Zbyszek od niejeżdżenia
Mówili mu: "No, jedź tam w końcu. Nie odstawiaj buractwa". Odpowiadał: "W życiu, za Chiny Ludowe tam nie pojadę". I trafiłby Zbyszek do Księgi rekordów Guinnessa jako ten, jako ten, który przez trzydzieści lat ani razu nie odwiedził Krakowa. Bo wszystko, czego potrzebował, miał w Nowej Hucie (...)
(...) Dlaczego w ogóle pisac o Zbigniewie, panu Zbyszku, albo "Zbigu" (jak nazywają go znajomi)? Bo jest - albo był - wymarłym gatunkiem. Jak tygrys szablastozębny i wyrób czekoladopodobny.
W czasach kiedy Nowa Huta powstawała, junacy jeszcze nie jeździli do centrum Krakowa; to co było im potrzebne - czyli jedzenie, alkohol i uciechy cielesne (także doznania estetyczne) - mieli na miejscu. W czasach, kiedy Nową Hutę kończono budowac i obchodziła swoje dziesiąte urodziny, junacy (i ci, którzy przyjechali do dzielnicy za pracą) też jeszcze nie jeździli do Krakowa (...)
PS od autora: Każda nowelka Renaty ma wspaniałe nasze nowohuckie smaczki. W tej wybrałem fragmencik o stosunku Nowej Huty do Krakowa i nie zaprezentowanej ale widocznej do dzisiaj niechęci Krakowa do Nowej Huty. Wystarczy kuknąc co wypisują dzisiaj w swoich przewodnikach po Krakowie o Nowej Hucie jakieś tam autorytety. Uproszczenia, masa mitów, kompletne bzdury. Milczeli o Nowej Hucie latami, teraz wypisują głupstwa żeby zarobic. Dużo prawdy znajdziecie w książce Renaty Radłowskiej wydanej przez wydawnictwo "czarne" z Wołowca w br.


Komentarze
Pokaż komentarze