Nathii M. Nathii M.
154
BLOG

Coście hieny uczyniły Dorocie Świeniewicz?

Nathii M. Nathii M. Rozmaitości Obserwuj notkę 21

Nawet wsadzanie kija w mrowisko ma swoją miarę i nawet wytrzymałość doświadczonej kapitan polskiej reprezentacji siatkarskiej ma swoje granice. Po dwudziestu pięciu latach gry w siatkówkę Dorota Świeniewicz powiedziała "dość" dla występów w narodowej kadrze. Swą decyzję ze łzami w oczach uzasadniała  podczas konferencji  prasowej zorganizowanej przy kieleckim turnieju World Grand Prix (kobiecy odpowiednik Ligi Światowej).

- Ogromna szkoda, że właśnie teraz, kiedy zapanowała w kadrze właściwa atmosfera i naprawdę odrodził się duch zespołu, grupa wytrawnych „znawców” materii wzięła w ogień krytyki nasze poczynania i wytworzyła nieznaną nam do tej pory presję. Owszem, zdarzały się w przeszłości opinie krytyczne ze strony dziennikarzy i tzw. ludzi z branży, ale dzisiaj w dobie pozornie pełnej anonimowości kilka osób z licznej rzeszy sympatyków siatkówki, postanowiło wziąć sprawy mojej siatkarskiej kariery w swoje ręce. Nie mam i nigdy nie miałam pretensji do fachowej i bezstronnej krytyki, ale maniakalne atakowanie mnie musiało w końcu przynieść skutki. Zapewniam że fizycznie nic mi nie dolega, lecz moja psychika nie jest już w wystarczającym stopniu odporna na stres - to najważniejsze słowa wypowiedziane przez 38-letnią sportsmenkę.

Świeniewicz miała na myśli zarówno wyjątkowo wulgarne i zmasowane ataki na portalach internetowych poświęconych siatkówce, jak również mącenie w wykonaniu dziennikarzy i trenerów-nieudaczników. Ta ostatnia grupa jest o tyle groźniejsza, że teoretycznie zna się na dyscyplinie sportu, którą komentuje. Nawet laik oglądający różne mistrzostwa od wielkiego dzwonu potrafi zrozumieć, na czym polega cykl treningowy i w którym momencie ma przyjść kulminacyjna forma, i dlaczego ważne jest, aby nie przyszła zbyt wcześnie. Zwycięskie w kieleckim turnieju Holenderki w 2007 r. nie miały sobie równych w cyklu Grand Prix, by nie wejść do czwórki podczas Mistrzostw Europy i nie pojechać na Igrzyska w Pekinie. Choć Dorota Świeniewicz i trener Jerzy Matlak od kilku miesięcy trąbią o specjalnie przygotowanym dla niemłodej, lecz bardzo doświadczonej siatkarki, systemie treningu, jeden "ekspert" z drugim w każdym studio telewizyjnym będzie podjudzał, że to nie ma sensu, bo nie ma formy, a on by chciał, żeby cały czas była. Taka, jak gdy Świeniewicz w 2005r. wybrano najlepszą siatkarką Europy. Na pochwałę Jerzego Mielewskiego podczas turnieju eliminacyjnego do Mistrzostw Świata poprawy w elemencie przyjęcia, Wojciech Drzyzga zapytał retorycznie z odrazą: "To mam jej za to kwiaty kupić?"

Po co ten sarkazm? Czy tak trudno powiedzieć: "Trzymamy kciuki, oby to był kolejny krok do kolejnego medalu w bogatej karierze. Na pewno jeszcze sporo pracy, ale siatkarka i trener ją wykonają"? Bardzo trudno. Lepiej jątrzyć.

Przez ostatnie dni w Polsacie Sport naczelnym wyolbrzymiaczem problemów był red. Krzysztof Wanio, i to pomimo nieustannie prostującego te wypowiedzi trenera Andrzeja Niemczyka.  Wiadomo, w  studio ma być atmosfera dyskusji, może by wprowadzić na parkiet  niewpisaną do dwunastki na turniej Berenikę Okuniewską? To nic, że siatkarka ta dostała po Uniwersjadzie dwanaście dni przerwy i jest na innym etapie przygotowań niż reszta zespołu. Prawdziwy kibic siatkówki aż chce wyłączyć fonię słuchając tych bzdur, zresztą wypowiadanych głosem bardziej zachrypniętym niż komentatorka Małgorzata Niemczyk (oj tak, to możliwe). I nagle - po ogłoszeniu przez Świeniewicz swej decyzji, redaktor Wanio włącza dyżurną minę każdego dziennikarza telewizyjnego na okoliczność tragedii narodowej: oczy wpatrzone w dal, usta lekko na dół, ogólny wyraz twarzy kota w kuwecie.

Sami to zrobiliście tej wspaniałej siatkarce, która zasłużyła na inny koniec swej reprezentacyjnej kariery. Jestem pewna, że za same zasługi na Mistrzostwa Europy Świeniewicz by nie pojechała. Zawarła z Jerzym Matlakiem umowę, której istnienie wciąż podkreślała w rozmowach z mediami. Ale media nawet nie dały szansy jej się wywiązać w wyznaczonym przez trenera terminie... Na szczęście fani będący z naszymi paniami na dobre i na złe będą mogli ją jeszcze przez rok podziwiać w klubie z Bielska Białej w przyszłym sezonie ligowym.

Nathii M.
O mnie Nathii M.

C'est moi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (21)

Inne tematy w dziale Rozmaitości