8 obserwujących
171 notek
90k odsłon
354 odsłony

FSM 126 bis. Zaprzeczenie bajek prof. Kieżuna

Wykop Skomentuj22

Professor Witold Kieżun, w swoich wykładach z serii “jak nas okradziono” przedstawia, swój genialny sposób na uniknięcie bolesnej transformacji lat 90. Trzeba było dalej produkować dziadostwo przemysłu PRL a dzięki niższej cenie nabywcy by się znaleźli, także za granicą.

Niestety bajki Kieżuna mają tyle wspólnego z rzeczywistością co bajki Sienkiewicza, ku pokrzepieniu serc.

Oto dlaczego. Pomysł profesora (barachło taniej) nie jest niczym nowym, PRLowscy decydenci dawno już na to wpadli. Modelowym przykładem klęski tej koncepcji jest samochód FSM 126 bis. Gospodarka PRL lat 80ych to już nędza i rozpacz. Nie dość, że zbankrutowana to jeszcze zarządzana przez wojskowych. Ale nawet, aby zarządzać państwem zbankrutowanym trzeba dewiz. Jednym z filarów eksportu PRL na rynki dewizowe był przemysł samochodowy. Proces został rozpoczęty Fiatem 125p już w 1968 roku.

Lata 80te to jednak inna bajka, o kredytach nie ma co marzyć bo kraj nie jest w stanie spłacać istniejących. Więc kupno licencji na nowy model odpada. Eksport przestarzałego 126p słabnie, Polonez jest bublem eksportowym. Z drugiej strony ślina leci na myśl o sukcesie Fiata Pandy, prostej konstrukcji ze spartańskim wyposażeniem, bijącym rekordy sprzedaży.

Wybór pada na ratowanie Fiata 126p, konstrukcji tak starej, że Fiat nie pozwala jej reklamować pod swoją marką na rynkach dewizowych. W 1985 rozpoczynają się prace konstrukcyjne. Polscy inżynierowie dokonują istnego cudu. W warunkach głodu dewizowego, z zamkniętej i nie rozwojowej konstrukcji 126p robią hatchbacka. Jest w końcu prawdziwy bagażnik zamiast wnęki na koło zapasowe i składane tylne oparcia. Polska Panda? Niestety cuda w motoryzacji się nie zdarzają

Jednym z filarów sukcesu 126p była niezawodność oparta o prostotę. Tam po prostu nie bardzo miało się co zepsuć. Bis ma silnik umieszczony leżąco, z tyłu, chłodzony cieczą. Jest to znakomite rozwiązanie … w bolidach Formuły 1. W autach osobowych koszmar. Przegrzewanie silnika plus mocno utrudniony dostęp. Bis, debiutujący w 1987 roku, mimo atrakcyjnej ceny sprzedaje się na rynkach dewizowych słabo, zysk dodatkowo drenuje koszt napraw gwarancyjnych. Marnym ratunkiem jest oferta Bisów za dewizy na rynku wewnętrznym.

Cena może pomóc produktowi wejść na rynek ale jeśli stosunek wartości do ceny jest nieatrakcyjny to nic z tego nie będzie. Podobnego sposobu na zdobycie rynku amerykańskiego, szukali towarzysze jugosłowiańscy z marką Yugo, z podobnym skutkiem.

Wykop Skomentuj22
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka