134 obserwujących
764 notki
1787k odsłon
  1638   15

Znaczenie dyplomatycznego immunitetu w Związku Sowieckim

17 września 1939 r., o godzinie czwartej nad ranem, sowieckie wojska, liczące sześć armii, uformowane w dwa fronty: białoruski i ukraiński, przystąpiły do zmasowanego uderzenia na wschodnie terytorium II RP. Łącznie do ataku ruszyło prawie 620 tys. żołnierzy. Wspierało ich 4,7 tys. czołgów i 3,3 tys. samolotów, prawie dwa razy więcej od tego, czym dysponował niemiecki Wehrmacht, atakując 1 września Polskę.  

Kilka godzin wcześniej ambasador RP w Moskwie, Wacław Grzybowski, został nagle wezwany na trzecią rano (czyli na pierwszą, wg obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego) do Narkomindiełu (Komisariatu Spraw Zagranicznych), gdzie Władimir Potiomkin, zastępca Wiaczesława Mołotowa, odczytał mu notę o rzekomym rozpadzie polskiego państwa i decyzjach jakie w związku z tym podjęły władze sowieckie. Tekst tej noty został skonsultowany z ambasadorem Rzeszy Friedrichem von der Schulenburgiem, na którego prośbę Stalin usunął trzy fragmenty „nie do przyjęcia” dla strony niemieckiej. Nota była zredagowana w sposób agresywny i operowała kłamliwą argumentacją.

„Wojna niemiecko-polska ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. [...] Warszawa jako stolica Polski już nie istnieje. [...] Rząd sowiecki polecił wobec powyższych okoliczności Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd Radziecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu uwolnienie narodu polskiego od nieszczęsnej wojny, w która wepchnęli go nierozsądni przywódcy, i umożliwienie mu życia w pokoju”

Ambasador Wacław Grzybowski odmówił przyjęcia noty, zawierającej argumentację niezgodną ani z prawdą, ani z obowiązującymi traktatami, i oświadczył, że jego obowiązkiem jest „zawiadomić rząd o agresji, która prawdopodobnie już się rozpoczęła, ale nie zrobię nic więcej”.

Potiomkin brutalnie stwierdził, że państwo polskie i polski rząd już nie istnieją, a dla pełnej jasności objaśnił jeszcze Grzybowskiemu, że od tej chwili jemu i jego pracownikom nie przysługują żadne immunitety i przywileje dyplomatyczne i będą traktowani przez sowieckie władze wyłącznie jako „grupa Polaków w Związku Sowieckim, która za czyny niezgodne z pr awem może zostać osądzona przez miejscowe sądy”.

Szef polskiej dyplomacji, Józef Beck, przebywający w Kutach, na pograniczu polsko-rumuńskim, zapoznał się z treścią tej noty 17 września około południa. Minister zaakceptował postępowanie ambasadora Grzybowskiego i polecił personelowi czterech polskich placówek: ambasady w Moskwie, konsulatów generalnych w Kijowie i Mińsku oraz konsulatu w Leningradzie, aby opuścił Związek Sowiecki.

Niestety, ze względu na stanowisko władz sowieckich, personel ambasady RP w Moskwie oraz konsulatów nie mógł zrealizować tego polecenia ministra Becka. Wiaczesław Mołotow, szef Narkomindieł oświadczył, że personel ambasady RP nie zostanie wypuszczony ze Związku Sowieckiego „tak długo, dopóki nie zostaną uwolnieni wszyscy urzędnicy ambasady sowieckiej przebywający w oblężonej przez Niemców Warszawie”.

Prośby kierowane do szefa sowieckiego MSZ Wiaczesława Mołotowa przez zastępcę dziekana korpusu dyplomatycznego w Moskwie, ambasadora Królestwa Włoch, Augusta Rosso, pozostawały bez reakcji.

Wówczas w obronę polskich dyplomatów zaangażował się dziekan CD, ambasador Friedrich-Werner Graf von der Schulenburg, prawdopodobnie aby zachować pozory przestrzegania przez Rzeszę prawa międzynarodowego.

Jak pisze historyk Jerzy Łojek:

Stanowisko Schulenburga (z którym Grzybowski, rzecz jasna, ze względów formalnych nie mógł utrzymywać żadnych stosunków) w sprawach ambasady RP w Moskwie we wrześniu 1939 okazało się niezwykłe i zaskakujące. Niemiec zażądał mianowicie od władz radzieckich natychmiastowego wywiązania się wobec misji polskiej z obowiązków wynikających z prawa międzynarodowego oraz uszanowania zwyczajów dyplomatycznych. Gdy Mołotow podtrzymywał swoje żądania w kwestii personelu ambasady ZSRR w Warszawie, Schulenburg zwrócił mu uwagę, że „uwolnienie” tych ludzi w najmniejszym już stopniu zależy od władz polskich, a potem dzięki swym kontaktom z Naczelnym Dowództwem Wehrmachtu spowodował ewakuację całego personelu radzieckiego (w liczbie 62 osób) poza obręb oblężonej Warszawy i przekazanie go, przez Królewiec, do ZSRR – co usunęło pretekst do dalszego przetrzymywania członków misji polskiej w Moskwie. Jest znamienne, iż przez prawie trzy tygodnie Schulenburg starał się jak najbardziej dopomóc Polakom w ewakuacji z ZSRR.


Ambasador Wacław Grzybowski poinformował Narkomindieł, że interesy RP i jej obywateli reprezentować będzie ambasada Wielkiej Brytanii. Jednocześnie przystąpiono do likwidacji polskich konsulatów w Leningradzie, Mińsku i Kijowie. Władze sowieckie sprzeciwiały się przekazaniu ich pomieszczeń i majątku, podobnie jak samej ambasady, pod opiekę państwa trzeciego, jako należących do państwa, które „przestało istnieć”.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura