Pisałem, że niepewność w polityce to coś co powoduje cierpienie w człowieku, przez swój bezsens. Oczywiście nie jest to cierpienie zbliżone do cierpienia spowodowanego bolączkami ludzkiej egzystencji. Jest to raczej cierpienie spowodowane niepokojem o jutro.
Zasypiamy przytłoczeni rzeczywistością - czujemy, że zachwianie wartości w Polsce nastąpiło na początku lat osiemdziesiątych, wcześniej rzeczywistość sama w sobie była już schizofreniczna (czego przykładem może być los Krzysztonia opisany w jego "Obłędzie" i dalsza historia jego biografii po zakończeniu jego powieści), lecz w latach końcowych PRL-u dopadło nas coś, czego nie jestem w stanie wytłumaczyć.
W 1989 roku, Polacy otrzymali nadzieję na lepsze jutro - otrzymali też niepweność - ponieważ w przeszłości, wiadomo było kto jest tym "złym", w dzisiejszych czasach granica między wrogiem, a przyjacielem niebezpiecznie się zatarła. Nie potrafimy dostrzegać, co daje nam spokój naszemu bytu.
W dzisiejszych dniach mamy przetarte symbole walki z systemem komunistycznym - nie jesteśmy pewni szczerości postawy Lecha Wałęsy, Tadeusza Mazowieckiego, Adama Michnika, ludzi związanych z "Solidarnością" i ludzi w ogóle, którzy potrafili przeciwstawić się władzy w okresie przed demokratycznymi. Jest to zjawisko, które niszczy naszą tożsamość, ponieważ wszystkie mitologie ją budują.
Mówi się, że cała niepewność bierze się z braku lustracji w Polsce. Porównuje się ją do innych krajów, mówiąc, że Polsce nic się nie stanie, patrząc na doświadczenia obce. Ale mówić o obcych doświadczeniach, przez pryzmat naszych doświadczeń to szaleństwo pozbawione racji. Jestem przeciwny takiemu rozumowaniu, jakoby lustracja pomogła by w oczyszczeniu naszej przeszłości. Niepewność bierze się z tego, że lustracja jest pewnością - jedyną jaką trzymamy w rękach. Lustracja jest nie do podważenia - lecz zrobić całościową lustrację? Tego dzisiejsze elity polityczne nam nie powiedzą - brak konsekwencji powoduje jedną z niepewności.
Mówią nam, co zrobić by uporać się z naszą przeszlością - nie widząc przyszłości. Na tym polega cała tragedia - brak dróg na przyszłość. Brak perspektyw na miejsce Polski w Europie, na świecie, na miejsce w sercu człowieka.
Zasypiamy ze świadomością niepewnego jutra - lecz jutrzejszego dnia, ktoś powie, nie da się przewidzieć - racja, pewnie pojawią się nowe problemy do rozwiązania - lecz przecież możemy wyznaczyć pewny szlak, drogę naszym działaniom, którym będziemy podążać, niczym niewidomi. Jest to nie najlepsze rozwiązanie, ponieważ ślepiec, nie wie jakie popełnia błędy, lecz ma za przewodnika cele - to sprawia, że jest czegoś pewny i nie podlega to negatywnemu wartościowaniu. Pewność drogi jaką podążamy daje nam szczęście jako istotom ludzkim.
Zasypiać z pewnością jutra. To wyzwanie niezaprzeczalne. Obudzić się o poranku i powiedzieć do siebie - "Cóż za przepiękny poranek, jakby ofiarowany przez boga dzieciom na plaży" - wypowiedzieć te słowa i trwać w egzystencji, i w pewności.
Czy współczesna klasa polityczna, może nam to zapewnić? Dopóki nie odrzuci, nieludzkiej ideologii - czy to prawicowej, czy to lewicowej. Dopóki nie powie: "człowiek jest najważniejszy"... Póki nie pogodzi się z dziejami i dopóki nie nauczy się, że przeszłości nie da się poznać przez pryzmat dzisiejszego kontekstu dziejowego - dopóty człowiek jest skazany na śmieszność i brak perspektyw na jutro.
PS. Tekst zawiera wyraźne nadużycie ze strony autora - wszystkie "my", "nas" itd. są zamierzone. Autor nie przepada za uogólnianiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)