Oto kraj, w którym można doprowadzić do śmierci 96 osób, w tym elity związanej z PiS i nie ponieść żadnych konsekwencji. Najmniejszych. Nawet politycznych.

"

Oto Polska, w której wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego partii rządzącej bez oporów nawołuje do zastrzelenia i wypatroszenia Jarosława Kaczyńskiego, szefa największej partii opozycyjnej i brata tragicznie zmarłego Prezydenta RP.
Oto media rządowe: telewizja TVN i Polsat oraz Gazeta Wyborcza nawołują do eliminacji z życia publicznego faszystowskiego PiS i chorego z nienawiści Jarosława Kaczyńskiego.
Oto „Polska”, w której dorżnięcie Kaczyńskiego rozwiązuje wszystkie problemy: PiS musi się rozpaść zatomizowane przez walki frakcyjne i agentów jasnej strony mocy, katastrofa smoleńska wreszcie przestanie być solą w oku porozumienia z Rosją, oszołomy i bojówki tzw. obrońców krzyża utracą poparcie i nikt wreszcie się nie odważy poważnie nazwać ukochanego Premiera Tuska zdrajcą – bez względu na okoliczności.
Żyjący w takim kraju 62-letni Ryszard Cyba, mężczyzna w sile wieku (żaden tam staruszek, staruszkowie, bowiem nie mają tyle siły) był postacią oczekiwaną. Dowiedział się gdzie i kiedy będzie przebywał Jarosław Kaczyński – nie było to trudne, jego nazwisko otwierało dostęp do takich informacji w częstochowskich kręgach Prawa i Sprawiedliwości. Następnie przygotował broń i pojechał do Łodzi przygotowując się do zamachu.
Plan był prosty, aby „zastrzelić i wypatroszyć” należy mieć broń ostrą i ostry nóż. Rzecz jasna przydałby się jeszcze gaz by obezwładnić ochronę i ścigających.
Wszystko, zatem zamknięte na tip-top. Żadne wariactwo, po prostu BOHATERSTWO.
Cała Polska mi podziękuję – pomyślał pewnie Ryszard. Te mohery z pewnością staną jak wryte ze strachu i zgrozy jak po strzałach Michaela Corleone. A nawet, gdy mnie złapią, to z pewnością otrzymam najlepszych adwokatów i Donald Tusk, Bronek Komorowski lub Janusz Palikot zrobią wszystko by mnie wydostać z tej matni.
Sprytny i racjonalny plan. Niemożliwe by był wytworem umysłu wariata. Raczej nieźle umotywowanego zabójcy. Cóż za niesprawiedliwość, gdyby Ryszard miał śniadą cerę i imię Ali (jak ten nygus z Rzymu) to otrzymałby zaszczytne miano terrorysty i uczestnika spisku. A tak…
Ale wróćmy do wydarzeń.
Faktycznie złapali (podobnie zresztą jak Alego). Na szczęście wszyscy słyszeli, jaki wspaniały cel Ryszardowi przyświecał. Uff pojawiły się kamery, Ryszard jeszcze raz wyraźnie krzyknął, że zamierzał ZAMORDOWAĆ KACZYŃSKIEGO.
Miały usłyszeć to dobre duszyczki, wpływowi aniołowie służalczej polityki by przystąpić do misji ratunkowej. Media też wyszkolone, wiedzą gdzie konfitury, „Kaczyński sam sobie winien! To on rozpoczął kampanię nienawiści!! – wrzasnęły.
Oto pierwszy krok do usprawiedliwienia zbrodni. Bo choć zamach niestety nie udany, to jednak ON JEST NASZ!!.
Trzeba GO ratować bo inaczej inni nawet nie spróbują!!
Pojawiają się więc coraz to inne gadające głowy pełne wstrętu dla zachowania niedoszłej ofiary.
Bla, bla, bla płynie szambo z TV.
I oto ja, Łażący Łazarz, widzący to wszystko i pełen refleksji szambo kiler (keskese?).
Pierwsza mi przypomina mowę obrończą „oskarżycielki” SB-eków, którzy porwali Ks. Popiełuszkę. Tam też nienawistny Kapelan Solidarności był współwinnym zamachu na swoje życie.
Druga każe mi sięgać do rozważań sprzed tygodniai jak gryzący robal wyobraźni sugeruje: A jeśli Ryszard nie wyobrażał sobie, lecz dostał zapewnienie? A jeśli dwa morderstwa w przeciągu kilku dni związane z osobami zajmującymi się katastrofą smoleńską to nie przypadek?
Fe, niemożliwe, jak mogło mi coś takiego przyjść nawet do głowy. Przecież widziałem dziś twarz Donalda, on kocha swoich poddanych i praworządność. Jak każdy oświecony dyktator.
ŁŁ"
I ja się z tym całkowicie zgadzam - z wyjątkiem jednego. Przemiły pan Rysio wcale nie postanowił wyrżnąć pisiorów, ale przyjął określone zadanie od swoich mocodawców i je wykonał - może nie do końca, ale chodziło o podgrzanie atmosfery. Teraz pan Rysio może spokojnie czekac na wariatkowo i zwolnienie za dwa lata, kiedy lekarze uznają, że już go podleczyli.