1 obserwujący
9 notek
34k odsłony
  3977   1

Świat bez Godzilli

Nie wiem, jak skończy się wojna w „Agorze”. Jest jednak jasne, że nawet jeśli konflikt między zarządem spółki a redakcją zostanie jakoś zaklajstrowany, to dla całości konglomeratu ideologiczno-biznesowego, jakim jest ta spółka efekt będzie zły. A jeśli nie zostanie zaklajstrowany, tylko zarząd „Wyborczą” złamie –będzie katastrofalny.

Będzie to miało wiele skutków w różnych rewirach polskiej rzeczywistości. Tu chcę napisać tylko o jednym z nich – o wpływie, jaki katastrofa „Agory” będzie miała na polską prawicę.

A będzie to wpływ pod pewnymi względami dobry, a pod pewnymi – zły, przeważą jedne albo drugie, ale tak czy inaczej będzie on gigantyczny, co postaram się uzasadnić.

Rzecz w tym, że polska prawica rodziła się i kształtowała jako, przede wszystkim, obóz walki z Michnikiem, z „Wyborczą”. Od wczesnych lat 90 była ona bytem reaktywnym wobec GW, wobec wszystkiego, co trust mózgów z Iwickiej, a później Czerskiej chciał Polakom narzucić czy, łagodniej, do czego chciał Polaków skłonić.

Ten fakt skorelowany był z innym: oto prawica bała się zawsze „Wyborczej” śmiertelnie. Mogła sobie „Wyborcza” tracić kolejne kohorty czytelników i coraz bardziej stawać się cieniem cienia samej siebie sprzed 30 czy 20 lat, a dla prawicy i tak pozostawała wirtualną Godzillą, która za chwilę ją rozdepce, Nemezis, która za moment wykona na niej wyrok śmierci. Wcieleniem potęgi „trzeciego pokolenia UB”, sprzymierzonego ze światowym antypolskim, lewackim spiskiem. Takie emocje zostały po prostu zakodowane w intelektualne DNA prawicy.

I mogła sobie prawica potężnieć. Mogła rządzić. Mogła wygrywać wiele spraw (nie wszystkie oczywiście, co normalne). Mogła się utrwalać, a jej wrogowie – słabnąć. To było nieważne. I tak prawica postrzegała się jako coś w rodzaju ostatniego patrolu Żołnierzy Wyklętych, obdartych, głodnych i poranionych, z trudem wywijających się z kolejnych obław KBW. I wiedzących, że już niedługo się nie wywiną. Parę lat temu ktoś opublikował mailową czy esemesową korespondencję między pewnym panem a pewną panią, zaangażowanymi w forsowanie zmian w sądownictwie. Wzajemnie epatowali się oni wizjami, jak to już niedługo trafią razem do jednego zbiorowego grobu, co traktowali bynajmniej nie symbolicznie i nie umownie. Ten pan i ta pani wcale nie byli nietypowi, odwrotnie – reprezentowali klasyczne polskoprawicowe widzenie świata.

Jeśli otóż „Wyborczą” spotka katastrofa i albo przestanie istnieć, albo osłabnie tak, że nawet weterani formacyjnych bojów z początków lat 90 będą musieli dopuścić do siebie tę świadomość, to opisywana wizja świata rozpłynie się. I polska prawica będzie zmuszona przestać postrzegać się jako grupkę skazanych na zagładę powstańców. Będzie musiała dostrzec, że jest formacją bardzo silną. Że nie jest grupką szlachetnych wydziedziczonych, tylko częścią polskich elit. Że nie jest tak, iżby w każdym momencie zagrażała jej eksterminacja.

To wygeneruje rozmaite, często sprzeczne, impulsy, prowadzące do rozmaitych, dobrych lub złych, skutków. Może zwyciężyć poczucie bezkarności. Albo - że teraz jest moment, by wreszcie dokończyć rewolucję. Albo odwrotnie - zmniejszenie poczucia zagrożenia może zaowocować większą dozą koncyliarności. Długo można byłoby spekulować. Ale tak czy tak - polska prawica przeżyje mentalny wstrząs na miarę tego, który przeżył andersonowski władca, kiedy dziecko krzyknęło, że król jest nagi. 

Bardzo jestem ciekaw, co się z tego urodzi.


Lubię to! Skomentuj70 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura