51 obserwujących
1264 notki
1263k odsłony
3119 odsłon

Anna Walentynowicz: "...Paweł Rabiej był po prostu podstawiony."

Wykop Skomentuj

W 1993 r. 22-letni Paweł Rabiej (współtwórca partii pod nazwą Nowoczesna) wespół z zapewne rówieśniczką Ingą Rosińską (od lat w TVN24, na ważnej - jak by tę miejscówkę z pewnością opisał gen. Dukaczewski - placówce w Brukseli), napisać miał:
Kim pan jest, panie Wachowski?, Wydawnictwo BGW, Warszawa 1993
Droga cienia – Wachowski bez cenzury, Wydawnictwo Axel, Łódź 1993
Sądząc po biogramach, to jedyne, jak dotąd, sygnowane przez nich książki.  1993 r. - zgaduję, że przed wyborami.

Październik 2016:
"Tajemnice Pawła Rabieja”. Kulisy kariery polityka Nowoczesnej

Marzec 2017 r.:
"A dlaczego nie ukazała się pańska książka o Annie Walentynowicz?
Bohaterka odmówiła zgody na publikację. Nagle zaczęła mnie uważać za agenta Adama Michnika i "Gazety Wyborczej". Mówiła, że książka jej się podoba, tylko ja jej zdaniem jestem za blisko "GW", chociaż nie miałem z Czerską nic wspólnego. Potem obszerne fragmenty tej książki ukazały się w biografii Anny Walentynowicz napisanej przez Sławomira Cenckiewicza.
Zgodził się pan na to?
Maszynopis był u Walentynowicz i ona mu go udostępniła. On się powoływał na tę nieopublikowaną książkę i więcej w jego biografii było odnośników do mojego nazwiska niż do Lecha Wałęsy. Cenckiewicz do mnie dzwonił, rozmawialiśmy o pani Annie, o jej życiu. Miała naprawdę piękną biografię. Pochodziła z Wołynia, trafiła do Gdańska, tam próbowała sobie ułożyć życie, tragiczna śmierć jej męża. Dojrzewała w niej samoświadomość, miała przełom, po którym stała się buntowniczką i nie reprezentowała już tylko siebie. Niesamowita biografia.
Środowiska niezwiązane z PiS robią z niej wariatkę.
Bo ona pod koniec życia popadła w takie nuty. Jacek Kuroń mówił, że w życiu czasem jest tak, że zaczynamy szybować. Mnie też się to zdarzało. Pani Walentynowicz też poszybowała, do tego ludzie, którzy byli wokół, podsycali w niej przekonanie, że to ona tak naprawdę powinna być Wałęsą. Myślę, że ona czuła się zapomnianą liderką. Wałęsa był dla niej kimś przemyconym przez SB, człowiek bez właściwości. Żałuję, że ta książka się nie ukazała.
Może teraz jest dobry czas?
Nie mam maszynopisu ani taśm z nagranymi rozmowami. A tam było dużo historii nagranych na świeżo. Pani Ania mówiła o roli Borusewicza, o roli Lecha Kaczyńskiego, o całym środowisku, które wydało z siebie lidera, jakim był Lech Wałęsa. Pamiętam, jak w 1992 r. jeździłem do Gdańska, do pani Walentynowicz. Ona żyła za jakąś groszową rentę. Byłem zszokowany. Przecież to bohaterka. Dla mnie też, dla tego młodego 20-letniego szczyla. Nie mogłem tego zrozumieć. Nie mam również książki, którą pisaliśmy razem z Hanną Gronkiewicz-Waltz o NBP, o denominacji, o złotówce. Fascynujące historie. Niestety, ukradziono mi komputer, w którym była ta książka".
dziennik.pl/opinie/artykuly/pawel-rabiej-polityka-nowoczesna

Lipiec 1992 r.
"ANNA WALENTYNOWICZ: Twierdzę, że nie było żadnego włamania do domu Pawła Rabieja, ani też żadnych pobić z powodu pisania o mnie..."
Rabiej był podstawiony
„We wtorek, 16 czerwca przyjechałem do mojego kolegi Pawła Rabieja. Ok. godz. 21.30, po telewizyjnej "Panoramie", pojechaliśmy z Rabiejem do znajomych - twierdzi Wojciech Tochman, reporter „Gazety Wyborczej". - Po niecałej godzinie wróciliśmy do jego domu. Prosił mnie, bym odprowadził go pod drzwi. W tym dniu bowiem, kilkanaście godzin wcześniej, w redakcji "Trojki" dostał już trzeci anonim, w którym grożono mu śmiercią. Pod drzwiami mieszkania Rabieja zastaliśmy ślady włamania".
Tego dnia z domu Pawła Rabieja - 21-letniego współpracownika radiowej „Trójki", piszącego biografię Anny Walentynowicz miał zniknąć rękopis nie dokończonej jeszcze książki oraz 12 kaset z nagraniami wywiadów z Anną Walentynowicz, Krzysztofem Wyszkowskim, Bogdanem Borusewiczem, Lechem Kaczyńskim oraz zapiski rozmów z Danutą Wałęsową i senator Aliną Pieńkowską. Dzień po włamaniu Paweł Rabiej miał zostać po raz kolejny pobity przed sejmem przez trzech nieznanych sprawców. Wcześniej - według relacji Wojciecha Tochmana, a także samego poszkodowanego - trzykrotnie dostawał anonimy, w których grożono śmiercią - jeśli nie zaprzestanie pisania książki - zarówno jemu, jak i Annie Walentynowicz.
Trzy razy pobito go przed blokiem, w którym mieszka przy ul. gen. Zajączka na warszawskim Żoliborzu. Za każdym razem sprawcami byli trzej nieznani mężczyźni. Trwa postępowanie prowadzone przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Żoliborz. Dochodzenie dotyczy jedynie wtorkowego włamania do mieszkania Pawła Rabieja nie zaś wcześniejszych prób zastraszenia dziennikarza, ani także rzekomych pobić, o których - jak poinformowała nas rzecznik prasowy Komendy Stołecznej EwaOstrowska - nie zanotowano zgłoszenia żadnej z warszawskich komend policji.
W wydziale dochodzeniowo-śledczym Komendy Policji Warszawa-Żoliborz bierze się pod uwagę trzy przyczyny włamania do mieszkania Pawła Rabieja. Do czasu zakończenia śledztwa, ze względu na jego dobro - jak poinformował nas naczelnik wydziału nadkomisarz Alfred Wincza - wersje te owiane są tajemnicą.
Udzielenia jakichkolwiek informacji na temat sprawy i prowadzonego postępowania odmówiła stanowczo także zajmująca sie sprawą prokurator prokuratury żoliborskiej Jolanta Holi. Na pytanie czy przyczyny włamania są natury politycznej stwierdziła jedynie "zadaje pani oczywiste pytania".
Informacji nie udało nam się także zasięgnąć u źródła, tj. od samego poszkodowanego Pawła Rabieja, który był nieuchwytny zarówno w redakcji aktualności radiowej „Trójki" - gdzie jest współpracownikiem, a nie jak podaje w swojej publikacji Wojciech Tochman, dziennikarzem i gdzie, jak nas poinformowano, bywa dość rzadko - jak i w domu. Pewnych interesujących faktów dotyczących sprawy dostarczyła nam natomiast Anna Walentynowicz, której wypowiedź zamieszczamy w całości:
- Dzisiaj odnoszę wrażenie, że Paweł Rabiej był po prostu podstawiony. Swego czasu, w jednej z rozmów telefonicznych bardzo pochlebnie wyrażałam się o Programie Trzecim Polskiego Radia, czyli tzw. „Trójce". Jakiś czas potem zadzwonił do mnie Paweł Rabiej. Przedstawił się jako dziennikarz „Trójki" i poprosił o wywiad. Zgodziłam się. Już w trakcie wywiadu zaproponował mi napisanie o mnie książki. Wielokrotnie prosiłam o spisanie i opracowanie moich wspomnień różne osoby, jednak wszyscy się bali. Wydania książki nie chciało się podjąć także żadne z wydawnictw. Propozycja wydała mi się więc interesująca, także z tego powodu, że Paweł reprezentował firmę: do której miałam zaufanie. Poza tym wydał mi się nie zmanierowany. Ostatecznie więc zgodziłam sią na przyjęcie jego oferty. 3 kwietnia 1992 r . zawarłam umowę z Polską Oficyną BGW proponowaną przez Rabieja, gdzie wypłacono mi 5 mln zaliczki.
- Po drugim spotkaniu wiedziałam już, że coś jest nie tak. Paweł nie zadawał mi żadnych pytań. Po prostu nie wiedział nawet jak się do tego zabrać. Mimo tego dałam mu sporo dokumentów. Kiedy jednak dowiedziałam się, co sobą reprezentuje BGW, postanowiłam zerwać umowę i tu zaczęły się kłopoty. Nie znałam jego adresu na Żoliborzu, na ul. gen. Zajączka ponieważ wtedy, gdy o niego prosiłam powiedział mi, że zmienia miejsce zamieszkania. Teraz wiem, że było to oszustwo. Problemów przysporzyło mi także odnalezienie Pawła Rabieja w "Trójce" gdzie - jak się okazało - nie jest stałym pracownikiem, lecz jedynie pracuje na umowę zlecenie. Gdy w końcu udało mi się jednak z nim skontaktować, usłyszałam, że wszystkie materiały znajdują się w sejfie prezesa BGW Romana Górskiego. Zastanowiło mnie wówczas w jaki sposób i kiedy Paweł Rabiej pracuje nad książką. Tym bardziej zdumiewający był dla mnie pośpiech w jakim chciano ją wydać (31 sierpnia 1992). Paweł rozmawiał ze mną coraz mniej i odniosłam wrażenie, że wręcz mnie unika. 6 maja umowę zerwałam, zwróciłam zaliczkę, a dokumentów, mimo moich żądań nie zwrócono mi. Rabiej przyniósł mi tylko te materiały, których nie przyjął mu Górski. Powiedziałam wówczas Pawłowi, że w żadnym wypadku nie ma prawa wykorzystywać żadnych nagrań ani materiałów, które mu dałam. Po raz kolejny zażądałam ich zwrotu. Pan Paweł Rabiej powiedział mi, że ma trudności z odzyskaniem ich od pana Górskiego. A potem ukazała się notatka w „Gazecie Wyborczej", że pobito Pawła Rabieja i skradziono materiały do książki. Wiem kim jest Adam Michnik. Jest agentem KGB i w tej sprawie „Gazeta Wyborcza" próbuje po prostu usprawiedliwiać Rabieja, aby nie oddał mi materiałów. „Gazeta" podaje, że skradziono dokumenty, więc na jakiej podstawie powstaje książka?
- Dokumenty te, to głównie listy z przeprosinami od ludzi, w tym także od moich znajomych, którzy nie rozumiejąc mnie potępiali, gdy odważyłam się skrytykować publicznie Lecha Wałęsę. To także listy od prokuratora wojewódzkiego Gdańska, który przeprasza mnie za przykrości, jakie spotkały mnie ze strony SB i UB choć był przecież jednym z nich. To również - bardzo cenne dla mnie - zdjęcia ze strajków, wizyty Papieża oraz mojej wizyty w Watykanie. Sugestie, że materiały te mogły kogoś skompromitować i stały się przyczyną pobicia Pawła Rabieja są niewłaściwe. Twierdzę, że nie było żadnego włamania i żadnych pobić. Paweł Rabiej nie miał u siebie materiałów, więc nikt nie mógł mu ich ukraść.
- Myślę, że albo ktoś chciał zrobić na mnie pieniądze, albo mnie skompromitować, że pokumałam się  z komuchami. Tak jak próbuje to robić Urban, który stał się ostatnio moim troskliwym opiekunem. A przecież to on wykreował taki scenariusz, że nie mam z czego żyć, że muszę procesować się o emeryturę. Pan Górski dał mi 5 mln. zaliczki aby potem napisać to, co sam będzie chciał i na co ja nie miałabym już wpływu.
- Odstąpiłam od zamiaru wydania książki w BGW nie dlatego, że ktoś mnie przestraszył, choć otrzymałam anonimy, w których grożono mi śmiercią. Przeraziłam się dopiero wówczas, gdy dowiedziałam się co to jest BGW. Myślę, że Paweł Rabiej pełnił jedynie rolę pośrednika, natomiast prawdziwym autorem miał być jeśli nie Roman Górski, to jakiś inny cwaniak z BGW. Tak, bałam się jedynie tego, że nie będę miała wpływu na to, co znajdzie się w tej książce. Nigdy nie stałam o swoje życie, bo ono jest niewiele warte.
- Zamierzam sama spisać swoje wspomnienia. Oczywiście w książce napiszę także o tym, o co najczęściej pytają mnie ludzie na moich spotkaniach, o kontaktach z Lechem Wałęsą, o propozycjach stanowiska ministra spraw zagranicznych i dużych pieniądzach w zamian za to, że choć prywatnie odwiedzę Belweder. Napiszę też o tym, jakiego podstępu użyło wobec mnie BGW i jaką rolę odegrał w nim Rabiej. To jest przecież częścią mojego życia. (Beata Kostrzewska)"

image(txt)

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura