Blog
wiesława
66 obserwujących 471 notek 819230 odsłon
wiesława, 25 maja 2017 r.

Czy w polskim wymiarze sprawiedliwości odradza się bolszewizm?

1219 58 0 A A A

Pod notką http://www.salon24.pl/newsroom/780670,komendant-glowny-policji-nie-widzial-wczesniej-nagran-z-paralizatora, dotyczacą smierci Igora S. w jednym z wrocławskich komisariatów,  pojawił się dzisiaj w południe komentarz następującej treści:

Też nie jestem w stanie zrozumieć tej irracjonalnej obrony bandytów.
Jakby cały postęp cywilizacji szlag trafił a bolszewizm odradza się w nowych odsłonach.

Wyjaśnienia – „bandyci” to policjanci z wrocławskiego komisariatu, gdzie rok temu zmarł Igor S., zatrzymany przez policjantów na ulicy za zakłócanie spokoju i zaczepianie przechodniów.

W poprzednich komentarzach pod ta notka autor wyrażał swoje oburzenie, że policjanci z komisariatu, na którym doszło do śmierci Igora S., są na wolności, jakby gdyby nic się nie stało. Zdaniem autora tego komentarza, owi policjanci już dawno powinni siedzieć w kryminale, i tam czekać na wyrok.

W tym miejscu należy zwrócić uwagę, że własnie to oburzenie ma charakter czysto bolszewicki; wystarczy przypomnieć o tajnym zarządzeniu wydanym 10 grudnia 1950 r. przez Prokuratora Generalnego Stefana Kalinowskiego,  zobowiązującym prokuratorów wojewódzkich do wydawania postanowień o tymczasowym aresztowaniu na okres do dwóch miesięcy na żądanie szefów wojewódzkich urzędów bezpieczeństwa publicznego, tylko na podstawie samych wniosków, bez przedstawiania prokuratorom materiałów śledczych.

Jest wysoce prawdopodobne, że pisząc o „odradzaniu się bolszewizmu” autor nie wie co pisze.  Używając słowa „bandyci” w odniesieniu do osób, którym nie tylko nie udowodniono winy, ale nawet nie  przedstawiono aktu oskarżenia, autor komentarza postępuje wg  typowego bolszewickiego obyczaju. Domagając się natychmiastowego aresztowania policjantów z wrocławskiej komendy realizuje postulat postulat  z cytowanego zarządzenia Prokuratora Generalnego z czasów stalinowskich.

Jak w praktyce wyglądał bolszewizm w wymiarze sprawiedliwości pokazują materiały z procesów sądowych  z lat 40. XX wieku w sprawie rzekomego spisku w wojsku, czyli tzw. procesów tatarowskich (od nazwiska gen. Stanisława Tatara). W tych procesach łącznie zasiadło na ławie oskarżonych 92 oficerów Ludowego Wojska Polskiego, z których 74  przyznało się do czynów, których nigdy nie popełnili. Podstawą skazań były pomówienia i przyznania do winy, wymuszone przez śledczych stosowaniem przymusu fizycznego i psychicznego oraz sugerowaniem zeznań. Należy zaznaczyć, że zgodnie z okólnikiem DSS MON nr 26 z 30 września 1946 roku, jeżeli przyznanie się do winy oskarżonego nastąpiło w obecności prokuratora wojskowego, potwierdzało to ważność tego dokumentu, "gdyż poziom etyczny wojskowej prokuratury jest [...] bezsporny".

Podczas procesów „Obracano się wciąż w zaklętym kole wyjaśnień samych oskarżonych i zeznań świadków, którzy w gruncie rzeczy nie byli świadkami, ale współoskarżonymi; [...] nie było wśród nich nikogo, kto by odpowiadał z wolnej stopy [...] byli to ludzie, którzy sami występowali lub mieli występować jako oskarżeni w jednej ze spraw tatarowskich” (M. Szerer, Komisja do badania odpowiedzialności za łamanie praworządności w sądownictwie wojskowym).

Powszechną praktyką było odmawianie oskarżonym prawa wezwania i przesłuchania wnioskowanych przez nich świadków. We wszystkich procesach sąd poprzestał na odczytaniu aktu oskarżenia zamiast doręczenia go oskarżonemu.

Sprawa główna (gen. Tatara i pułkowników Mariana Utnika i Stanisława Nowickiego) toczyła się jawnie i z udziałem obrońców, ale pozostałych 47 rozpraw było tajnych i Najwyższy Sąd Wojskowy skorzystał z najbardziej wyjątkowego przepisu pozwalającego nie dopuścić obrońców. Oskarżeni którym groziła kara śmierci, sądzeni w tajnym procesie, bez doręczenia aktu oskarżenia, pozbawieni byli obrońców, albowiem dopuszczenie obrońców groziłoby bezpieczeństwu państwa.

W takich warunkach 37 niewinnych ludzi skazano na śmierć, z czego 19 wyroków wykonano; w pozostałych wypadkach zapadły kary wieloletniego pozbawienia wolności, w tym kary dożywotniego więzienia. Przy wymierzaniu kary Najwyższy Sąd Wojskowy w ogóle nie uwzględniał okoliczności łagodzących, nawet w przypadku osób odznaczonych za walkę z Niemcami orderami Virtuti Militari, Polonia Restituta, Krzyżem Walecznych, i innymi.

Rozprawy rewizyjne były czystą formalnością; to samo można powiedzieć o podaniach o ułaskawienie. Jako przykład niech posłuży rozprawa rewizyjna czterech skazanych na śmierć oficerów (w procesie innym niż tatarowskie) - trwała ona 15 minut (!) i utrzymano cztery wyroki śmierci.

Od egzekucji mogło uratować skazańca już tylko ułaskawienie, zmiana wyroku kary śmierci na dożywocie. Tu decydował B. Bierut – autor setek podpisów pod słowem „odmawiam” lub „nie wyrażam zgody”. Warto w tym miejscu przypomnieć pismo B. Bieruta z sierpnia 1946 roku w którym użył następujących słów o zastosowaniu prawa łaski w stosunku do osób skazanych na karę śmierci “co się tyczy prawa łaski nie ma ono na celu osłabienia ostrza kary lub niwelowania jej przez beztroski liberalizm lecz jest jednym z nader ważnych i czułych środków penitencjarnych którego w żadnym razie nie można przekształcić w jakiś rodzaj pasa ratunkowego dla elementów wykolejonych, zdemoralizowanych i społecznie szkodliwych. W przypadku jednego ze skazanych negatywnym argumentem przy ułaskawieniu było, że skazany jest sparaliżowany i cierpi na sklerozę mózgu, w związku z tym wyrok śmierci wykonano.

Opublikowano: 25.05.2017 17:52.
Autor: wiesława
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Mieszkam w Łodzi , ale nic o tym nie wiedziałam. Dopiero z pańskiej notki dowiedziałam się...
  • "3 października 1990 urzeczywistnił się ma skalę ogólnoświatową apel polskich biskupów z...
  • "z humanistyki tylko historia jest jakoś nagłośniona, reszta bierze kasę po staremu, czyli...

Tematy w dziale Społeczeństwo