Gdybym mógł poznać w jakikolwiek sposób drugiego człowieka - mógłbym umrzeć. Mógłbym w związku z tym podpisać pakt z diabłem - by po poznaniu człowieka moje życie dobiegło kresu - gdybym wierzył w chrześcijańskie piekło i niebo - wybrałbym piekło. Ponieważ Nietzsche, ponieważ Dali, ponieważ Baudrillard, Woolf i inne osobowości z tego padołu ziemskiego znajdowałyby się w piekle. "W piekle, po prostu jest ciekawsze towarzystwo."
Dzisiaj - dopadł mnie ponownie Holocaust. Świadomość tego co się wydarzyło w Europie jest niezaprzeczalnie większa, niż tego co dokonuje się poza nią. Nie obchodzi mnie Azja, ani obie Ameryki. Nie obchodzi mnie nic poza lokalną Europą.
Dalej - nie obchodzi mnie nic poza Polską. Gdybym miał przejmować się innymi krajami, umarłbym z troski.
Dalej - nie obchodzi mnie nic poza moim miastem (miastami) - to jest ważniejsze od całego świata.
Dalej - nie obchodzi mnie nic poza moim mieszkaniem rozświetlonym i żywym. Ta pani za oknem, ten człowiek konający w drugim bloku, ten pan którego zamordował syn, ten przyjaciel którego nie ma w pobliżu.
Dalej - potrafię kochać tylko tych, którzy są - tutaj przy mnie - tych żywych. Tych których brak zasługują na zapomnienie. Lecz w każdej chwili z nicości mogą wejść w moje życie.
Więc dlaczego? Dlaczego tak bardzo boli mnie los Żydów? Nie potrafię tego wyjaśnić - nawet więzy krwi tego nie wyjaśniają ponieważ czuję się mieszkańcem nie Polski, lecz mieszkania w którym żyję. Zadymionym, dobrze wietrzonym. W oparach absurdu i oparach bólu. Z tymi którzy tutaj mnie nawiedzają i z tymi których tutaj nie ma.
Pani profesor się niecierpliwi - chciałaby bym pisał. Nie potrafię nie pisać - jak wszyscy. "Wszystko pisze". Kto to powiedział? "Nawet ta mucha na ścianie". Chyba już sobie przypominam.
Rzucam wszystkie papiery na stół. Dokończę jeszcze kawę. Porzucę nadzieję.
Rzucam kawę i wracam by dokończyć zdanie na jutrzejszy odczyt - znowu będę mówił o Holokauście, pewnie wiele osób wyjdzie z sali kiedy powiem o estetyzacji i "czystości" o której mówił Bauman. Kiedy pokażę stare fotografię zgromadzone przez rodzinę i przez moich bliskich. Kiedy ujrzą jak wyniszczająca jest wojna - zobaczę na ich twarzach rezygnację i nudę. Wielki Inkwizytor Instytutu podejdzie do mnie złożyć gratulację których nie oczekuję, bo po co? Nie padną pytania - ponieważ pytania są nie potrzebne. Wyjdę z auli i powiedzą mi niektórzy - "ty jebany Żydzie", podejdą niektórzy i powiedzą - "to wielka plama na naszej historii, za dużo cierpienia i bólu wojna przyniosła". I wszyscy będą się mylić - ponieważ dalej próbuję odczarować Holocaust. Z Holocaustem można żyć. Tylko trzeba umieć o nim opowiedzieć. Ja tego nie potrafię bo nie jestem do tego upoważniony. Ja przyjmuję Holocaust jako porażkę estetyki "czystości" i jako koniec nowoczesnego świata.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)