Dworzec PKP z założenia musi być brzydki i śmierdzący. Podłoga z szarego lastriko, żółć tablicy z rozkładem jazdy, przenikające się zapachy smaru, parszywego żarcia i ludzi niemytych od tygodnia. Całości z nieboskłonu patronuje jarzeniówka ukryta w zardzewiałej lampie, dostępna w kolorach żółtozielonym bądź pomarańczowym.
W dzisiejszych czasach nie wypada pogonić nachalnego żebraka słowami: "Spieprzaj dziadu pod most", kiedy nasze łączniki brzegów pięknieją ku chwale Ojczyzny, jak na przykład ten na warszawskiej trasie Siekierkowskiej. Potępieni koczują na dworcach. Niczym zombie wloką się między półprzytomnymi podróżnymi.
Pasażerowie. Część gna przed siebie na wymarzony peron, część bojaźliwie rozgląda się po obcym miejscu szukając (i zazwyczaj nie znajdując) rozsądnego drogowskazu do pożądanego kierunku. Większość się snuje. Otępiali całonocnym miarowym stukotem kół o niezmodernizowane szyny modlą się w myśli o czarną kawę, a najlepiej dwie, i najlepiej u siebie w łóżku. Na ogół jedynym odruchem, na jaki ich stać, jest odepchnięcie Jehowego próbującego wcisnąć "Strażnicę".
Warszawa Wschodnia, późny wieczór.Intercity do Wrocławia przed świtem nie odjeżdża, więc red. Leski wpada na mądry plan wpakowania mnie w InterRegio. To jest takie "inter siti", tylko że tańsze, bez rezerwacji i z opóźnieniem. Przy kasie awanturuje się pijany koleś w asyście mniej zdolnego do artykułowania zgłosek kolegi. Chcą bilety do Giżycka, może do Olsztyna, w ostateczności do Malborka. Kobieta z okienka ignoruje pociąg do Gdańska przez Malbork każąc delikwentom zjeżdżać. Długaśna kolejka miała radochę, a typom pewnie było wszystko jedno. Tylko, że poranek na dworcu należy do traumatycznych.
- Panie, gdzie ja jestem? - zapytał by typ. "
- W Łodzi - mógłby uzyskać odpowiedź.
- To widzę. Ale na jakim morzu?
Planowy odjazd mojego pociągu to 22.27. Na dwadzieścia minut przed czasem tabor już podjechał z Białegostoku. Był prawie pusty. Jeżdżąca koleją Nathii na wszelki wypadek zamknęła drzwi oraz zasłoniła okna, aby jak najpóźniej przysiadły się podejrzane osobistości. Tymczasem po pięciu minutach wprosił się gość, który osobą swoją niemal wywalił mnie na korytarz wraz z dobrodziejstwem inwentarza w postaci torby, półtora litra wody oraz dwóch jabłek zapakowanych przez "Kochaną K." Będąc małym dzieckiem zastanawiałyśmy się na podwórku z rówieśniczkami, czy bardziej boimy się młodego, czy starego "zboczeńca", i dlaczego. Mój współpasażer odznaczał się dość byczkowatą posturą, a na nerwy mogło działać to, że choć miejsca było wówczas pod dostatkiem, próbował objąć swoimi nogami moje i co jakiś czas je zaciskać. Wyrwałam się z niezręcznej pozycji maszerując na drugi koniec przedziału i włączając na cały regulator radio w walkmanie. Słuchawki te są zepsute, więc gdy ja słucham Metalliki w Esce Rock, to znaczy, że reszta pociągu słucha wraz ze mną. Zanim w "Enter Sandman" zaczęła się solówka, gość już wyszedł na korytarz, a potem pewnie znalazł mniej przebojowe dziewczę do macania.
Kolejny problem - pociąg wyjeżdża z półgodzinnym opóźnieniem. W Warszawie Centralnej dobija cała reszta podróżników.
- To wagon dla niepalących? - pyta męski dyszkant na korytarzu zaciągając się szlugiem.
- Na korytarzach chyba wolno palić - odpowiada automatycznie wyłaniający się z innego przedziału pasażer, odpalający zapalniczkę.
- To dobrze, bo jak ja, ku*wa, nie zapalę, to ja, ku*wa, jestem wku*wiony. A ja muszę się przespać: rano do roboty - usprawiedliwia się dyszkant.
W Częstochowie wsiada jeszcze więcej ludzi. Słyszymy komunikat o opóźnieniu pociągu z Zakopanego do Gdyni o, bagatela, sto osiemdziesiąt minut. "Gdzie można zgubić trzy godziny na trasie z Zakopca do Częstochowy? Chyba korki na Zakopiance" - ciśnie się na myśl. No, albo pielgrzymka Radia Maryja zorganizowała pikietę.
Do pełnego przedziału wkraczają trzy osoby.
- Tam dalej było o wiele luźniej - narzeka dziewczyna w arafatce.
Jej ojciec pakuje walizki na górę i autorytatywnym "przestań marudzić" jednoznacznie daje do zrozumienia, że skoro już udało mu się upchnąć bagaż to po to, aby tam leżał, a nie po to, żeby go przenosić dalej. Babcia dziewczyny syczy do niej: "Śpij!" agresywnym rodzajem szeptu, który by obudził umarłego. Pogrążeni w letargu współpasażerowie przewracają oczami z dezaprobatą, a babcia kontynuuje:
- Musisz spać. Kiedy się wyśpisz?
- Nie chce mi się.
- Podróż jest długa. Śpij.
- Oj babciu, kiedy będzie mi się chciało, to zasnę. Teraz mi się nie chce.
- Jak zamkniesz oczy, to ci się zachce.
- Nie będę spać. Głowa mnie boli.
Poratowałam dziewczę pyralginą, żeby przestało się z babcią wymieniać uwagami.
InterRegio z Białegostoku do Szklarskiej Poręby i Kłodzka przez Opole i Wrocław odjeżdża z toru drugiego przy peronie czwartym. Pociąg ma dwadzieścia minut opóźnienia. Za opóźnienie przepraszamy. Jednocześnie informujemy, iż opóźnienie pociągu może ulec zmianie.*
Czekamy na modernizację kolei i może się doczekamy przed Euro 22.012.
* - ostatnie zdanie akapitu jest trafną uwagą Pani Łyżeczki


Komentarze
Pokaż komentarze (56)