W ramach zemsty na Mamie za zjechanie z góry na dół mojego literackiego arcydzieła in statu nascendi, opiszę na łamach salonu24 jak zamawiała Wideostradę TPSA. Ludzie w dzisiejszych czasach, jak powszechnie wiadomo, porozumiewają się za pomocą komórek, bo skoro ktoś telefonuje na tzw. "domowy", to znaczy, że usiłuje coś sprzedać. Na komórkę wciskają SMSy "ściągaj dzwonki... na szyję dla swojej krowy" ale przynajmniej nie trzeba spławiać pracującego za pół darmo stażysty. Mamę jakiś diabeł podkusił i odebrała słuchawkę w "domowym". Po drugiej stronie był mężczyzna, ale nie Tata. No i jak to obcy agent przez telefon, ujawnił imię swe Tomasz, po czym przystąpił do składania niemoralnych propozycji. Miało być bosko: 250 kanałów telewizyjnych, rozdzielenie internetu na dwa komputery za pomocą najnowocześniejszego urządzenia nazywanego livebox, a wszystko łatwe do podłączenia i obsługi w każdych warunkach. Sprzęt gwarantuje TPSA. Przyjemność kosztuje 5 zł. Jednocześnie odłączają nam Neostradę. Mama w łatwość instalacji i bezproblemowość transakcji z opisywaną firmą telekomunikacyjną niby nie wierzy, ale ofertę przyjęła. Po sobotnim "Mam Talent" okazało się, że w telewizji nie ma już co oglądać. Poczułam na sobie ciążącą presję. Taki rodzaj wzroku, którym normalnie dysponuje mój pies, kiedy chce wyjść na spacer, ale widzi, że Tata odpala kolejnego "ostatniego papieroska". Westchnęłam ciężko i jako specjalistka od elektroniki obadałam instrukcję "zainstaluj Wideostradę w sześciu prostych krokach". Nie było problemem podłączenie kabla, dekodera i telewizora, niestety, zamiast oczekiwanego błękitnego ekranu i biało-pomarańczowego loga ukazało się złowieszcze czarne tło z czcionką rodem z DOSu "The service is temporarily unavailable".
- Serwis jest chwilowo niedostępny - oznajmiłam z zadowoleniem i planowałam nie sprzątając uciec na górę grzebać sobie na s24.
- No, a może coś źle zainstalowałaś?
- Eeee... przecież wy oglądacie i tak tylko TVN24, TVP Info i siatkówkę... - próbowałam się wykręcać. - Po co wam 250 kanałów?
Po wielu resetach i próbach działania zgodnego z załączoną instrukcją zadzwoniliśmy na Błękitną Linię, gdzie powitał nas wyjątkowo wkurzający w wymienionych okolicznościach głos "Twój świat, cały świat" a potem człowiek z infolinii oznajmił Mamie:
- Tak, 250 kanałów - oczywiście, ale jak się będzie kupować aktualizacje. Ale na razie proponujemy pani zestaw telewizyjny złożony z następujących programów satelitarnych wraz z bogatą ofertą filmową: TVP1, TVP2, TVP Kultura oraz Deutsche Welle. A instaluje się tak jak w instrukcji.
Mama walnęła słuchawką, ale potem zadzwoniła jeszcze raz żeby powiedzieć, że jednak instaluje się inaczej.
- O, a do komputera pani to podłączyła?
- Do jakiego komputera??? Komputer, panie, to ja mam piętro wyżej.
- Aaa, bo to musi pani sobie zerwać stary modem Neostrady i znieść komputer na dół obok telewizora...
- No przecież mówiłam temu pracownikowi, który mi składał ofertę, że ja mam w domu kilka pięter i wszystko jest na innym! A on powiedział, że nie ma problemu...
- Nie, to niemożliwe. Naprawdę ktoś tak pani powiedział? To znaczy, może pani sobie przeinstalować...
I tak dalej na to samo kopyto. Mama była wściekła jak osa, że się dała wpuścić w szambo, a Tata ją podburzał:
- Agent Tomasz cię uwiódł! Oglądasz tylko dwa kanały raz w tygodniu, ale i tak zamawiasz coś niepotrzebnego, bo Agent Tomasz przemówił do ciebie słodkim głosem przez telefon...
- Ile razy ty mi mówisz, że chcesz jakiś film obejrzeć, a nic nie ma w telewizji, i każesz mi coś wymyślić! - broniła się Mama.
- O patrzcie ją, łapie się na lep Agenta Tomasza i jeszcze zwala na mnie... Mąż jest tu potrzebny tylko raz na kwartał, kiedy trzeba naprawić furtkę albo prysznic...
- No a kiedy Nathii przychodzi tu zła, że wywaliłeś ją z internetu bo siedzisz na tych stronach o siatkówce? A tak miały być dwa komputery z internetem...
- Znowu zwala na ciebie - zwróciłam Tacie uwagę na oczywistość.
Mój Tata uwielbia rozmawiać ze specami zza telefonicznego druta. Ostatnim razem skontaktowała się z nami pani z krakowskiego składu win próbując sprzedać swój produkt.
- Proszę pani, ja sam robię wino.
- Tak? Jakie? - oburzyła się rozmówczyni.
- Takie pyszne, z buraków. Najpierw buraki leżakują aż zaczną tak śmierdzieć, że się nie da wytrzymać, wtedy odsączam i przepuszczam przez taką szklaną maszynę...
- Toż pan bimber pędzi!
- Jaki bimber? Koniaczek! Może chce pani zamówić?
133
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (58)