"My Naród" "My Naród"
82
BLOG

Stracimy na szybkiej integracji

"My Naród" "My Naród" Polityka Obserwuj notkę 6
 

Państwo narodowe Polaków i Niemców

 

Obecnie w przeciwieństwie do Niemiec Polsce służy istnienie państwa narodowego. Czas pracuje na naszą korzyść dlatego nie możemy opowiadać się za szybką integracją.

 

Interes narodowy bywa mylnie utożsamiany z obroną prerogatyw państwa narodowego oraz będący w opozycji do wszelkich struktur integracyjnych takich jak Unia Europejska

Integracja może być wówczas postrzegana dwuznacznie - dokonuje się bowiem swoistego bilansu korzyści i zagrożeń. Tak patrzy na integrację większość środowisk politycznych poza garstką bezkrytycznych euroentuzjastów, którzy robiąc szum na europejskich salonach odreagowują marginalizację na scenie krajowej. Profesor Geremek i europosłowie SLD są tego najlepszym przykładem - dla nich każda okazja zaszkodzenia Polsce jest dobra - za cenę obecności w europejskich mediach. Ale pomińmy partie białej flagi - jej przedstawiciele są niereformowalni i cała nadzieja, że następne wybory pozbawią ich możliwości antypolskiego szkodzenia.

Europa ojczyzn, idea de Gaulle'a  powoli odchodzi do lamusa. Coraz bardziej natrętne są próby sfederalizowania Europy w taki czy inny sposób.

Polska ma w Europie problem z Niemcami. Jedynie połowicznie wynika on z historycznych zaszłości. Po klęsce Trzeciej Rzeszy, decyzjach poczdamskich, podziale Niemiec, politycy tego kraju zrozumieli podstawową prawdę: Niemcy nie są w stanie militarnie podbić Europy i podporządkować jej politycznie. Niemieckie państwo narodowe budziło wtedy strach, a straty na wschodzie i podział tego kraju przyjmowany był jako swoista polisa bezpieczeństwa przez pozostałych partnerów. Konrad Adenauer - człowiek niedoceniany, ale politycznie przerastający otaczających go karłów zarówno w kraju, jak i w Europie zrozumiał, że przyszłością Niemiec jest integracja europejska, gdzie RFN może wykorzystując swój potencjał, zdobyć pozycje lidera.

Był na tyle mądry, że potrafił połączyć to ze strategicznym sojuszem z USA. Pokonane Niemcy, a właściwie ich zachodnia część stała się najpierw potęgą gospodarczą, a po zjednoczeniu i otrząśnięciu się z kompleksu klęski i winy, głównym rozgrywającym UE. Włochy tak naprawdę się nie liczą. Francja, ta wielka  jest pogodzona z niemieckim przywództwem, pilnując, co najwyżej interesów francuskich rolników. Wielka Brytania znajdowała się w Unii zawsze na specjalnych zasadach, dbając o własne więzi z USA i byłymi brytyjskimi dominiami. Niemcy znalazły więc swoją szansę w jednoczeniu Europy i ją po mistrzowsku wykorzystują. Pierwotnie pod amerykańskim parasolem - by zdjąć z siebie piętno agresora, później, żeby zapewnić sobie pozycję lidera i to takiego, który najwięcej wkłada do wspólnej kasy, aby następnie aspirować do roli łagodnego hegemona.

 Obrona państwa narodowego jest dla Niemców politycznie zupełnie bezużyteczna.  Nikt tak naprawdę nie myśli o anszlusie i grodzeniu narodowych opłotków, te najlepiej aby znikły bo one Niemcom przeszkadzają.

Nikt w Niemczech, poza wariatami, nie marzy o Wielkiej Rzeszy. Coraz bardziej zjednoczona Europa spełnia niemieckie aspiracje. Siła ich gospodarki, potencjał demograficzny oraz, trzeba to przyznać, zręczna taktyka wykorzystująca ustępstwa w realizacji swoich celów dała temu narodowi ogromną siłę i znaczenie.

Wielkim niemieckim zwycięstwem stało się utrwalenie swoistych standardów europejskiej debaty - gdzie historia, a zwłaszcza niemiecki wkład w historię I połowy XX wieku, jest wyklęta i powoduje gniewne reakcje nie tylko w Niemczech. To prawdziwy sukces. Niemcom udało się sprzedać Europie slogan: wybieramy przyszłość. Również z polskich doświadczeń wiemy, że to hasło najchętniej głoszą ci, którzy mają najwięcej do ukrycia.

Adenauer ustawił politykę Niemiec. Kohl, Merkel tylko kontynuują ten kurs, który dał ich krajowi lepszą pozycję w Europie niż w czasach Bismarcka, Wilhelma II czy Hitlera. Niemcy nie mają teraz wrogów za to wielu zabiega o ich względy. Nie są już w amerykańskim rydwanie. Mogą być mniej lub bardziej antyamerykańscy. Mogą być mniej lub więcej prorosyjscy. Wszyscy z Niemcami muszą się liczyć, wiedząc o ich  wpływach i znaczeniu w UE. 

Gdyby Niemcy obecnie opowiedzieli przeciwko ścisłej integracji europejskiej, tak naprawdę podkopywaliby swój interes narodowy i szkodzili sami sobie.

 Doceńmy mądrość Adenauera, który na zgliszczach III Rzeszy zrozumiał wagę integracji. W ramach zjednoczonej Europy znaczenie Niemiec, będzie olbrzymie. Fiasko tego procesu oznacza marginalizację  kraju. Adenauer nie widział sprzeczności między sprawą integracji a interesem narodowym, gotów był za to nawet słono zapłacić, słusznie uważając, że czas pracuje dla Niemiec. Znalazł genialne rozwiązanie - łącząc ambicje niemieckie z jednością Europy. Teraz wnuki Adenauera spijają śmietankę tej polityki, nie obarczone odium za europejską katastrofę, jaką stała się II wojna światowa.

Adenauer był niemieckim patriotą, wielkim wizjonerem, europejczykiem, katolikiem. Na jego korzyść przemawia również to, że w zjednoczonej Europie widział  jej wschodnią część. To w ramach takiej Europy miał nastąpić według niego powrót niemieckich przesiedlonych do ich stron ojczystych. Tak więc integracja europejska miała dodatkowo rozwiązać problem niemieckich roszczeń. Echo tego myślenia dudni do dzisiaj w pomysłach Eriki Steinbach i pana Pawelki.

Nawet niemieccy nacjonaliści pożegnali się z koncepcją państwa narodowego. Minister Seebohn, mówił bez owijania w bawełnę: „Problemów Europy środkowej i wschodniej nie rozwiąże się przez tworzenie państw narodowych. Dlatego dla Europy środkowej i wschodniej nie możemy żądać starych lub nowych granic, lecz jako Niemcy domagający się powrotu wszystkich wypędzonych do ich stron rodzinnych i ich własności musimy żądać, aby granice w Europie środkowej i wschodniej zniknęły, tak by nie państwa, lecz narody jednoczyły się."

 Te słowa z 1951 stanowiły wytyczną dla polityki niemieckiej. Integracja nie ograniczała Niemiec, lecz podnosiła ich znaczenie, co zostało potwierdzone w korzystnym dla tego kraju systemie podwójnej większości. Niemieckie media i politycy nie muszą  dzisiaj ukrywać swojej roli w Europie. Mogą już stawiać do kąta.

 Poparcie dla szybkiej integracji nie leży natomiast w interesie Polski. Każde pomniejszanie znaczenia naszego państwa grozi jego dalszą marginalizacją. Polsce, w przeciwieństwie do Niemiec, służy istnienie państwa narodowego, którego zadaniem musi być ochrona naszych żywotnych interesów.

 W ostatnich latach pojawiło się wobec Polski zbyt wiele roszczeń, zwłaszcza ze strony Niemców. Nie poradzą sobie z nimi samorządy. Instytucje europejskie wcale nie muszą być dla nas matką a mogą być macochą. Jednak wbrew obawom panikarzy, czas  pracuje na naszą korzyść. 10 lat to dużo. Lata 50 uczyniły ze zrujnowanych Niemiec potęgę gospodarczą. Polska rozwija się szybko - dużo szybciej niż tak zwane kraje starej unii. Podobnie dzieje się w innych krajach naszego regionu. Wzrost gospodarczy spowoduje, że z petentów  staną się one istotnymi graczami na scenie europejskiej. Za 10 lat po stronie Polski znajdą się nie tylko Czechy ze swoim nieśmiałym poparciem dla polskich propozycji, czy Litwa w kuluarowych mediacjach. Różnica w rozwoju cywilizacyjnym i poziomie życia między Polską a Niemcami będzie szybko maleć. Podobnie jak kompleksy naszych samozwańczych elit, które z kontestowania pozycji własnego kraju uczyniły sens swojego istnienia. Jeśli nie zmądrzeją, zastaną zmiecieni przez wyborców. Niemcy zmierzają do szybkiej integracji i spieszą się słusznie. Układ sił w Europie za 5, 10,15 lat nie będzie już tak korzystny dla nich jak obecnie.

Czas pracuje na korzyść Polski - warto o tym pamiętać. Festina lente - spiesz się powoli.

"My Naród"
O mnie "My Naród"

Ciekawy, idący pod prąd, odporny na mody byle jakie. Krytyczny, wybierający z tradycji sprawdzone wartości.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka