Jan Engelgard w charakterystycznym dla siebie logicznym stylu podpartym dowodami historycznymi i tradycją endeckiego realizmu argumentował za nie uleganiem hurra antykomunizmowi. Maciej Eckardt z właściwym sobie wdziękiem politycznego publicysty sparował ciosy redaktora Myśli Polskiej. Wszystko okraszone nazwiskami seniorów, wzajemnymi życzliwościami i powoływaniem się na narodową szkołę myślenia.
Przyznam, że bliżej mi do oceny stanu wojennego autorstwa Macieja Eckardta niż Jana Engelgarda i nie jestem zdziwiony obecnością Młodzieży Wszechpolskiej pod domem generała Jaruzelskiego. Ale trochę z innego powodu. Owszem, zgadzam się, że „dom generała" to nie najlepsze miejsce ideowych poszukiwań. Należy jednak sobie przede wszystkim odpowiedzieć czym takie zachowania są spowodowane.
Odpowiedź jest prosta. Po latach jałowienia myśli politycznej spowodowanej ciągłym wykorzystywaniem Młodzieży Wszechpolskiej do bieżących działań politycznych pretensje mogą mieć tylko do siebie ludzie ruchu narodowego z pokolenia Jana Engelgarda i Macieja Eckardta, chociaż wiem, że akurat oni są tutaj najmniej winni. Zamiast kształtowania postaw ideowych i edukacji politycznej w wymiarze głębszym, skierowano całą energię młodzieńczą na bieżącą politykę.
Bo jak wytłumaczyć inne sławetne akcje Młodzieży Wszechpolskiej typu manifestacja pod Pałacem Prezydenckim w czasie obrad komisji śledczej ws. Orlenu czy manifestacja pod ambasadą Białorusi ws. łamania praw człowieka? Jak wytłumaczyć w końcu nagłą zmianę sojuszów politycznych LPR, w której u jej schyłku władzę sprawowała MW, najpierw z populistyczną, postpeerlowską i lumpenproletariacką Samoobroną, a później z Januszem Korwinem-Mikke, liberałem z muszką i jego elitarnym, wykształconym i prokapitalistycznie nastawionym elektoratem? Właśnie owym brakiem edukacji i ideowego podglebia, które nakazywałoby zachować minimum określonej we własnych szeregach przyzwoitości politycznej.
Owszem, kontemplowano stare książki Dmowskiego, Giertycha, Doboszyńskiego bardziej staranniej niż młodzieżówka SLD dzieła Lenina, Marksa czy Krzywickiego. Ale wszelką „ideowość" pozostawiono tylko pasjonatom w zaciszu zakurzonych antykwariatów i podczas licytacji wszelkich książek z przymiotnikiem „narodowy" na Allegro.pl. Stąd w mojej ocenie o żadnym upadku myśli politycznej nie może być mowy, gdyż tej aktualnej narodowej myśli politycznej w ogóle po 1989 r. nie było.
Nie ma co się dziwić, że MW dziś stoi pod domem generała. Nie ma bowiem współczesnej narodowej idei i niekwestionowanych narodowych autorytetów moralnych, które mogłyby wskazać „mapę drogową", po której taka myśl mogłaby kroczyć, ale przede wszystkim rozwijać się.
Dlatego jedynym wytłumaczeniem obecności tam narodowej młodzieży jest dla mnie jej żywy i autentyczny radykalizm każący im tak surowo oceniać wprowadzenie stanu wojennego.
Co z tym szczerym, młodzieńczym uczuciem pragnącym nazwać bandytów po imieniu, ponownie zrobi tzw. warstwa kierownicza ruchu narodowego? To jest pytanie, które zarówno Jan Engelgard jak i Maciej Eckardt na początku dyskusji powinni sobie zadać.
Ireneusz Fryszkowski


Komentarze
Pokaż komentarze