- Nie wiesz jak nazwać blog polityczny?
- Nic mi do głowy nie przychodzi.
- Wyczyść swój umysł i kiedy powiem - TERAZ! - wypowiesz słowo, które przelatywało przez twoją świadomość.
- Dobra, tak też można spróbować.
- TERAZ!
- Napalm!
I tak powstał ten blog. Powstaje po to, by przyglądać się z wielkiego dystansu polskiej polityce. By spojrzeć na politykę z perspektywy ogólnoludzkiej, oczywiście przez pryzmat subiektywnej, przetworzonej przez wszystkie moje wyobrażenia, rzeczywistości. Ponieważ nie wierzę, że istnieje coś takiego jak obiektywizm - oczywiście próba odrzucenia wszystkich mitów, jest szlachetna. Lecz z góry skazana na porażkę.
Mówić o polskiej polityce to sztuka. Co raz bardziej należy pilnować swoich słów. Wystrzegać się opinii - mówić prostym językiem, pozbawionych cech indywidualnych, językiem sztampowym, eksperckim, zakrywającym zwykły sens. Skarcić polityka to znaczy dzisiaj być po przeciwnej stronie wobec tego polityka. Powiedzieć coś wprost, to znaczy naruszyć porządek zakrywania.
Pan Piotr Zaremba wydawał mi się mistrzem zakrywania. Na szczęście istnieją momenty w życiu, kiedy wszystkie maski zostają odrzucone - są to momenty prowokacji, człowieczej wściekłości, albo momenty kiedy tracimy kogoś (albo coś) dla nas bliskiego (ważnego). W tym przypadku chodzi o wściekłość.
Temat mógłbym zamknąć w kilku słowach: "Nie będzie pan Gudzowaty, pluł w twarz dziennikarzom! Gratuluję panie Piotrze!." Lecz temat jest głębszy z dwóch powodów:
1) Powód językowy: dziennikarz używający przekleństwa - czy go to dyskredytuje? Nie sądzę. Dziennikarz w tym momencie staje się bliższy językowi codziennemu. Językowi zwykłego człowieka. Używanie wulgaryzmów, nie świadczy o klasie człowieka. Czasami też chodzi o zniżenie się do poziomu odbiorcy. Język nie świadczy o klasie człowieka. Można ubierać czyny w wielkie i piękne słowa, a przecież za kimś kto używa takich słów, może ciągnąc się zapach gówna.
2) Komentarze odnośnie tego wydarzenia: szlak mnie trafia, kiedy czytam, o klasie "jaką pan Piotr Zaremba się wykazał". Czy dziennikarz ma siedzieć cicho kiedy jest atakowany przez polityków/biznesmenów/dziennikarzy innej opcji/itd.? Istnieje też, "przekleństwo Gazety Wyborczej" - pan Piotr Zaremba pojawił się w towarzystwie dziennikarza GW, wnikliwi czytelnicy wyciągnęli fenomenalne wnioski - oto pan Zaremba jest dziennikarzem GW. Na ataki nie trzeba było długo czekać: "pomiot GW", "chamstwo dziennikarzy związanych z GW", "michnikowszczyzna na wylocie" - itd. Oto dopiero fascynujące zjawisko, którym pan Ziemkiewicz powinien się zająć - stygmatyzacją środowisk związanych z Gazetą Wyborczą ponieważ takowe zjawisko występuje.
Pod koniec tego tekstu składam wyrazy szacunku - dla wszystkich dziennikarzy I tych z lewa i tych z prawa, i tych umiarkowanych. Wyrazy szacunku, ponieważ bez Was nie ma życia politycznego. Nie ma obserwatorów, którzy pilnują polityków na każdym kroku. Nie ma bez Was przeciwwagi. Nie ma dążenia do prawdy. "Dążenia" - ponieważ prawda człowiekowi nie jest nigdy dana.


Komentarze
Pokaż komentarze