2 obserwujących
19 notek
3382 odsłony
  121   0

D. Day: O wojnie i pokoju (1940-42)

Dorothy Day na porannej mszy, 1973, źródło: https://www.flickr.com/photos/jimforest/50937877318
Dorothy Day na porannej mszy, 1973, źródło: https://www.flickr.com/photos/jimforest/50937877318

[No to zaczynamy. I dość sentymentalnie, ponieważ jest to ostatni materiał, jaki opublikowałem na ś.p. Chestertonianie, zanim się z nią pożegnałem. Oto przed Państwem czwarty rozdział dziełka Dorothy Day "O wojnie i pokoju".

Jak być może wiadomo, Day była zagorzałą pacyfistką. Ba! -- podczas obrad soboru watykańskiego II próbowała nawet strajkiem głodowym wymusić na biskupach bezwzględne potępienie wszelkiej wojny. Nie udało się, ale rozmach tego gestu sam w sobie mówi wiele.

Oczywiście, należy pamiętać, że Dorothy, mimo swego konfliktu z biskupami, zawsze pisała z perspektywy głęboko katolickiej. Ma to swoje pewne cechy specyficzne (lub, jak powiedziałby ktoś inny, wady), które mogą wydać się niektórym dość dziwne. Ja również, w mojej wersji obecnej, nie bardzo rozumiem, na przykład, doloryzm, tak wyraźnie obecny w pierwszych częściach tego pamfleciku. Tym niemniej, należy zauważyć, że -- po pierwsze -- w ciągu dwóch lat od napisania jego pierwszych fragmentów do napisania ostatnich, sporo się tutaj zmieniło -- i miejsce moralizowania o ofierze krzyżowej zajęło u Dorothy przede wszystkim współczucie i pragnienie pomagania innym (a jeśli ofiary, to przede wszystkim takiej, którą się składa samemu). No, a po drugie: nie każdy jest tak idealny, jak my. Różni autorzy mają różne dziwactwa, z którymi możemy się zgadzać bądź nie. Bardziej jednak liczy się to, że służymy wspólnej sprawie -- i że potrafimy działać dla światowego pokoju z energią, szczerością i poświęceniem POMIMO dzielących nas różnic.

No i, po trzecie, że w polskich warunkach ten tekst to znakomita kontra wobec wszystkich "świętojebliwych" publicystów katolickich, którzy tak bardzo palą się, aby wysyłać na śmierć młodszych od siebie. W żadne nawrócenia, czy chociaż otrzeźwienia, tutaj nie wierzę, nie ma na to szans -- ale dobrze, że przynajmniej w tym wypadku ich obłudę i arogancję obnaży ktoś stojący po tej samej stronie barykady, co oni, nawet jeżeli uczyni to tylko pośrednio i tylko mocą przykładu.

Tak, kościół byłby bardzo inny, gdyby trochę większą rolę odgrywał w nim Katolicki Ruch Robotniczy, a trochę mniejszą np. Opus Dei. Ale to już zupełnie inna historia.

Co powiedziawszy, życzę miłej lektury. Peace & Love.

-- Tłumacz]

Dorothy Day

„O wojnie i pokoju”

Rozdział 4: Nasze stanowisko

„The Catholic Worker”, lipiec 1940

Wielu naszych czytelników pyta nas w listach: „jakie stanowisko zajmuje ‘The Catholic Worker’ wobec obecnej wojny?” Zadając to pytanie, mają przy tym niewątpliwie w pamięci to, co mówiliśmy na temat hiszpańskiej wojny domowej. Powtarzamy zatem: tak jak w przypadku wojny w Etiopii, w Hiszpanii, w Japonii, w Chinach, wojny rosyjsko-fińskiej, i tak dalej – tak i obecnie sprzeciwiamy się postrzeganiu działań wojennych jako środka ocalenia „chrześcijaństwa”, „cywilizacji”, czy „demokracji”. Uważamy bowiem, iż podobnych wartości nie da się ocalić przy użyciu przemocy.

Od ośmiu lat sprzeciwiamy się konsekwentnie rozwiązaniom siłowym – tak w przypadku ruchu robotniczego, tak wojny klasowej, jak i konfliktów między krajami.

Chesterton, pisząc o pacyfizmie (którego był przeciwnikiem), stwierdza w pewnym miejscu, że zwolennicy tej idei dzielą się na „tych, którzy pokój czynią (ci odziedziczą błogosławieństwo) – oraz tych, którzy o nim gadają; ci podobni są owym kupcom, którzy profanowali Świątynię, sprzedając w niej gołębie”. To prawda, że stoimy dzisiaj w jednym szeregu z komunistami, którzy również sprzeciwiają się wojnie. Tak się bowiem złożyło, że stanowisko to zgadza się akurat (może się to zmienić za tydzień, za miesiąc – już zdania są podzielone) z linią partyjną. My jednak wierzymy mocno, że Bóg błogosławi naszej sprawie i widzimy nasze obowiązki jasno i wyraźnie. Naszym manifestem, manifestem naszego chrześcijaństwa, jest Kazanie na Górze.

Wielu katolików sprzeciwia się używaniu słowa „pacyfizm”. Tym niemniej, o. Stratmann OP [1] pisze: „Tryumf pacyfizmu, potępienie wojny i uznanie biernego oporu sprzeciwiają się tradycji w takim samym sensie, jak dawniej ‘sprzeciwiały się’ jej potępienie niewolnictwa czy pańszczyzny, dogmat o Niepokalanym Poczęciu czy nieomylności papieża. Tylko tych, którzy nie rozumieją nadprzyrodzonej natury Kościoła, cudu jego życia w Chrystusie, może martwić to chwilowe zahamowanie jego postępu – nie tych, którzy wierzą w Kościół i jego Założyciela”.

W wielu numerach „The Catholic Worker” zajmowaliśmy dokładnie identyczną pozycję. Cytowaliśmy słowa papieża o błędzie, jakim jest pojęcie „zbrojnego pokoju”. Cytowaliśmy Piusa XI, który wzywał dziennikarzy i polityków całego świata do potępienia wyścigu zbrojeń (dodając przy tym ze smutkiem: „jak dotąd nasze wezwania nie zostały wysłuchane”). A także bpa Duffyego z diecezji Buffalo [2], który jako jedyny miał odwagę skrytykować gigantyczny program zbrojeniowy administracji Roosevelta.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale