113 obserwujących
633 notki
1380k odsłon
1892 odsłony

Historia fotografii z KL Auschwitz

Wykop Skomentuj21

Wilhelm Brasse jest autorem wielu zdjęć znanych z podręczników historii na całym świecie. Urodził się w 1917 roku w Żywcu. Był wnukiem Austriaka Alberta Karola Brassego, który pracował w Żywcu jako ogrodnik u arcyksięcia Habsburga. Jego matka była Polką. Ojciec w polskim wojsku walczył z bolszewikami w 1920 r. Przed wojną Wilhelm Brasse pracował jako fotograf w Katowicach, gdzie nauczył się zawodu w atelier należącym do swej ciotki. Specjalizował się w portretach i zdjęciach legitymacyjnych. Po aneksji województwa śląskiego do III Rzeszy Niemcy proponowali mu, ze względu na germańskie pochodzenie, podpisanie volkslisty. Wilhelm Brasse odmówił. „Przechodziłem okropne rzeczy, ale nigdy nie myślałem w ten sposób, że należało podpisać cyrograf i mieć święty spokój. (…) Proponowano mi wyjście, ale byłoby to niehonorowe. Czułem się prawdziwym Polakiem” – wspominał po latach w filmie dokumentalnym „Portrecista”. Przeniósł się na teren Generalnego Gubernatorstwa i krótko pracował jako fotograf w Krynicy, a następnie zdecydował wstąpić do polskiego wojska we Francji. Podczas próby przedostania na Węgry został 28 marca 1940 r. zatrzymany w zamieszkanej przez Łemków wsi i wydany Niemcom. 31 sierpnia 1940 r. trafił do obozu Auschwitz. Otrzymał numer 3444. W styczniu następnego roku Brasse trafił do tak zwanego Erkennungsdienst, w którym robiono fotografie ewidencyjne więźniom (trzy zdjęcia: w nakryciu głowy, en face i z profilu). „Przypuszczam, że w ciągu całej mojej pracy jako fotograf w obozie, wykonałem od 40 do 50 tys. zdjęć policyjnych.” – wspominał. Ponadto na polecenie Niemców fotografował więźniów przy pracy i prywatne spotkania oficerów SS z ich rodzinami, a także wykonywał zdjęcia dokumentujące eksperymenty medyczne Josefa Mengelego i Eduarda Wirthsa. 

Wilhelm Brasse pracował w komandzie fotograficznym do stycznia 1945 r. Wówczas z więźniem Bronisławem Jureczkiem, sabotując polecenia SS spalenia zdjęć, udało im się zachować ok. 39 tys. fotografii, które w wielu przypadkach są jedynymi dokumentami dotyczącymi więźniów.

Wśród tych ocalałych zdjęć znajdują się fotografie ewidencyjne dzieci z powiatu zamojskiego (Dzieci Zamojszczyzny), deportowanych do KL Auschwitz w okresie od grudnia 1942 r. do sierpnia 1943 r..

W lipcu 1941 r., na mocy zarządzenia Reichsfuehrera SS i Komisarza Rzeszy ds. Umacniania Niemczyzny Heinricha Himmlera, Zamojszczyzna została wyznaczona jako „pierwszy obszar osiedleńczy w Generalnym Gubernatorstwie”. Zamojszczyzna była atrakcyjna dla Niemców ze względu na wyjątkowo żyzne ziemie. Niebawem Zamość przemianowano na Himmlerstadt. 

Pierwsze wysiedlenia Niemcy przeprowadzili już w listopadzie 1941 r. Wówczas spod Zamościa na tereny nad Bugiem przesiedlono ponad 2 tys. polskich chłopów. Ich miejsce zajęli folksdojcze z okolic Radomia.

31 października 1942 r. szef IV Departamentu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Heinrich Mueller wydał dyrektywę o „ewakuowaniu Polaków w dystrykcie Lublin (Zamość) dla zrobienia miejsca w celu osiedlenia Volksdeutschów”.

W nocy z 27 na 28 listopada 1942 roku, Niemcy rozpoczęli na Zamojszczyźnie zakrojoną na szeroką skalę akcję wysiedleńczą. Objęła zasięgiem cztery południowo-wschodnie powiaty dystryktu lubelskiego (Biłgoraj, Hrubieszów, Tomaszów Lubelski i Zamość). Terytorium to zamieszkiwało wówczas ok. 500 tys. ludzi, z czego 66 % Polaków, 24 % Ukraińców i 10 % Żydów.

Wg historyka Zygmunta Mańkowskiego: Tryb wysiedlenia przewidywał następujące czynności: - jednostki Schutzpolizei, żandarmerii i pomocnicze miały otaczać wyznaczone wsie, spędzać ludność na plac i tu dokonywać pierwszej segregacji. Po przejrzeniu dokumentów wyłączyć miano osoby podlegające innym zarządzeniom (np. Ukraińców).

Na zabranie bagażu podręcznego wysiedleńcy dostawali jedynie godzinę. W opuszczanych gospodarstwach pozostawiali cały swój dobytek, okupanci pozwalali im na zabranie jedynie okryć wierzchnich, naczyń do jedzenia i 20 zł na osobę. Wysiedlanych zabijano na miejscu lub w czasie segregacji – najmniej szans na przeżycie mieli starcy, inwalidzi i chorzy, a więc wszyscy nieprzydatni do pracy. Tylko 11 grudnia 1942 r. w czasie pacyfikacji wsi Kitów ofiarami niemieckich mordów padło 165 osób.

Wysiedlanych ładowano do nieogrzewanych wagonów kolejowych; najsłabsze jednostki, zwłaszcza dzieci, umierały już w czasie transportu.

Prof. dr med. Józef Hałasa, długoletni wykładowca w Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie opisał wysiedlenie swojej rodziny w ksiązce: „Moje Mokre”: 

„Tej zbrodniczej akcji towarzyszyły okoliczności chyba dramatyczniejsze od poprzedzających je wysiedleń. Uzbrojeni Niemcy, zazwyczaj w nocy albo na granicy nocy i dnia, po otoczeniu wsi wkraczali do poszczególnych domów z żądaniem natychmiastowego ich opuszczenia pod groźbą śmierci. Tych, którzy nie mogli wykonać polecenia z powodu starości czy choroby, rozstrzeliwano. Spędzonych mieszkańców poddawano pierwszej segregacji. Jednych pędzono na wozy i wywożono do obozowych baraków, zbudowanych dla jeńców sowieckich, którzy zresztą wcześniej wymarli z głodu i na tyfus. Innych, mniej licznych, zostawiono do pomocy w pracach nasiedlonym do wsi Niemcom. Umieszczano ich w uboższych częściach wsi, tworząc rodzaj getta. W obozie w „baraku przyjęć” – dalsza segregacja. Służyły do tego notatki gestapo, oko doktora w mundurze SS, decyzja komendanta. Wystarczyły do zakwalifikowania: na roboty do Berlina, na wywózkę do Oświęcimia, na zniemczenie całych rodzin, na rezerwę rzemieślniczą do obsługi zasiedlonych przez Niemców wsi. Wszystko to odbywało się w atmosferze gwałtu, z gotowymi do strzału karabinami. „Raus” i „Weg” to słowa, które do dziś wzbudzają we mnie dreszcz grozy.

Wykop Skomentuj21
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura