: „Czy w mieście, w którym od porachunków kiboli giną ludzie, ujdzie mu to na sucho?” zagrzmiała „GW”. Co najmniej, jakby wiceprezes Szaraniec rozdawał maczety nieletnim bojówkarzom, nawołując do krwawej dintojry za zamordowanego przed rokiem Tomasza C,. „Człowieka”, a nie przekomarzał się jak tysiące krakowian tego wieczoru i w kolejnych dniach. 

„Gazeta Wyborcza” nie pierwszy raz zachowuje się tak, jakby zależało jej na celowym zaognieniu sytuacji w Krakowie, mieście w którym nie tylko przepychanki między kibicami, ale i krwawe rozprawy z użyciem niebezpiecznych narzędzi są codziennością. Można mieć pewność, że gdyby (uchowaj Boże) ktoś powybijał wiceprezeseowi Cracovii szyby w samochodzie, w "Wyborczej" przeczytalibyśmy na czołówce, że to "kolejna odsłona Świętej Wojny kiboli".

W rozmowie z zaprzyjaźnionym (sic!) dziennikarzem krakowskiej GW, powiedziałem, że jeśli Szarańcowi spadnie włos z głowy, „Wyborcza” będzie ponosić za to odpowiedzialność. Wtedy słowa redaktorów "GW": "„Czy w mieście, w którym od porachunków kiboli giną ludzie, ujdzie mu to na sucho?”- mogą zabrzmieć nieco dwuznacznie. 

Podtrzymuję to. Wypowiedź wiceprezesa była prywatna, niezbyt fortunna, ale nie uzasadniała wyrażającego święte oburzenie artykułu, który jest niczym innym niz dolewaniem oliwy do ognia. Inaczej byłoby, gdyby Szaraniec wypowiedział się tak na konferencji prasowej lub w innym, publicznym miejscu. Tak jak uczynił to podczas Treningu Noworocznego prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski, życząc sobie i fanom „Pasów” by „nie zeszli na psy” – odwołując się tym samym do słów hymnu Cracovii i sprawiając że kibice Wisły poczuli się urażeni. Skopiowany news z weszlo, okraszony wychowawczą retoryką pojawił się jednak tylko po to by dopiec Cracovii, podgrzać atmosferę i  pokazac jak to „walczy się z kibolstwem”.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że obaj dziennikarze byli bardzo "nagrzani", by dopiec wiceprezesowi "Pasów". Nic dziwnego: całej sprawie smaku dodaje fakt, że ma ona miejsce akurat w dwa dni po przegranym przez Gazetę Wyborczą procesie z jego przełożonym, prezesem Januszem Filipiakiem.  

Co istotne, dziś jeden z redaktorów portalu Weszło był bardzo zdziwiony, że konwersacja pochodziła z zamkniętego profilu na Facebooku, a nie była publiczną wypowiedzią Szarańca. Widać „życzliwy” screenshoter zapomniał o tym wspomnieć.

 

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale