Wśród głównych niebezpieczeństw dotyczących ewentualnego przyjęcia euro przez Polskę oraz procesu dostosowawczego do członkostwa w strefie z reguły wymienia się te związane z inflacją i kursem walutowym. Jednak również sfera finansów publicznych nie jest pozbawiona potencjalnych, poważnych zagrożeń wynikających z planów zamiany narodowej waluty na walutę Unii Gospodarczej i Walutowej. Dlatego rozważając kwestię perspektywy wejścia Polski do strefy euro warto wymienić wszystkie prawdopodobne koszty takiej decyzji, niezależnie od płaszczyzny, na jakiej mogą się pojawić.
Jedno z podstawowych założeń teorii optymalnego obszaru walutowego mówi, że wspólną walutę – z ekonomicznego punktu widzenia – opłaca się wprowadzać tylko dla grupy krajów, która jest odpowiednio zintegrowana wewnętrznie. Na takim obszarze nie mogą więc istnieć bariery przepływu towarów, usług, ludzi i kapitału, powinien funkcjonować elastyczny rynek pracy itd. I już w tym miejscu pojawia się wątpliwość, czy pełne urzeczywistnienie tego rodzaju postulatów byłoby dla Polski korzystne. Kontrowersje budzi na przykład pomysł – wynikający przecież właśnie z zasady liberalizacji przepływu kapitału – zwiększenia swobody inwestowania przez OFE na rynkach zagranicznych.
Warto również zauważyć, że jednym z najistotniejszych wyznaczników wspomnianego poziomu zintegrowania gospodarek narodowych, jest stopień synchronizacji cykli koniunkturalnych. Tymczasem, badania dowodzą, że cykle koniunkturalne poszczególnych krajów strefy euro charakteryzują się odmienną siłą powiązań z cyklem koniunkturalnym całej strefy. Najwyższa występuje w przypadku Niemiec, Francji, Austrii, Belgii oraz Holandii. Średnia – Włoch. Słaba – Hiszpanii, Grecji oraz Irlandii. A bardzo słaba – Finlandii i Portugalii.
Do interesujących wniosków prowadzi również analiza procesu konwergencji realnej – czyli, najprościej rzecz ujmując, procesu, który ma miejsce wówczas, gdy występuje korelacja ujemna pomiędzy poziomem wskaźnika PKB per capita w roku T, a jego zmianą w okresie następnych kilku lat – w strefie euro. Otóż, badania dowodzą, że korelacja taka w ciągu ostatnich kilkunastu lat w strefi euro przyjmowała charakter dodatni, a więc miał miejsce nie proces konwergencji, ale proces dywergencji. Zamiast obniżyć się, poziom zróżnicowania strefy euro wzrósł.
Jednym z najczęściej wymienianych w negatywnym kontekście zjawisk powiązanych z przyjęciem euro jest efekt Harroda-Ballassy-Samuelsona. Jego znaczenie wynika przede wszystkim z tego, że ukazuje on najważniejszy problem, z jakim borykają się kraje starające się jednocześnie sprostać wszystkim tzw. nominalnym kryteriom konwergencji. Chodzi o trudność w wypełnieniu kryterium inflacyjnego (a więc w osiągnięciu i utrzymaniu takiego poziomu wzrostu cen, który nie przekraczałby jego przeciętnej dynamiki liczonej dla trzech najbardziej stabilnych krajów członkowskich strefy euro) bez wywoływania istotnego wzrostu bezrobocia oraz spadku dynamiki wzrostu gospodarczego.
Kolejne poważne niebezpieczeństwo, o którym warto wspomnieć na samym początku rozważań o potencjalnych kosztach pełnej integracji z UGiW, wiąże się z niespodziankami, które na drodze do euro może sprawiać kurs złotego.
Część obserwatorów twierdzi, że wstępując do strefy euro, Polska zyska na wiarygodności. Hipotezy takiej nie potwierdzają jednak obliczenia miesięcznika „Euromoney”, dotyczące ryzyka gospodarczego poszczególnych krajów strefy euro. Przez kilka ostatnich lat miał bowiem miejsce nie wzrost, a spadek wiarygodności gospodarczej strefy euro jako całości. Średnia arytmetyczna obliczona dla miejsc poszczególnych krajów strefy w rankingu „Euromoney” była bowiem w 2007 r. wyższa od tej z 1999 r.
Warto też zwrócić uwagę na to, że w pierwszym badaniu dokonanym po utworzeniu strefy euro, do szóstki państw o najwyższej wiarygodności, według „Euromoney”, należały tylko trzy kraje posiadające własną walutę: Szwajcaria, Norwegia, USA. Ale już w 2007 r. było ich pięć. Do wymienionych trzech dołączyły bowiem Dania i Szwecja. Mimo, że wiarygodność to pojęcie trudne do skwantyfikowania, już na podstawie tych danych można stwierdzić, że likwidacja narodowej waluty nie jest ani jedynym, ani pewnym sposobem na obniżenie poziomu ryzyka gospodarczego kraju.
Kolejnym wątpliwym argumentem za przyjęciem euro przez Polskę jest twierdzenie, jakoby obszar wspólnej waluty przyczyniał się do zwiększenia ekspansji eksportowej jego krajów członkowskich. Wystarczy porównać ze sobą średnie tempa wzrostu wartości eksportu państw eurolandu w okresach: 1989-1998 i 1999-2006. Co prawda, w przypadku dziesięciu z dwunastu badanych krajów, tempo zmian eksportu było wyższe po przyjęciu euro niż przed. Wydaje się jednak, że z punktu widzenia Polski najistotniejszy jest przykład dwóch pozostałych państw – Portugalii oraz Hiszpanii. Są to bowiem, obok Grecji, kraje, których sytuacja gospodarcza sprzed kilkunastu lat jest najbardziej zbliżona do obecnej sytuacji Polski.
Statystyki nie potwierdzają również tezy, że euro, dzięki wyeliminowaniu czynnika ryzyka kursowego, pozwala na istotne ożywienie wymiany handlowej wewnątrz strefy euro. Okazuje się, że w latach 1999-2005 doszło do wzrostu udziału eksportu do innych krajów strefy euro w eksporcie ogółem zaledwie w przypadku dwóch krajów: Belgii (z 63,2% do 63,3%) oraz Irlandii (z 40,2% do 43,2%). Dla pozostałych dziesięciu państw odnotowano w badanym okresie spadek tego wskaźnika. Innymi słowy, eksport z obszaru euro do krajów posiadających własne waluty rozwijał się szybciej, niż eksport „wewnętrzny” eurolandu. A zatem, na przekór teorii, dynamika eksportu, któremu towarzyszyło ryzyko kursowe, okazała się większa od dynamiki eksportu pozbawionego tego rodzaju ryzyka.
Z punktu widzenia Polski, ponownie warto zwrócić uwagę na to, że wszystkie trzy kraje wspomnianej już grupy G-3, a więc: Hiszpania, Portugalia oraz Grecja, odnotowały w okresie 1999-2005 spadek udziału eksportu do innych krajów strefy euro w eksporcie ogółem.
Marian Szołucha


Komentarze
Pokaż komentarze (2)