148 obserwujących
97 notek
401k odsłon
  1431   0

Czy rząd Tuska mówi prawdę w sprawie wybuchu 10.04.2010?

 Były przewodniczący Państwowej Komisji ds. katastrofy rządowego Tu-154m jak i wielu polityków obecnego rządu w swoich wypowiedziach wielokrotnie stwierdzali jednoznacznie, że na pokładzie samolotu nie doszło do wybuchu. Niestety nie precyzowali, jakie to dowody pozwalają im wypowiadać takie stwierdzenia.

Zanim przejdę do wyjaśnienia „podstaw” na których opierali się politycy PO w celu odrzucania wersji wybuchu, chciałbym przypomnieć krótko tzw. „kontekst Millera”, który pewnie w przyszłości będzie opisywany w podręcznikach o manipulacji.

Generał Błasik został „umieszczony w kokpicie” na podstawie rzekomego rozpoznania głosu, do którego do tej pory nikt się nie chce przyznać. Sam Jerzy Miller przyparty do muru przyznał, że członkowie jego komisji dopisali gen. Błasika do stenogramów na podstawie tajemniczego „kontekstu”. Ten tajemniczy kontekst, jak się okazało, dotyczył równie tajemniczego sektora numer 1, który według Jerzego Millera oznaczał „kokpit” samolotu. W owym sektorze, według Millera, znaleziono ciało generała Błasika. Niestety dla Jerzego Millera bardzo szybko okazało się, że choć w tym sektorze znaleziono także kilkanaście innych osób, to nie znaleziono ciał pilotów, którzy zostali znalezieni w innym sektorze. W taki sposób „kontekst” J. Millera na którym był oparty raport jego komisji, rozpadł się w przysłowiowy pył [1].

Oczywiście nawet pomimo to Donald Tusk nie widział powodu do wznowienia prac komisji. Trudno się dziwić, gdyż z opublikowanego w dniu 27 kwietnia 2010 rozporządzenia [2] stworzonego specjalnie na potrzeby badania katastrofy rządowego Tu-154m (zmiana rozporządzenia umożliwiła całkowitą kontrolę postępowania przez Donalda Tuska i Jerzego Millera), z punktu 4, wynika, że to Donald Tusk decydował o milczeniu i bierności w czasie gdy kłamstwa komisji MAK regularnie były rozpowszechniane.

Charakterystyka „kontekstu Millera” jest kluczowa do zrozumienia większości stwierdzeń członków jego komisji i polityków PO. Można by rzecz, że większość ustaleń członków komisji J.Millera opiera się na „kontekście Millera”. Wystarczy tylko wspomnieć dwa najważniejsze ustalenia komisji J.Millera, które są przykładem użycia „kontekstu Millera”:

1. Obrót samolotu i uderzenie w brzozę

Rekonstrukcja ostatnich 6 sekund uzasadniająca jakoby obrót samolotu i uderzeniu w brzozę została stworzona… na podstawie zdjęć drzewostanu wykonanych przez tajemniczego Siergieja Amielina kilka dni po tragedii w dniach 13-15 kwietnia. [3] Zdjęcia te komisja Millera znalazła w internecie i zapomniała sprawdzić, że wszystkie z nich zostały wykonane kilka dni po tragedii, a wiele z nich ma ślady używania programu do edycji zdjęć. [4]

Komisja J.Millera w tabelach opisujących położenie samolotu w ostatnich sekundach lotu nie używała danych z czarnych skrzynek oraz TAWS, a tworzyła, jak to nazwała, „rekonstrukcję”. Oczywiście nie napisała tego wprost, tylko użyła często stosowanego w umowach handlowych symbolu „*”, który na dole strony małymi literami wyjaśniał podstawy ustaleń komisji Millera [5]. Komisja Millera pominęła m.in. odczyt danych z komputera pokładowego, w tym bardzo ważnego TAWS38, gdyż dane te nie zgadzały się jej z ustalonymi w raporcie MAK i powielonymi przez Millera tezami o uderzeniu w brzozę i obrocie samolotu. [6]

Ani komisja Millera ani prokuratura nie opublikowała pełnych danych z polskiej czarnej skrzynki ATM-QAR. Odmawia się do tej pory pełnomocnikom rodzin udostępnienia odczytu z czarnej skrzynki QAR [7]. Nie zostały przeprowadzone żadne laboratoryjne badania ułamanego skrzydła, bo polski akredytowany Edmund Klich stwierdził, że nie było potrzeby badań, gdyż „jak walnęło, to się urwało…” . Niestety, co walnęło, ani jak i kiedy się urwało, nie zostało wyjaśnione, resztę dopełnił „kontekst Millera”. [8]

 

2. Przycisk „uchod”

Komisja Millera rozpowszechniała tezę, że załoga źle użyła przycisku „uchod”, jednocześnie ukrywając fakt, że – jak to stwierdziła prokuratura już po publikacji raportu Millera – czarne skrzynki samolotu nie rejestrują tego, czy system automatycznego odejścia w tym przycisk „uchod” był sprawny [9]. W związku z tym, że Rosjanie uniemożliwili Polsce laboratoryjne zbadanie (oględziny to nie badanie) urządzeń samolotu oraz nie przesłali żadnych wyników badań [10], nie można wykluczyć awarii tychże urządzeń w wyniku usterki lub działania osób trzecich. Jednak komisja Millera pominęła te fakty i tradycyjnie zastosowała „kontekst Millera”, który chyba powinien być nazwany „kontekstem Millera-Miedwiediewa”, gdyż przed prezentacją raportu rosyjskiej komisji MAK, prezydent Rosji 7 grudnia 2011 roku w czasie wizyty w Polsce stwierdził, „Nie wyobrażam sobie, by polskie i rosyjskie ustalenia w śledztwie po katastrofie smoleńskiej się różniły”. [11]. W podobnym stylu wypowiedział się też rosyjski minister Spraw Zagranicznych Siergiej Ławrow, który nawiązując do opublikowanego rsportu MAK powiedział: "że MSZ Rosji nie może komentować wyników technicznego śledztwa.Nie będę komentował konkretnych wypowiedzi, ale podkreślam, że spekulowanie w tej sprawie uważam za nieetyczne a nawet bluźniercze. (…) Mam nadzieję, że kurs ustalony podczas wizyty prezydenta Miedwiediewa w Warszawie będzie kontynuowany.”(…)[12].Najprawdopodobniej w tym celu przyjechał nawet do Polski na specjalną odprawę ambasadorów [13] co z dostępnych informacji poskutkowało bo korpus dyplomatyczny obecnego rządu Donalda Tuska skutecznie powiela w świecie wersję rosyjską i jednocześnie blokuje proces przekazywania odkłamanych faktów do zachodniej opinii publicznej. 

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale