Ze zdumieniem właściwym jedynie młodym osobom obserwuję, że wartościowe teksty dotyczące gorących spraw życia publicznego ze szczególnym uwzględnieniem blogosfery spadają coraz niżej na stronie głównej, a czołowe miejsca zajmuje darmowa kampania partyjna w wykonaniu niektórych, pożal się Boże, blogerów.
Jestem nowa w Salonie24 i nie znam zasad zamieszczania newsów na czołówce, jak również nie mam zielonego pojęcia o tempie ich zjeżdżania w kierunku windowsowego paska "Start", ale widzę, które newsy cieszą się powodzeniem, a które są zjadliwie komentowane przez internautów lecz niezależnie od tego dyndają sobie na nieboskłonie.
Wczoraj oberwało się Richardowi Henry'emu Czarneckiemu, że to niby Wrocław się już na nim poznał. Faktycznie, chodzę po ulicach tego miasta, Richarda nie widzę. Bloguje.
Dzisiaj na dzień dobry możemy przeczytać, jak to Pani Foltyn-Kubicka kasuje przygotowaniem merytorycznym swych adwersarzy. I bardzo dobrze, że Pani nie boi się wspominać o własnych zaletach. Czasy, gdy w starożytnej Grecji panowało powiedzenie "dobra kobieta to taka, o której się w ogóle nie mówi" minęły - ku rozpaczy niektórych. Dzisiaj bez lansu nie ma awansu. Zwłaszcza awansu własnej partii do Europarlamentu.
Jeżeli ktoś nie wie, co to znaczy AFET czy INTA, to się przynajmniej pochwali, że biega. Niewiele więcej ma od strony merytorycznej do zaoferowania najnowszy post Pana Olejniczaka. Kiedy nie mam pomysłu na notkę, a chcę pokazać "zobaczcie, jestem online!", kieruję swe paluszki na klawiaturze na blog kogoś innego żeby się przywitać. Może gdybym kandydowała ja lub ktoś z moich znajomych do Europarlamentu, też bym pisała o byle czym, żeby tylko powisieć przez kilka godzin na "jedynce".
Ochlapał mnie dzisiaj samochód pod Radissonem. Osobista tragedia - muszę wyprać gacie. Niech cały internet o tym wie i bardzo proszę zamieścić tę informację jako wydarzenie dnia.
To bardzo dobrze, że politycy blogują. Podobnie cieszę się czytając dialog prawdziwych dziennikarzy z anonimowym motłochem dzięki serwisom takim jak ten. Chodzi mi o to, że aktywność literacka niektórych osób dziwnie zbiega się w czasie z wyborami do wiadomej struktury międzynarodowej. Jednocześnie możemy na bieżąco śledzić postępy wizualne naszych drogich mężów stanu, i w ten sposób wszyscy mają radochę z koloru oczu Pana Wojciecha dopasowanego pod kolor krawata.
Co dalej? Lakier do paznokci pod kolor samochodu?
Z bezpartyjnym pozdrowieniem,
Nathii M.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)