Czy Francja zapłonie dzisiejszego wieczoru? Obawiam się, że tak - chociaż w przemówieniu powyborczym na drugi plan odszedł radykalizm pogladów prezydenta-elekta - Nicolasa Sarkozy'ego. Mówił o kobietach, o osobach dyskryminowanych, o sytuacji w Afryce, o dzieciach, o narodzie (dość ważne, ponieważ przewaga w nieoficjalnych wynikach, jest mała - naród jest podzielony, napięcia są nieuniknione), o ludzkości i o Europie - by przywódcy słuchali głosu społeczeństwa (szczególnie radziłbym by do serca wziął je dzisiejszy rząd Polski i prezydent Lech Kaczyński). Dobrze, że gratulacje usłyszano z dwóch stron - od Sarkozy'ego dla Royal i od Royal dla Sarkozy'ego. Uznanie porażki (nawet tak niewielkiej) pokazuje, że socjalistka Segonele Royal, dysponuje honorem - lecz jest też przestroga dla Sarkozye'go - ta część społeczeństwa, która głosowała na Royal - będzie z uwagą przyglądać się, czy zmiany, które zajdą pod jego przywództwem nie zmierzają w stronę zachcianek autorytarnych i uwłaczającym prawom obywatelskim Francji.
Dlaczego Francja może zapłonąć? Na przedmieściach wybór Sarkozy'ego przyjęty został z rozczarowaniem, czego dowiedziałem się od znajomego. Często w ciszy. Zobaczymy dziś wieczorem, czy przedmieścia przemówią swoim brutalnym głosem - jak powiedział jeden z publicystów: "nie radziłbym stawiać auta na przedmieściach". Szkoda tylko, że niechęc do Sarkozy'ego odbije się na zwykłych obywatelach i na rzeczach martwych. "Menele" też mają siłę - rozgrzać emocję tym wyborem nie trudno.
Życzę powodzenia Sarkozy'emu - nie ukrywam, że moje serce było skierowane, w stronę Royal - ponieważ, nie sądzę, by radykalizm Sarkozy'ego usnął na tyle, by z niego całkowicie zrezygnować. Radykalizm przemówi we Francji. A auta będą płonąć i oby tylko auta.


Komentarze
Pokaż komentarze