Istnieje kilka podstawowych modeli armii: model armii z poboru, model armii zawodowej, model mieszany i model ochotniczy. Pierwszy opiera się na powszechnej, określonej czasowo, obowiązkowej służbie wszystkich obywateli danego państwa, przeważnie mężczyzn (choć są państwa np. Izrael gdzie obowiązkowa służba wojskowa obejmuje także kobiety)
Kadra zawodowa występuje także w armiach z poboru, w różnych proporcjach, nie większej jednak niż 50% ogółu sił zbrojnych. Najlepszym przykładem współczesnych armii z poboru są armia rosyjska lub chińska. Drugi z wymienionych to model mieszany, którego idee najlepiej ilustruje pojęcie „uzawodowionych sił zbrojnych”. Przyjmuje się, że o modelu mieszanym mówimy wówczas gdy ponad 50% całego stanu osobowego sił zbrojnych stanowią żołnierze zawodowi, jak np. obecnie w Wojsku Polskim.Część publicystów wypowiadających się w sprawach współczesnej wojskowości myli dwa pojęcia: model armii zawodowej i model ochotniczy. Stąd można usłyszeć, że Stany Zjednoczone lub Wielka Brytania posiadają „zawodowe siły zbrojne” co by oznaczało, iż całość sił zbrojnych tych państw stanowią żołnierze zawodowi, czyli pełni profesjonaliści opłacani przez państwo. Jest to nieprecyzyjne określenie. O siłach zbrojnych USA można powiedzieć, że są specyficznie zorganizowane i znacznie odbiegają od przyjętych modeli.
Oprócz tzw. „wojsk operacyjnych”, które są w pełni zawodowe istnieje tam bardzo silna Gwardia Narodowa i Armia Rezerwowa – obie formacje złożone co prawda z ochotników, ale ochotnicy ci nie są żołnierzami zawodowymi. Żołnierze, czy to Obrony Terytorialnej w Wielkiej Brytanii czy Gwardii Narodowej w Stanach Zjednoczonych posiadają stałe zajęcie cywilne. Pracują w swoim wyuczonym zawodzie, a szkolą się w zależności od systemu - po godzinach pracy lub w weekendy. W przypadku powołania do służby na dłuższy czas otrzymują w pracy urlop bezpłatny i zaczyna opłacać ich armia.Czeska droga
Jak wygląda system zawodowy? Opiera się w 100% na żołnierzach zawodowych. Ta idea jest się bardzo „modna” w państwach Europy Zachodniej –krajach Beneluxu, Hiszpanii czy Danii .W skali światowej system ten jest jednak bardzo rzadko spotykany. Na taki wariant zdecydowali się nasi sąsiedzi- Czesi. Postanowili stworzyć do końca 2006 całkowicie zawodowe siły zbrojne. Ogół sił zbrojnych republiki Czeskiej będzie w 2011 roku liczył 35 tys. ludzi, w tym 8,8 tys pracowników cywilnych i 26,2 tys. żołnierzy zawodowych.
Oczywiście siły te nie są w stanie samodzielnie bronić terytorium państwa. Dlatego koncepcja pełnego uzawodowienia sił zbrojnych Republiki Czeskiej opiera się na specjalizacji w ramach sojuszów obronnych. Czesi postawili na specjalizację w dziedzinie działań przeciwchemicznych, zacznie rozbudowując tą cześć sił zbrojnych stworzyli pierwszy w Europie poligon do ćwiczeń z bronią chemiczną, biologiczną i materiałami radioaktywnymi (w Brzezinie k. Vyszkowa na Morawach). Oznacza to, że wojska czeskie mogą prowadzić efektywne działania tylko w ramach konkretnego sojuszu.
Wojna światowa przyszłości
Idea specjalizacji zawodowych sił zbrojnych pojawiła się również w Polsce. Jej popularność wynika stąd, iż wielu publicystów zajmujących się wojskowością uważa, że w pełni profesjonalne siły zbrojne to przyszłość. Istnieją jednak także wątpliwości. Po pierwsze kto koordynuje poszczególne programy specjalizacji sił zbrojnych np. w ramach Unii Europejskiej? Lub w Pakcie Północnoatlatyckim? Nikt. Po drugie eksperci zakładają, że światowy lub regionalny konflikt konwencjonalny jest wysoce nieprawdopodobny.
Według ich teorii przyszłe wojny to konflikty lokalne o „małej intensywności”. Główną uwagę koncentrują na wojnie tzw. „asymetrycznej”. Większość konfliktów zbrojnych, które obecnie trwają, włącznie z tym najważniejszym w Iraku czy Afganistanie to wojny „asymetryczne” , ale czy to oznacza, że tak będzie zawsze? Przypomina to sytuację po I wojnie światowej, kiedy społeczeństwa zachodnie bardzo mocno wierzyły, że następna wojna nie może wybuchnąć i stan pokoju będzie panował wiecznie.
Wtedy w wielu państwach zlikwidowano pobór... Oczywiście nie zamierzam snuć wizji katastroficznych związanych z wybuchem III wojny światowej, czy bronić koncepcji armii z poboru, pragnę tylko podkreślić, że w przypadku konfliktu na większą skalę (np. regionalnego) armia zawodowa nie jest w stanie efektywnie obronić państwa. Każdy kto mówi dziś o jakimś większym zagrożeniu obecnego ładu międzynarodowego konfliktem globalnym uważany jest za szaleńca lub zgoła osobę niepoczytalną. Publicystom zdarza się wyśmiewać takie koncepcje choć nie wszystkim – co można stwierdzić po lekturze książki C. Weinbergera byłego sekretarza obrony USA „Następna wojna światowa”.
Różnorodnych wariantów obrony strategicznej państwa nie mogą lekceważyć ludzie, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo narodowe – pracownicy Ministerstwa Obrony Narodowej i kadra dowódcza wojska. Gdy w roku 1871 kanclerz Bismark przyszedł do Szefa sztabu armii Pruskiej von Moltekego i powiedział „ Ekscelencjo –wojna z Austrią”, ten odpowiedział: „druga szufladka na lewo Ekscelencjo”. Tak powinien działać sztab każdej armii.
Jakiej armii potrzebuje Polska?
Armii zawodowej, armii ochotniczej czy też armii opartej na systemie mieszanym? Aby odpowiedzieć na te pytania trzeba zastanowić się nad zagrożeniami bezpieczeństwa Polski. Teza, iż przyszłe konflikty zbrojne to głównie konflikty asymetryczne zaciążyła bardzo nad polityka obronną RP. Te poglądy wynikają oczywiście z tendencji panujących w Pakcie Północnotlatyckim, który cały czas ewaluuje w stronę układu bezpieczeństwa zbiorowego.
Bardzo interesująco przedstawiła punkt widzenia naszych sojuszników, Pani Agatha GLOWACKI na łamach Zeszytów Naukowych AON. Uważa ona, iż dla NATO najbardziej przydatne będą wojska w pełni zawodowe , zdolne do szybkiego przerzutu oraz szkolone z myślą o operacjach o charakterze ekspedycyjnym. Przytacza fragmenty raportu wydanego przez Centrum Studiów Międzynarodowych, w którym autor Kelly Longhurst stwierdza: W Polsce istnieje w dalszym ciągu uparte przekonanie o konieczności skupiania się na odstraszaniu oraz obronie terytorialnej, a to może zaszkodzić procesowi modernizacji.
Prawdę mówiąc autor tego raportu nie posiada dostatecznej wiedzy o polityce obronnej RP. Idea wojsk Obrony Terytorialnej w znaczeniu tworzenia formacji ochotniczej (podobnej do tej która jest w Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych) upadła wraz z odejściem z MON-u wiceministra Romualda Szeremietewa. Jednostki OT które obecnie wchodzą w skład Wojska Polskiego niczym nie przypominają Obrony Terytorialnej jaka istnieje np. w Szwajcarii czy Szwecji (gdzie 99% męskiej populacji odbywa przeszkolenie wojskowe, oczywiście w zupełnie innej formie niż w WP). Co więcej jednostki te mają być powoli rozwiązywane, a ewentualne formowanie OT przewiduje się dopiero na czas zagrożenia wjennego. Do chwili obecnej Wojsko Polskie ma w swoim składzie 6 brygad OT i jeden batalion OT (1 BOT w Lęborku, 2 BOT w Mińsku Mazowieckim, 3 BOT w Zamościu, 14 BOT w Przemyślu, 18 BOT w Białymstoku i 22 BOT w Kłodzku a samodzielny batalion OT istnieje w Gliwicach).
Nowe NATO
Po upadku żelaznej kurtyny Pakt Północnoatlantycki uległ istotnym przeobrażeniom. Wydaję się, że polskie społeczeństwo nie orientuje się jak funkcjonuje „nowe NATO”. W Polsce Sojusz jest nadal postrzegany jako „stare NATO”, stanowiące gwarancję bezpieczeństwa przed Rosją, której wyraźnie Polacy się obawiają. Jednak z punktu widzenia sojuszu zagrożenia strategiczne zmieniły się i nie ma potrzeby rozbudowywania sił zbrojnych przygotowanych na kompleksową obronę granic.
Według Paula Kleina, dyrektora Instytutu Nauk Społecznych Bundeswehry, gdyby nawet Rosja miała zamiar przeprowadzić uderzenie na Polskę, przygotowania do ataku konwencjonalnego zajęłyby jej kilka lat. Klein twierdzi, że w tym okresie byłoby możliwe odejście od koncepcji wojska zawodowego i ponowne odtworzenie armii konwencjonalnej. Nawet jeśli kiedyś w przyszłości Rosji udało by się zrekonstruować swoją potęgę wojskową, to aby stanowiła realne zagrożenia dla Polski, władzę musiałby tam dzierżyć reżim reprezentujący interesy sprzeczne z polskimi. Jest mało prawdopodobne, aby taka anty-zachodnia i antypolska orientacja mogła ponownie pojawić się w Rosji, przynajmniej w dającym się przewidzieć czasie. Zagrożenie wojskowe p. Klein widzi ze strony Białorusi. Jednakże zagrożenie nie dotyczy bezpośredniej inwazji, ale niebezpieczeństwa konfliktu granicznego na małą skalę z Polską.
Pozwolę sobie na kilka słów komentarza, bowiem odnoszę wrażenie, że autor nie rozumie problemów państw tej części Europy Wschodniej i nie dostrzega napięć w stosunkach Polska - Rosja. Pobicia polskich dyplomatów, zastraszanie energetyczne, budowa rurociągu Niemcy- Rosja, te wszystkie fakty najbardziej dobitnie pokazują jaką politykę prowadzi Rosja. A najbardziej spektakularnie Rosjanie pokazali swój pazur podczas tzw. „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie. Rosja walczyła, walczy i będzie walczyła o swoją wpływy w tym regionie.
Drugą sprawą która wymaga komentarza to twierdzenie p. Kleina, na temat wieloletnich przygotowań Rosji do ataku konwencjonalnego i ewentualnego odtworzenia polskich sił obronnych. W tym samym artykule Pani Glowacki cytuje przedstawiciela RAND Corporation, który stwierdza: Ciągły postęp w nowoczesnym rozpoznaniu, łączności i komputeryzacji, w połączeniu z amunicją precyzyjnego rażenia, pozwalają nowoczesnym siłom na wykrycie, a następnie zniszczenie sił lądowych w bezprecedensowym stopniu skuteczności, dzięki uderzeniom z powietrza lub dzięki systemom uzbrojenia dalekiego zasięgu.
Oczywiście takie uderzenie jak twierdzi Pani Glowacki skutkowałoby natychmiastową reakcją naszych sojuszników, którzy w takim przypadku przyszliby Polsce z pomocą. Pani Glowacki cytuje opinie ekspertów z warszawskiego Centrum Stosunków Międzynarodowych, Janusza Onyszkiewicza oraz Olafa Osicę twierdzących, że pojawienie się jakiegokolwiek zagrożenia dla Polski miałoby wymiar europejski i transatlantycki. Obaj panowie uważają, że z tego tytułu byłoby Niezrozumiałe dla sojuszników Polski pozostanie pasywnym, zarówno politycznie, jak i wojskowo. Ponadto artykuł V traktatu NATO gwarantuje reakcję Sojuszu na jakiekolwiek zagrożenia Polski.
Pozwolę sobie zacytować artykuł V Paktu Pólnocnoatlatyckiego: Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.Działania „uznane za konieczne” to może być np. protest dyplomatyczny lub zrzucenie ulotek. Warto o tym pamiętać. Oczywiście nie zamierzam kwestionować zasadności członkostwa Polski w NATO, co więcej myślę, iż od strony politycznej Pakt jest doskonałym zabezpieczeniem, ale ze stroną wojskową może być różnie i tu My, Polacy, mamy pewne historyczne doświadczenia. Warto także pamiętać, że klasyk nauk wojskowych Carl Clausewitz zaleca podchodzić z rezerwą do deklaracji sojuszniczych, wymieniając sprzymierzeńców na ostatnim miejscu wśród wszystkich dostępnych dla państwa środków obrony. Czas na zmiany
Po przedstawieniu wszystkich argumentów i czynników wpływających na kształt systemu obronnego – uważam, że Polska potrzebuje profesjonalnych sił zbrojnych – armii ochotniczej opartej na systemie podobnym do tego jaki funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. Mam nadzieję, że wypowiedź Ministra Sikorskiego dotycząca zawodowego Wojska Polskiego była nieprecyzyjna. Chciałbym wierzyć, że miał on na myśli model ochotniczy, podobny do brytyjskiego i , że nie zmierza pójść „czeską drogą”.
Liczę, że powstaną ochotnicze siły Obrony Terytorialnej, że nie będą to formacje gorszej kategorii, w których służbę traktuje się jak zesłanie lub karę. Oczywiście powinny istnieć wydzielone jednostki szybkiego reagowania w sile jednej lub dwóch brygad zdolnych do interwencji w ramach zobowiązań sojuszniczych. Powinniśmy uczestniczyć w misjach stabilizacyjnych i w operacjach o charakterze ekspedycyjnym, bo tak wojsko zdobywa doświadczenia a państwo potwierdzą deklarację sojusznicze. W mojej ocenie nie należy podporządkowywać całego systemu obronnego pod działania związane ze zobowiązaniami sojuszniczymi!
W Wojsku Polskim trzeba wprowadzić wiele zmian. Naprawdę je zreformować, bowiem od 1989 cała reforma opierała się na redukcjach i to redukcjach nie tych ludzi, którzy powinni z armii naprawdę odejść. Czas wrócić to pięknych tradycji oręża polskiego, czas usunąć „ludzi w mundurach” a na ich miejsce wprowadzić młodych, zdolnych, patriotycznych oficerów, których jest naprawdę w tej armii wielu. Myślę, że pomimo tak trudnej sytuacji materialnej naszego państwa nie należy zapominać, iż niepodległość jest wartością bezcenną i niepodzielną a jeśli nie będzie siły, która jest w stanie ją obronić to stracimy wszelkie inne bogactwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)