Nathii M. Nathii M.
79
BLOG

Świecące litery w Moskwie - nasza prywatna historia

Nathii M. Nathii M. Polityka Obserwuj notkę 12

Nie uwierzyłam, kiedy wczoraj otworzyłam s24 i, jeszcze na pasku bocznym, przeczytałam pierwszy tytuł. O zamachach w Moskwie. Przecież takie rzeczy dzieją się tylko wtedy i tylko tam, gdzie nie mieszka osoba, której serce bije dla ciebie. I nie ogarnia cię paraliżujący niepokój, czy ono jeszcze bije. Jedna z bomb wybuchła w okolicy Rosyjskiej Agencji Informacyjnej.

Kiedy się poznaliśmy, A. powiedział mi, że pracuje w "ministerstwie propagandy". Dla flirtu dodałam, że u nich same ministerstwa propagandy i niech mi powie konkretnie, w którym. A. jeździ metrem, żeby "być bliżej swoich ludzi".

Serce w gardle to klisza. Ale to się wtedy czuje. I kiedy telefon nie odpowiada, czuje to się jeszcze mocniej. Udało nam się porozmawiać przez kilka minut po południu, miał pilną robotę. I potwierdził, że znajdował się w okolicy wybuchu. Był przygaszony, nieco zdezorientowany. Kto by nie był.

- Kto stoi za zamachami? To znaczy... co żeście tam wykombinowali? - pytałam już w nocy.

- Czeczeni i głowy bez ciał. Terroryści podróżujący dookoła Moskwy, nie wiedzący dokąd dokładnie podążają, ale wiedzący w jakim celu.

- W razie wątpliwości, mówimy "Czeczeni"?

- A kto, kosmici? Trzy kilo trotylu, chaos i pośrodku tego wszystkiego głowy. Głowy, które sobie czekały spokojnie na to, aż ktoś je znajdzie. Obrazki nie są ładne, nie oglądaj ich.

- Skąd wiadomo, że te akurat te głowy należały do terrorystów?

- Miały na czole takie wielkie, świecące litery, żeby z daleka było widać. Daj spokój. Mieszkam w tym gównie od piętnastego roku życia.

- No to... uważaj na siebie - żegnałam się. - Pamiętaj, że litery zaczynają świecić dopiero po zamachu, a nie wtedy, kiedy przyglądasz się wszystkim współpasażerom.

Nathii M.
O mnie Nathii M.

C'est moi.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka