Do konkursu podchodzę ze sceptycyzmem, patrząc na skład jury, ponieważ z założenia nie ufam niczemu, co ma sześć jąder i żadnej elektrowni. "Będzie wojna, przed wojną węgiel też był" - prorokowali. Skoro na tapecie debata o wolności, to teraz pewnie się kroi rewolucja. Pani na historii podyktowała nam wszystko: "hasła rewolucji francuskiej to wolność, równość, braterstwo i gilotyna". Za pomocą gilotyny wprowadzono równość ludzi pod względem wzrostu, zasada braterstwa oznaczała wyrżnięcie wszystkich oprócz własnej rodziny, zaś o wolności najlepiej opowiedzą hiszpańscy chłopi. A KPZR? Wystarczy poczytać sprawozdania ze zjazdów żeby dowiedzieć się jak szlachetnymi bojownikami o demokrację i wolność byli tamci wspaniali działacze! Dzisiaj telewizor powie, że to bujda i że pełną swobodę mamy dopiero teraz. A potem przyjdzie rewolucja, pozamiata, i telewizor znów inaczej zaszczeka. Kto ma władzę, ten ma pilota.
Ukryta za monitorem mogę przybrać dowolną postać. Wyruszyłam więc na poszukiwanie wolności wśród tych, którzy dali złapać się w sieć. W chatroomie "zawsze wierni i oddani tylko Legii - chuligani" rozpoczęłam rozmowę z Kibolem_18 od przyjaznego "elo ziom". Będąc jeszcze młodym kibolkiem, któremu mamusia nie pozwoliła jechać do Wilna na mecz pucharowy z tamtejszą Vetrą, mój rozmówca marzył, by być tam wtedy zjednoczony w walce przeciwko materiałom nietrwałym takim jak puby i samochody. Cóż to za uczucie - prać bejsbolem w szybę. Normalnie taka symfonia, że sam Rubik wymięka.
- Pały zawsze muszą wszystko zje**ć. Niech się zajmą poważnymi problemami typu pacyfikowanie kupców w KDT, a nie tu będą się do kibiców dopierdzielać.
Rozmawiałam też z dziennikarzyną biadolącą o zamkniętych korporacjach prawniczych dla młodych absolwentów. Wszystkiemu winne te trudne testy na aplikację. A temat na taki sam artykuł pisany co roku - samograj. Zawsze podnosi się wrzask o zabójczych kryteriach, zmienia imię oburzonego kandydata udzielającego wypowiedzi i nigdy się nie informuje, że pytania na teście dotyczą podstawowych zagadnień z głównych aktów prawnych, których lista wisi na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości. Podążam tym szlakiem i postuluję o dopuszczenie dzieci adwokackich do zawodu redaktora. Niech rynek decyduje, czyje teksty chce czytać.
Na portalu cukierniczym "Kręcenie Lodów" w dziale "kombinerki: drobne gierki" zwierzał się kierownik PKS Wałbrzych:
- Szanowna Redakcjo, postawiłem w Jedlinie przystanek, a tu parę metrów obok wpieprzył się ze swoim tutejszy MZK i też oferuje kursy do Wałbrzycha. Przecież kiedy pasażer jedzie jego autobusem, to siłą rzeczy nie jedzie w tym samym czasie moim. Co mam zrobić, żeby tamtych wykurzyć? Bić z baśki, czy ograniczyć się do fangi w nos?
Definicją wolności użytkowej jest "widzi mi się", a jej granica wyznaczana innym ludziom to własna wygoda i hipokryzja. Jak z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, tak wolność najkorzystniej wypada w poematach pełnych wzniosłych słów. Mowa i trawa, hasła i rzeczywistość, garbaty i ściana.
Jest pewien rodzaj wolności, który przeraża mnie najbardziej. Dostrzegłam go dzięki pewnej gimnazjalistce. A właściwie - wpisowi na jej "KoFfAnYm BlOgAsKu".
Dzisiaj polski trwał krócej, bo pani dostała zawału. Najpierw zapodawała coś o skundleniu obyczajów wśród dzisiejszej młodzieży i zapytała, czy muszę mówić o Marzence: "psiapsiółka". Zauważyłam dysonans.
- Gdybyśmy były skundlone, to bym o niej mówiła "psiamać".
Dawidek z drugiej ławki dodał, że jeżeli lekcje języka polskiego w dalszym ciągu nie będą się odbywały po hebrajsku, to jego rodzice podadzą panią do sądu na Brooklynie.
- Pani i tak z tej swojej pensyjki jest niewypłacalna. Roszczenie przejdzie na Skarb Państwa - odrzekła Karolinka.
Pani padła na wznak, my uradowani wcześniejszym końcem lekcji wybiegliśmy na korytarz. Słusznie, nie było sensu czekać w sali, bo jak się potem okazało, karetka jechała godzinę. Chociaż z drugiej strony, zabrałoby nam kawałek matematyki.
Tempo karetki. I ja tę jej wolność mam w nosie - wybieram szybkość.
78
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (54)