Nathii M. Nathii M.
336
BLOG

Opowieść Noworoczna - kominiarze bez narzędzi

Nathii M. Nathii M. Rozmaitości Obserwuj notkę 26

Osoby:

Dziadek Nathii – chciał założyć ogrzewanie i wezwał kominiarzy

Kominiarze: Gruby i Chudy – przyszli wydać opinię

Kuzynka Nathii – wnuczka Władysława, mimowolny świadek zajścia

Sąsiadka – sąsiadka Władysława

Pan – tajemnicza postać z drugiej strony telefonu

Wprowadzenie:

Pewnego piątku w mieszkaniu państwa M. zjawili się kominiarze, którzy zostali wezwani przez Dziadka Nathii w celu wydania opinii o możliwości założenia ogrzewania centralnego. Ich zadaniem było również przeczyszczenie komina.

Tekst właściwy:

Kominiarze: Dobry! Tutaj miało być centralne ogrzewanie zakładane... gazowe.

Weszli. Obudzona Kuzynka chciała zobaczyć, kto nawiedził ich skromne progi i ujrzała ku swemu zdumieniu grubego, wąsatego mężczyznę ubranego na czarno. Z jego ust padło słowo:

Gruby: Dobry!

Kuzynka: Dzień dobry.

Zmieszana dziewczyna zamknęła drzwi i z powrotem położyła się do łóżka. Tymczasem Dziadek zaprosił specjalistów do łazienki, aby wydali opinię.

Gruby: O! Ma pan piec! Przecież ja widzę, że pan ma koksowe ogrzewanie. Po co panu nowe, gazowe?

Dziadek: A co to pana obchodzi jakie ja mam ogrzewanie. Ja sobie zakładam takie jakie ja chcę. Chodźmy do piwnicy, bo tam trzeba wybrać sadzę z komina, bo póki co to nie mogę nawet palić w tym piecu koksowym.

Kominiarze: To otwórz pan piwnicę.

Dziadek: To chodźmy.

Zaznajomić należy Państwa z zaistniałą wcześniej sytuacją. Dom przeżył wiele remontów, a w kominie oprócz sadzy znajdowały się różne inne materiały, np. cegłówki, dachówki, butelki. Ale panowie spece o tym nie wiedzieli, co będzie miało później następstwa. Wszyscy poszli do piwnicy. Kominiarze otworzyli komin na dole, Gruby przystawił worek, gdyż myślał, że znajdująca się tam sadza do niego wpadnie. Jakże okrutnie się pomylił. Nic nie leciało. Chudy wsadził do komina rękę i zaczął macać, a ten Gruby z wąsami powiedział ochrypłym głosem:

Gruby: No i jak tam?

Chudy: E, nie da się.

Gruby: No tak, bo to przecież trzeba mieć narzędzia. Panie, tu trzeba mieć takie specjalne druty.

Dziadek: No to jak to? Panowie przyszli do pracy bez narzędzi?

Gruby: Panie, nie da rady. Dopiero przyjdziemy w poniedziałek po Nowym Roku.

Dziadek: Jak to w poniedziałek po Nowym Roku? A w Sylwestra? Przecież to jest zima i ja muszę palić codziennie w piecu. Przecież to cztery dni. W zimnym będę siedział?

Gruby: Panie, w poniedziałek przyjdziemy. Przecież wyraźnie mówię – nie mamy narzędzi. Przecież to musi być taki drut, panie.

Dziadek: Proszę pana. Co by pan pomyślał o takim majstrz:e na przykład cieknie u pana w kiblu woda. Przychodzi hydraulik i mówi: „Rzeczywiście tu panu wycieka, ale ja nie mam klucza francuskiego i przyjdę za kilka dni, po świętach Bożego Narodzenia”. I co by pan pomyślał o takim majstrze? Wie pan co? To co pan by sobie o nim pomyślał to ja to samo myślę o panu.

Gruby: Panie, przyjdziemy w poniedziałek, bo nie ma innej rady.

Dziadek: To ja zadzwonię do kierownika.

Gruby z oburzeniem: No to dzwoń se pan jak chcesz!

Dziadek: No to właśnie idę zadzwonić i nic mi pan tu nie będziesz krochmalił.

Gruby: Proszę pana, kierownik panu i tak nic nie poradzi, bo to muszą być takie specjalne druty. Idziemy!

Dziadek: A idźcie w cholerę!

I poszli.

Dziadek za nimi krzyknął: Do d... z takimi majstrami!

Cała rozmowa była dobrze słyszalna przez sąsiadów z klatki schodowej od parteru do ostatniego piętra. Właśnie wyszła pani Sąsiadka, która zobaczyła Dziadka i schowała się z powrotem. Dziadek wchodzi do domu. Idzie do śpiącej Kuzynki.

Dziadek poirytowany: Wiesz, oni przyszli i powiedzieli że narzędzi nie mają i przyjdą w poniedziałek.

Kuzynka: Tak, tak. No to idź zadzwonić do kierownika.

Dziadek: No to właśnie idę.

Dziadek poszedł zadzwonić. Nie było kierownika, odebrał jakiś pan.

Dziadek: Dzień dobry. Do mnie tutaj do domu byli umówieni kominiarze, przyszli, ale stwierdzili, że nie mają narzędzi i że przyjdą w poniedziałek. A panie tu jest zima i ja muszę palić. W piecu palić.

Pan: Proszę mi zostawić numer telefonu to zadzwonimy jak kierownik przyjdzie.

Dziadek z uporem maniaka: Ale oni powiedzieli że narzędzi nie wzięli. Jak to tak można do pracy przyjść i nie mieć narzędzi. To tak samo jakby pan przyszedł do krawca i krawiec mówi: „No faktycznie panu mogę uszyć, ale nie mam igły”, albo jakby pan przyszedł do szewca i on mówi że kopyta nie ma.

Pan: Jak przyjdzie kierownik to do pana zadzwoni.

Dziadek: No to jak przyjdzie kierownik to mi sadzę będzie przez telefon wyciągał???

Pan: Ja powiedziałem chyba wyraźnie jak przyjdzie kierownik to przedzwonimy.

Dziadek bez pożegnania z hukiem buchnął słuchawką i udał się do pokoju Kuzynki.

Dziadek rozgorączkowany: No zadzwoniłem do nich i powiedziałem.

Kuzynka półśpiąca: Tak, tak, ja to słyszałam, bo przecież tu jestem w pokoju.

Dziadek: No i powiedziałem im, że jak bym poszedł do szewca i bym mu powiedział, że nie mam igły i co on sobie by o mnie wtedy mógł pomyśleć.

Kuzynka: No fajnie dziadek.

Dziadek wyszedł i trzasnął drzwiami. Po pięciu minutach wszedł aby oznajmić wnuczce, że idzie do miasta na zakupy. Kuzynce wydało się to wyjątkowo podejrzane, gdyż Dziadek mówił to nienaturalnie spokojnym tonem, podczas gdy w jego oku można było dostrzec diabelski błysk zwiastujący krwawą rzeź. Upłynęły trzy godziny, a Dziadek wrócił do domu z pustymi rękami. Cała historia zakończy się tak naprawdę dopiero w poniedziałek, kiedy Panowie Kominiarze ponownie zjawią się w budynku.

Nathii M.
O mnie Nathii M.

C'est moi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (26)

Inne tematy w dziale Rozmaitości