127 obserwujących
731 notek
1703k odsłony
  9660   0

Wykład prof. Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim

 

Odnosząc się do kwestii protestów towarzyszących wykładowi prof. Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim, bloger Euromir postawił dziś na swoim blogu

http://euromir.salon24.pl/516117,porucznik-bauman-nop-i-demokracja

 

następujące pytanie:

 

<i> po której stronie w tym konflikcie należałoby się opowiedzieć? Wierzących w Boga nacjonalistów, czy też duszących dyskurs demokratów? </i>

 

Tak sformułowane pytanie uważam za co najmniej dziwne, a odpowiedź na nie za niemożliwą.

 

Kwestię wykładów prof. Baumana na polskich w 2013 r. widzę inaczej i postaram się krótko przedstawić moje stanowisko.  

Otóż prof. Bauman zanim został filozofem moralności i guru europejskiej lewicy, przez dwadzieścia kilka lat współpracował z sowieckimi komunistami  przy wprowadzeniu, a następnie utrzymaniu w Polsce totalitarnego ustroju. Uprawiał politykę zgodnie ze stanowiskiem sekretarza KC PPR Władysława Gomułki zaprezentowanym podczas czerwcowych negocjacji w Moskwie w 1945 r.:

Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy. Zniszczymy wszystkich bandytów reakcyjnych bez skrupułów. Możecie jeszcze krzyczeć, że leje się krew narodu polskiego, że NKWD rządzi Polską, lecz to nie zawróci nas z drogi”.

 

W latach 1945-1953 subtelny filozof był oficerem KBW, czyli formacji której postawiono zadanie wytępienia „ścierwa spod znaku AK”. To właśnie KBW wraz z dywizjami  ludowego WP wyposażonymi  w lotnictwo, artylerię i broń pancerną, a także z wyspecjalizowanymi w mordowaniu na zlecenie władz partyjnych (PPR) szwadronami śmierci i  grupami pozorowanymi złożonymi z agentów wewnętrznych UB,  zwalczał po wojnie oddziały polskiego podziemia niepodległościowego: V wileńskiej Brygady AK mjr Zygmunta Szendzielorza na Białostocczyźnie, mjr Hieronima Dekutowskiego „Zapory” na Lubelszczyźnie oraz Józefa Kurasia „Ognia” na Podhalu.

W tej formacji Bauman był oficerem pionu polityczno-wychowawczego, który za pomocą indoktrynacji miał przekształcać poborowych w żołnierzy komunistycznego systemu. To oficer Bauman uczył zabijać „leśnych bandytów” i „wrogów klasowych”.

Zaczynał w 1945 r. w stopniu podporucznika jako zastępca dowódcy ds. polityczno-wychowawczych 5. Samodzielnego Batalionu Obrony, a kończył w stopniu majora jako szef Oddziału II Zarządu Polityczno-Wychowawczego KBW. Z opinii personalnych Baumana wynika, ze zajmował się nie tylko praca polityczną, ale też z bronią w ręku walczył z polskim podziemiem. Przełożeni Baumana we wniosku o awans dla niego napisali, że > przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się chwytaniem wielkiej liczby bandytów. Za te zasługi otrzymał Krzyż Walecznych.

Należy dodać, ze służbą w KBW nie była pierwszy epizodem służby komunizmowi w życiorysie Zygmunta Baumana. W jego aktach znalezionych w archiwach IPN są informacje, że przed 1944 r. służył w moskiewskiej milicji. Formacja ta wchodziła w skład NKWD.

 

W rezultacie działań Baumana i jego towarzyszy w walce lasy (zwłaszcza Białostocczyzny, Lubelszczyzny, Podlasia, Podkarpacia, Mazowsza i Podhala) pokryły się tysiącami bezimiennych grobów „leśnych”, członków ich rodzin, współpracowników i Bogu ducha winnych ludzi, których jedyną „winą” czy raczej „pechem” było znalezienie się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie.

Te rezultaty działań aparatu terroru  najlepiej podsumowuje zdanie zanotowane w swoim dzienniku przez kapitana Zdzisława Brońskiego „Uskoka”, dowódcę oddziałów WiN z Lubelszczyzny:

„Na terenie gminy Ludwin i Spiczyn przez pięć lat okupacji nie zginęło tylu Polaków, ilu zginęło przez pięć miesięcy ’demokratycznej niepodległości’”.

 

Do dzisiaj nie udało się rzetelnie policzyć ile było tych ofiar. Ofiar odhumanizowanych, określanych jako „ścierwa”, „szumowiny”, „zaplute karły”, „pomioty sanacyjnych panów”. Sam komunistyczny resort bezpieczeństwa szacował liczbę tych ofiar na ponad 8600. Z pewnością jest to jednak wielokrotność tej liczby. Jak wielka – do dzisiaj nie wiadomo.

Czasami zwłoki ofiar tych akcji KBW przywożono do siedzib powiatowych i wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa w celu identyfikacji przez rodziny, a następnie

po obfotografowaniu topiono je w dołach kloacznych w pobliskich rzekach albo  też zakopywano na podwórkach owych siedzib lub w doraźnie wybranych, ustronnych miejscach, oddalonych zaledwie o kilka kilometrów od miast powiatowych. To samo czyniono z zakatowanymi w trakcie śledztw ofiarami rzekomych samobójstw, ucieczek, doraźnych egzekucji. Leżeli oni bądź też leżą nadal w bezpośrednim otoczeniu znacznej części z 289 powiatowych i 19 wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa w całej Polsce

 

Od kilku miesięcy na Powązkowskiej Łączce, a wczesniej na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu, ekipy historyków, archeologów i medyków sadowych wydobywają z jam grobowych kości ofiar KBW/NKWD. Dzięki determinacji prof. Krzysztofa Szwagrzyka i jego zespołu, współpracy IPN z ROPWiM, powoli udaje się nam dotrzeć do pogrzebanej kiedyś przez komunistów pamięci o bohaterach. Stało się to możliwe, gdyż

Lubię to! Skomentuj264 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale