Nathii M. Nathii M.
756
BLOG

Żenujące przesłuchanie przez robota z ambasady

Nathii M. Nathii M. Polityka Obserwuj notkę 110

W czasach, gdy armia polskich magistrów może legalnie spędzić życie na londyńskim zmywaku, a Stany Zjednoczone dodrukowują dolara grając na nosie Chińczykom posiadającym ich obligacje, wciąż istnieją w naszym kraju niezłomni, którym się chce się koczować pod ambasadą USA w Warszawie bądź konsulatem w Krakowie, celem otrzymania wizy.

Polska jest wielkim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, o czym te zapewniają nas solennie - zgodnie ze swoim kalendarzem wyborczym - raz na cztery lata. Wtedy wraca jak bumerang kwestia zniesienia wiz i jak zwykle, pojawia się problem szklanki do połowy pustej bądź do połowy pełnej, tzn. czy Polacy są Europejczykami drugiej kategorii, czy może Meksykanami kategorii pierwszej. Zgodnie z uchwałą Kongresu USA z 2007r. ruch wizowy nie obowiązuje krajów, w których liczba odmów wydania przepustki jest mniejsza niż 10% rozpatrywanych wniosków (poprzednio 3%). Podane kryteria spełniły m.in. Czechy i Słowacja. U nas w momencie wejścia uchwały w życie ten próg kształtował się na poziomie 22-25%. Obecnie jest to około 14%. Coraz mniejsze zainteresowanie wyjazdami za ocean spowodowane wzrostem emigracji do krajów starej Unii Europejskiej oznacza tendencję malejącą również wśród negatywnych decyzji dotyczących wiz. A jednak, opieszałość amerykańskiego Ministerstwa Bezpieczeństwa Krajuprzy wprowadzaniu systemu rejestracji osobowych danych biometrycznych osób opuszczających USA drogą lotniczą, tymczasowo ponownie zbija próg odmów do 3%. I znów gonimy króliczka. Kiedy program uda się poprawnie zainstalować - nie wiadomo. Wyznaczonym pierwotnie terminem był 1 lipca. Kolejny antyimigracyjny krok Stanów Zjednoczonych to dożywotnia odmowa wydania wizy każdemu, kto zatai informację o kiedykolwiek przedłużonym pobycie na terenie tego kraju.

Kraków, ósma rano z minutami.

Okolice konsulatu przy ulicy Stolarskiej. Ludzi tłum - gdyż czekający na rozmowę z urzędnikami mieszają się z pielgrzymami śpiewającymi do mikrofonów. Tłok, wrzask, upał i nie ma gdzie usiąść. Przy sobie nie wolno mieć elektronicznych urządzeń. Metalowych lepiej też nie mieć. Jeden pan sprawdza formularze i widać, że traci cierpliwość pouczając po raz trzeci mniej lotnego wypełniacza. Drugi pan zbiera formularze i paszporty, i wydaje numerki. Czekamy z numerkami ponad godzinę, aż z budynku wyjdzie poprzednia tura.

- Nie dostały - mówi matka do swoich dzieci na widok dwóch panienek ze spuszczonymi głowami.

- A dlaczego można nie dostać wizy? - docieka kilkulatka.

- Jak się krzywo uśmiechniesz do urzędnika i jemu się nie spodoba, to nie dostaniesz.

Dzieci rozpoczęły trening prostego uśmiechania.

Wchodzimy do środka, przechodzę przez bramkę, a ta zaczyna piszczeć. Wiadomo - fiszbiny przy staniku. Przecież nie zdejmę. Na wszelki wypadek motłoch się odsunął daleko ode mnie, a któryś pracownik objechał z góry na dół wykrywaczem metali i chociaż wszystko piszczało, puścił mnie dalej. Kiedyś wniosłam flakon perfum na pokład samolotu, więc chyba nie wyglądam groźnie.

Piętro wyżej znów oczekiwanie. Tym razem jest klimatyzacja, ale znów nie ma gdzie usiąść. A kilkadziesiąt osób ściska się w małym pomieszczeniu oczekując na pobranie odcisków palców. Proceder jest upokarzający. Nasz kodeks postępowania karnego zezwala na daktyloskopię wobec osób podejrzanych o popełnienie konkretnego przestępstwa. Łasząc się do USA Polska od niedawna wprowadziła obowiązek zostawiania swych odcisków palców w najnowszej wersji paszportów biometrycznych.

Po otrzymaniu numerka i zostawieniu w kasie kwitka potwierdzającego opłatę za rozpatrzenie wniosku wizowego (NIE jest to opłata za wydanie wizy!), kierujemy się to pomieszczenia, gdzie w końcu są krzesła, choć oczywiście w niewystarczającej ilości. Kolejna godzina w poczekalni. Moja rozmowa trwała minutę i odbyła się w języku angielskim. Zadanie było o tyle utrudnione, że pan z tego okienka nie miał mikrofonu, a w dwóch okienkach obok ryczano przez głośnik. Decyzja pozytywna była tylko formalnością.

- Kiedy pani skończy studia, powinna pani przyjechać do USA na stałe. Potrzebujemy takich młodych ludzi z dobrym wykształceniem, z doświadczeniem zawodowym i z biegłą znajomością języka - nęcił na odchodne urzędnik.

- Mój kraj płaci za moje studia, chyba jestem mu coś winna po ich zakończeniu, nie? Polska też potrzebuje ludzi takich jak ja.

Pan się zdziwił, że nie padłam na kolana po jego propozycji. I chyba nie miał takiej wersji odpowiedzi w swoim podręczniku wzorów rozmów.

Później tego dnia spotkałam się z gw1990. Spotkanie było krótkie, lecz bardzo miłe. Obrobiliśmy tyłki ludziom z s24, a w najciekawszym momencie dyskusji przerwał nam swoim telefonem redaktor Leski z prośbą o rezerwację jakichś noclegów. Na pytanie, czy "momenty były", odpowiem, że GW na do widzenia cmoknął mnie w policzek, po czym oddalił się w tempie ekspresowym.

Nathii M.
O mnie Nathii M.

C'est moi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (110)

Inne tematy w dziale Polityka