Żeby zrozumieć, co mój Tata zrobił z tym krajem, należy zacząć od tego, co zrobił z moim Kuzynem. Czytelnicy tego bloga wiedzą już, że niezły z Taty jajcarz. I chociaż kłócimy się przez dwadzieścia godzin na dobę, poczucia humoru w chwilach, kiedy się nie kłócimy, odmówić mu się nie da. Ale i tak uważam, że dzieci się nie straszy.
Wakacje roku 1997, Pogorzelica. Co do daty nie ma wątpliwości, bo Kazik wydał wtedy płytę "12 groszy" i śpiewaliśmy jego piosenki na kolonii. Kiedy skończyły się kolonie, dołączyli do mnie Rodzice z Kuzynką i Kuzynem. Chłopiec miał dziewięć lat i pierwszy raz zobaczył morze. Czarna noc spowiła drogę dojazdową, nieliczne gwiazdy oświetlały schody, a pod wydmami wiatr wydymał plastikowe worki na śmieci.
- Wujek, co to tak szura? - zapytał zaniepokojony workami Kuzyn.
- To Szuwar. Nocą wyłazi z wydm i pakuje do worków ludzi, którzy są w pobliżu.
- I co on robi z tymi ludźmi?
- Najpierw ich suszy przez dzień na plaży, a potem wieczorem przychodzi przypływ i zabiera stare worki, a wyrzuca Szuwarowi nowe.
Podczas dwóch tygodni wczasów Tata zdołał chłopcu wmówić, że jest wilkołakiem i przyjaźni się z różnymi stworami, których nazw dzisiaj już nie pomnę. Najgorsze były nocne piesze powroty z Niechorza. W atmosferze grozy Kuzyn prosił:
- Wujek, a opowiedz mi o Wodoroście.
- Wodorost przyjdzie i zamieni twoje włosy w glony jeżeli nie będziesz słuchał wujka, mamy, taty, cioci i dziadka.
- I siostry - uzupełniła Kuzynka.
Tata próbował wtedy Kuzynkę również czymś postraszyć, ale my od zawsze byłyśmy na takie durne opowiastki odporne. W przeciwieństwie do chłopca.
- Wujek, a czemu ty się jeszcze nie zmieniasz w wilkołaka? Przecież już jest północ.
- No tak, ale tu są latarnie. Musimy podejść tam, gdzie będzie ciemniej.
Latarnie się kończyły, Tata zaczynał wyć, a Kuzyn płakać. "Dałbyś dziecku spokój" - pouczała Mama. Jednak i ona posłużyła się niecną metodą, gdy odkryła, że chłopiec nie zamyka klapy w toalecie: "Z szamba wyjdzie Szambelan i cię wciągnie do środka". Nic dziwnego, że po kilku latach w Chorwacji tak ukształtowany młody umysł bał się zasnąć po ciemku, kiedy Rodzice poszli na spacer, a my mieliśmy spać:
- Ej, a może nie gaśmy jeszcze światła? Albo możemy czuwać do rana. Albo przynajmniej dopóki Wujek z Ciocią nie przyjdą?
Tata w Chorwacji popisał się bohaterstwem niemałej wagi. Kraj ten odwiedza wielu Czechów no i jak to południowi sąsiedzi mają w zwyczaju, prezentują iście południowy temperament. Jednej nocy słyszymy stanowcze:
- Chodź tu!
I w odpowiedzi piskliwe:
- Ne pójdem!
Szykowaliśmy się do zaśnięcia. Dyskusja za oknem brzmiała jak typowy dialog rodzica z dzieckiem, ale odgłosy szarpaniny wzbudziły już naszą ciekawość. Okazało się, że to Pan Czech skłaniał swoją sympatię Czeszkę aby się nie wynosiła po awanturze od niego z domu. Rozwojowi akcji bohatersko świadkowali z okien rodacy pary, w tym trzy zdrowo odżywione i umięśnione byczki. Nie zastanawiając się długo, mój mierzący raptem 170 cm Tata przeskoczył przez ogrodzenie i krzyczy do damskiego boksera:
- Zostaw ją!
Do byczków zaś:
- Co się tak gapicie? Kobietę biją!
Czeszka momentalnie rzuciła się Tacie na szyję, co wywołało podświadomy lecz uzasadniony grymas na Mamy twarzy i natychmiastową reakcję napastnika pod tytułem "kochanie, nie zostawiaj mnie". Po krótkiej i płaczliwej wymianie zdań poszarpana poszła ze swoim narzeczonym z powrotem do pokoju.
Po opisanych zajściach łatwiej będzie zrozumieć co Tata zrobił z tym krajem.
Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia szalał po III RP dziki kapitalizm. Na giełdzie koniunktura, masowe prywatyzacje, fortuny budowane w mgnieniu oka, zyski na kursie dolara itp. itd. Ponieważ chodziło także o kapitał polityczny, przyjeżdżali do nas różni ludzie. Był i profesor Balcerowicz, i bracia Kaczyńscy, był również Donald Tusk. Tata w tym czasie zakładał pierwsze w regionie spółki jako radca prawny, toteż spotykał się z różnymi biznesmenami, a oni ciągali go po uroczystościach takich jak pogadanki polityków. Podczas spotkania z panem Tuskiem padło z sali pytanie: "Co jest w życiu najważniejsze?"
- Kariera! Pieniądze! Zyski! Duża Firma! - padały odpowiedzi.
Głos wtedy zabrał mój Tata - jajcarz i powiedział dla zgrywy, żeby przekłuć nadęty balon:
- Nie, panowie. Najważniejsza w życiu każdego człowieka jest... MIŁOŚĆ.
Wszyscy, ponoć również Donald Tusk, wpadli w zadumę. Po kilku miesiącach dwóch z obecnych na spotkaniu biznesmenów rozwiodło się z żonami i poślubiło posiadane od dawna kochanki. A co zrobiła gwiazda zebrania po kilku latach - już wiemy. Przypadek? Trudno określić ;). Tacie życzę wszystkiego naj naj najlepszego z okazji Jego Święta!!! Jak to w rodzinie, czasem lepiej, czasem gorzej, ale bardzo Go kocham :)))))))
126
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (25)