I żeby było jasne.Moje serce jest bardzo pojemne. Im więcej ludzi do niego wpuszczę, tym więcej w nim miejsca. Czy jest możliwe kochać polityka? I to jeszcze takiego na którego kubły pomyj, co moment wylewają? Jeżeli się słyszy od ludzi wyznania; "jak ja go nienawidzę" - to co mam powiedzieć gdy nie jestem zdolna nienawidzić nawet największego wroga . Tuska i Komorowskiego też.
Czy coś jest ze mną nie tak? Chyba nie... Oddałam swój telewizor do Hospicjum. Nikt mnie nie karmi nienawiścią to i ona nie ma do mnie dostępu.
Żeby kochać kogoś, to ten ktoś musi mieć coś takiego w sobie, co do niego przyciąga. U Kaczyńskiego to zobaczyłam. On też kocha ludzi. Słucha co mają do powiedzenia. Otacza się nimi, nie lęka się tłumu.Przygarnia go.
Czy Tusk i Komorowski też to w sobie mają. Ja tego nie zauważyłam. Ludzie, im raczej służą jako tło i tylko ci którzy mogą dobrze wypaść przy grze w piłkę czy "ożeł morze". Otaczają ich smutasy.Dystngowane smutasy.
"Słyszeliście że powiedziano: Miłuj bliźniego twego, a nieprzyjaciela twego miej w nienawiści. A ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych, módlcie się za tych, którzy was prześladują. W ten sposób okażecie się synami Ojca waszego, który jest w niebie i który sprawia przecież, że słońce wschodzi tak nad złymi, jak i nad dobrymi, a deszcz spada zarówno na sprawiedliwych, jak i niezbożnych. Bo jeśli będziecie miłować tylko tych, którzy was miłują, to jakaż czeka was za to nagroda? Czyż nie postępują tak samo i celnicy? Albo cóż nadzwyczajnego czynicie, jeśli pozdrawiacie tylko braci waszych? Czyż nie czynią tak samo nawet poganie? Bądźcie tedy doskonali, tak jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski"
Mt 5, 43 - 48
Zgoda. Jestem chrześcijanką. Co zatem jest ta miłość chrześcijańska? Zapewne nie uczucie, ale co? Okazywanie sympatii, albo przyjaźni? Też nie za bardzo. Czy może być sympatyczny ktoś, kto ma cię serdecznie gdzieś. Czy przyjacielem może zostać ktoś, kto dzisiaj mówi jedno, a czyni coś zupełnie innego...Odpada. W takim przypadku bylibyśmy skazani na samotnie po kres naszych dni.
Jak już oświadczyłam, kocham Kaczyńskiego, ale jako chrześcijanka, też muszę kochać Komorowskiego i Tuska. Innych nie wymieniam bo tych trzech wystarczy do analizy miłości chrześcijańskiej w moim pojmowaniu.Jestem przekonana że miłość chrześcijańska to taka, w której dostrzega się potrzeby innych. Nie tylko swojej grupy, ale każdego kto tego potrzebuje.
Tusk - obiecałby mi że to załatwi, ale na razie nie może, bo sam nic nie może.
Komorowski - dałby mi różowy balonik z różowymi okularami, to miałoby wystarczyć jako skuteczna pomoc.
Kaczyński - nie ociągając się, kupił folię i po krzyku.
Kto w potrzebie najbardziej skuteczny ten skuteczny. Kto mówi........., tylko mówi.
Miłość chrześcijańska to też rada, wskazówka. Zakaz kiedy trzeba, nakaz lub nagana. Stawianie wymagań i ostrzeganie przed złem. Swoim zachowaniem dawanie świadectwa w dążeniu do osiągnięcia wspólnego dobra tu,
na Ziemi Ojczystej, a potem dalej.....w Wieczności.
Jakże mi daleko do takiego kochania! A Tobie?


Komentarze
Pokaż komentarze (101)