Blog
.
szpak80
43 obserwujących 1153 notki 1121109 odsłon
szpak80, 2 czerwca 2018 r.

Zmyślona w XIX w. "legenda"...

234 1 0 A A A

...o Stanisławie i Annie Oświecimach

Przy średniowiecznym kościele ojców franciszkanów w Krośnie ufundowana została przez Stanisława z Kunowy Oświecima w latach 1647-1648 kaplica grobowa rodu Oświecimów, jedna z najcenniejszych kaplic wczesnobarokowych na polskiej ziemi. "Na bogatym marmurowym portalu, w ścianie lewej nawy kościoła, znajduje się tzw. nasadnik (tablica) z fundacyjnym łacińskim napisem i datą. Pierwszą część napisu stanowi inwokacja do Boga, Najświętszej Maryi Panny, św. Stanisława Biskupa i Wszystkich Świętych; następnie w dosłownym tłumaczeniu następują słowa: „(...) na wieczną zbożną pamiątkę, szlachetnej Annie z Kunowy Oświęcimównie, najukochańszej siostrze, wielce żałosny i stroskany brat Stanisław z Kunowy Oświęcim (...) na znak wiekuistej miłości, którą i sama śmierć nie przerwała, pogrążony w smutku i żalu; również swoim przodkom, sobie i potomnym następcom, tę kaplicę jako dom modlitwy dla żywych, grób zaś jako miejsce wiecznego spoczynku dla umarłych, od fundamentu wystawił w roku od urodzenia Pańskiego 1647”. O nagrobnym charakterze kaplicy świadczą portrety członków rodziny jej fundatora, Stanisława Oświęcima z Kunowy, dworzanina króla Władysława IV, właściciela Potoka i Turaszówki. Portret fundatorski, wielkości naturalnej, przedstawia Stanisława w stroju szwedzkim [można znaleźć też informację, że jest to strój francuski, tak czy inaczej warto nadmienić, że Stanisław walczył przeciwko Szwedom]; po przeciwnej stronie wizerunek tej samej wielkości wyobraża jego przyrodnią, w wieku 21 lat zmarłą siostrę Annę (+ 1647 r.) [obrazy nieznanego artysty a przypisywane Matiasowi Czwiczkowi]. Znacznie mniejsze portrety rodziców fundatora, jego macochy i brata umieszczone zostały również na ścianach kaplicy. Pod kaplicą znajduje się krypta grobowa. Napisy grobowe na ścianach świadczą, że chowani tu byli różni członkowie rodziny Oświęcimów. Jednak w samym środku, na podium, wyeksponowane są dwie trumny ze zwłokami Stanisława i Anny".

image image

Okoliczności te posłużyły do wymyślenia w XIX w. legendy o kazirodczej miłości siostry i brata - Stanisława i Anny, z Rzymem i papieżem w tle. Z opisów dowiedzieć się można, że po raz pierwszy "legendę" opublikowano w druku w 1812 r. w Gazecie Lwowskiej (nr 155 chyba się nie zachował), częściej wzmiankowana jest publikacja z 1840 r. (Starożytności galicyjskie). "Spisana jego wersja podaje (zamieszczały ją galicyjskie czasopisma, zwłaszcza w pierwszej połowie XIX w.; Starożytna Polska, Lwowianin, Starożytności Galicyjskie), że Stanisław Oświęcim tak bardzo zakochał się z wzajemnością w rodzonej siostrze Annie, iż udać się miał do Rzymu po dyspensę od papieża na upragniony ślub. Otrzymał ją po wielu trudnościach, a kiedy powrócił do domu zastał swoją siostrę-narzeczoną na łożu śmiertelnym. Umierać miała z tęsknoty za Stanisławem, a może z radości na wieść o dyspensie? Po śmierci Anny, z tęsknoty miał umrzeć i Stanisław". Było kilka wersji tej opowieści, podkładką dla jej wymyślenia jest epoka romantyzmu, a  reklamowano ją w ten sposób: "…Francja szczyci się grobowcem Abelarda i Heloizy, jeżeli Włochy z chlubą pokazują szczątki Laury i Petrarki, to i nasza kraina pochwalić się może miejscem spoczynku dwojga kochanków…”, dorzucano też Romeo i Julię. Tam mają takie historie a wy macie...związek kazirodczy brata i siostry, z Rzymem i papieżem w tle. Pechowo już w połowie XIX w. Karol Szajnocha, ojciec znanego geologa, odnalazł Diariusz Stanisława z Kunowy Oświecima - "różnych poselstw i mów polskich", "są tu jeszcze opisy wszystkich prawie głośniejszych zdarzeń, odznaczających ostatnie lata króla Władysława IV a pierwsze Jana Kazimierza". Diariusz, zawierający opis spraw publicznych został przez kogoś wybrakowany w kilku miejscach - "Brak mu naprzód pierwszych 180 stronnic, na których mieściły się może opisy miejsc i wypadków poprzedzające najwcześniejszą datę rękopisu pozostałego [tj. 1643]". Za opisem: "Zaczem otwiera się szereg doniesień politycznych, zajmujący w jednym ciągu 28 stronnic, a datowany: z Hollandyej..., z Warszawy..., z Pragi, z Drezdy, z Lipska, z Londynu, z  Frankfortu, z Paryża, z Niemiec, z Gdańska... Kopia listu od jednego konfidenta...". I na koniec charakterystyki z połowy XIX w.: "Co zaś do historyi sejmów ówczesnych, a zwłaszcza zamierzonej wojny tureckiej, ta szerokim opisem sejmików w Opatowie i czynności sejmów warszawskich w latach 1646 i 1647 (str. 922, 948, 978) tudzież całkowitem umieszczeniem (str. 888 i dalej) różnych tamtoczesnych pism w tym przedmiocie, zajmuje niepoślednią część całego manusktryptu. Najobszerniej przecież opisane są (str. 1017-1052) sprawy kozackie z pierwszej połowy r. 1650 i wojna kozacka roku 1651. Tu wszystkie towarzyszące okoliczności, jako to: pospolite ruszenie, zwycięztwo pod Beresteczkiem, pokój w Białej Cerkwi, i ruchy ludu podgórskiego pod znanym Kostką Napierskim, występują w daleko dokładniejszym niż gdziekolwiek indziej opisie. Dociągnięte aż do ostatniego grudnia r. 1651, zajmują one 133 ściśle zapisanych stron rękopismu. Na nich też kończy się cały egzemplarz diaruysza, będącego w posiadaniu zakładu Ossolińskich". A to charakterystyka współczesna: "rękopis pochodzący ze zbiorów Ossolinium nie jest kompletny, brakuje w nim zapisów opisujących wydarzenia z drugiej połowy grudnia 1647 r. do 1649 r. oraz od 6 kwietnia 1650 r. do końca tego roku. Oczywiście Diariusz był znacznie obszerniejszy. W zapisach dziennika Oświęcimia znajdują się odniesienia do wcześniejszych zapisów z tamtych lat, dla których nie ma stron w rękopisie z biblioteki Ossolineum".
Zapis wydarzeń z okresu rozgrywania się "legendy" zachował się jednak w całości. Szajnocha w podsumowaniu o zmyślonej "legendzie": "Im dalej wstecz tym zupełniejszy brak wszelkich śladów tej bajki. Nie masz żadnego o niej wspomnienia w dawniejszych historyczno-geograficznych wzmiankach o Krośnie". Wszystko nie tak. Stanisław wracał nie z Rzymu a z Sejmu w Warszawie, w ogóle rzadko bywał w domu, nawet jeśli miał okazję, a do Rzymu udał się trzy lata po śmierci siostry, w 1650 roku. I tak dalej...
z XIX w.: "Aby i po śmierci mógł widywać swą kochaną Annę, kazał w trumnie zrobić szybkę".
Diariusz: "...(wreszcie 13 b.m.), małoco przed południem ducha swego panieńskiego omnibus sacramentis dobrze uzbrojonego Panu Bogu oddała, a nas pozostałych nienagrodzonego nigdy nabawiła żalu, a niemniej wszystkę okolicę i sąsiadów, którzy jako za żywota przystojność jej i urodę kochali, tak i po śmierci bez przestanku ciało nawidzali, życząc ją jeszcze i umarłą widzieć; dla czego i okno się musiało w trumnie wyrznąć".
"(Str. 976) "6 (Martii). Zamyśliwszy zaraz po śmierci kochanej siostry wystawić kaplicę na cześć i chwałę Panu Bogu a przytem i kochanej siostrze aliisque successoribus reconditorium i domek wieczny na oczekiwanie w nim strasznej trąby ostatniego sądu, a życząc sobie mieć jak najlepszego do tego architekta, wyjechałem do Przemyśla, dla zaciągnienia p. Petroniego, Włocha, cesarskiego architekta, tam natenczas kwoli niektórym fabrykom, mieszkającego".

Jeszcze jeden przywoływany współcześnie fragment "legendy", autor to Ludwik Zejszner (o którym dalej), w publikacji z 1848 r. w zaborze austriackim. Z moim uzupełnieniem, tam gdzie skrócono:
"I tu schowane są resztki czarującej piękności, nieporównanych wdzięków Anny, którą pokochał brat rodzony, Stanisław (…) [dworzanin Władysława IV, pan rozpadającego się teraz zamku Odrzykoń]. Długo starał się w Rzymie o pozwolenie połączenia się ze swą siostrą (…) [miłością pałający brat, ale bezskuteczne były wszelkie starania. Po nadzwyczajnych zabiegach i prośbach, zezwolił Rzym na to połączenie, przeciwne nowoczesnym pojęciom. Aliści było zapóźno!]. Piękna Anna na kilka dni przed nadejściem pozwolenia umarła. Brat, strapiony, porzucił świat, oddał się rozmyślaniom, wystawił kaplicę i cudnego pędzla obrazem pamięć kochanej Anny uwiecznił. (…) [Cztery inne obrazy rozstawione są po ścianach kaplicy]. W grobie połączyła się ta kochająca para. (…) [;trumny Anny i Stanisława stoją przy sobie]. Aby i po śmierci mógł widywać swą kochaną Annę, kazał na trumnie zrobić szybkę".

Ten stary oszust Zejszner, tu jako etnograf, podrzucił jeszcze do tej kaplicy mumię "legendarnego" Pełki, syna zmyślonej Esterki i Kazimierza Wielkiego, a do tego na koniec zabezpieczył się, "gdyby" mumii "już" tam nie było w przyszłości:
"W tymże grobie jest jeszcze inna osobliwość: trup Pełki syna Kazimierza Wielkiego i Esterki, człowieka niezmiernej wielkości, zasuszony stoi w kącie, ciało jego nie zepsuło się bynajmniej, i wraz ze skórą zeschło. Twarz nawet zachowała dawne rysy; niezmierne czoło świadczy o jego poważnem obliczu. Kolor tego trupa zupełnie jest podobny do wysuszonej ryby, np. sztokfiszu. Życzyćby należało, aby te ciekawe pamiątki były staranniej strzeżone; wszakże to droga spuścizna ubiegłych czasów!".

Kim był Ludwik Zejszner, który zaliczył m.in. pracę w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego? Nie ma o tym w jego biogramach, ale można znaleźć potwierdzenie -
Dr Maria Polaczkówna, "Michał Wiszniewski 1830-1848", wyd. Kraków, 1910 r.:
"Ludwik (Zeuschner) Zejszner był członkiem karbonarów w Krakowie. A K. L Akta 1846 F. 90, zeznania Lesława Łukaszewicza".
A więc Zejszner - od propagowania kłamstwa o miłości kazirodczej rodzeństwa - był węglarzem - członków tej "międzynarodowej mafii lewicowej", służącej też za agenturę (jak to z masonerią), wyróżniał antykatolicyzm i nienawiść do papieża.
Zejszner napisał szereg prac z dziedziny etnografii - ciekawe, czy pisał pod tezę lub miał w tym, co tam nawypisywał, jakis ukryty cel. To m.in. autor Pieśni ludu Podhalan..." (możliwe, że faktycznie - jeśli nie w całości to w części - były to pieśni wymyślone przez Zejsznera).
Ludwik Zejszner (1805-1871) - jego ojciec Karol Zeuschner miał być nadwornym aptekarzem Stanisława Augusta, później prowadził aptekę w Warszawie (Księstwo Warszawskie, Królestwo Polskie). Ludwik podróżował po Niemczech, zapoznawał się z geologią i mineralogią, co miało być głównym jego zainteresowaniem przez kolejne dziesięciolecia. wykładał w kraju i w Niemczech, publikował w kraju i poza granicami, tworzył mapy geologiczne polskich ziem. "W roku 1843 Zejszner odbył podróż geologiczną w Góry Świętokrzyskie i Tatry wraz z jednym z najznakomitszych geologów działających w XIX wieku sir. Roderickiem I. Murchisonem". Zaczynał się międzynarodowy wyścig po minerały...
"W r. 1843 wydał L. Zejszner (6) kartę geologiczną Tatrów i wzniesień od nich równoległych; karta ta obejmuje Galicyę i południowo-zachodnie części Królestwa, północno-zachodnią częsć Karpat węgierskich i sięga do wielkiéj równiny węgierskiéj, okrytej najmłodszemi osadami". Na polskich ziemiach operowali w tym celu Prusacy, Francuzi, Anglicy...
Zejszner został zamordowany w tajemniczych okolicznościach w 1871 r. wśród motywów wymienia się dzisiaj rabunek lub/i politykę (Zejszner mógł być uważany w niektórych środowiskach polskich, a pewnie nie tylko polskich, za agenta). Nie będę złośliwy i nie dodam ewentualnego tła obyczajowego - zawiedzionego kochanka. Z opisów tuż po jego śmierci, wynika, że swojego przyszłego zabójcę powitał słowami: "Jak się masz? Co tutaj robisz w Krakowie?" ("zasłużonego uczonego znaleziono w łóżku zarzuconego odzieżą i pościelą, uduszonego sznurkiem okręconym koło szyi; mieszkanie było splondrowane". Stwierdzono tylko zaginięcie drobnych rzeczy, jak zegarek). Możliwość jego śmierci jako elementu wyścigu państw po minerały, nie jest w ogóle rozważana, choć można sądzić, że dawniej była - przez ówczesne czynniki. Sprawcę schwytano, a z krótkiego opracowania "W niepełnym słońcu. Człowiek, który zabił Ludwika Zejsznera", wywnioskować można, że sprawnie zatarł swoją tożsamość, bo policji i służbom nie udało się ustalić kim właściwie był ten człowiek i dlaczego to zrobił. "Można zapytać przy okazji: właściwie dlaczego państwo, władze policyjno-sądowe ck monarchii tak intensywnie próbowały dociec, kogo skazują?".

Przez dziesięciolecia sporo środków i wysiłku włożono w propagowanie tej "romantycznej" "legendy" o miłości kazirodczej - powstawały wiersze, dramat, poematy, książki, obrazy, a nawet skomponowano symfonię. A. Przyboś prof. zwyczajny PRL (1906-1990), w oficjalnym (gov) biogramie Stanisława, aż trudno uwierzyć, że tak można: "Dopiero w r. 1840 Żegota Pauli rozwinął naukową dyskusję na temat tego tragicznego uczucia, a Karol Szajnocha podjął ją w kilku swych opracowaniach". Jak w tej podhalańskiej pieśni: "A dziad wiedział, nie powiedział". Pauli od "tego tragicznego uczucia" zgromadził "pokaźny i cenny księgozbiór (7123 woluminów) obejmujący rękopisy, rzadkie polonica XV–XVIII w. (wśród nich najwięcej druków krakowskich)" a to wszystko... "pomimo skromnych dochodów".
Z kolei: "W dramacie [M.Bołoz-Antoniewicza, m.in. uczestnika 1830, 1848] jest jeszcze ciekawiej" - "Stanisław nie jest rodzonym bratem Anny, ale fakt ten trzyma w tajemnicy ksiądz — związany przysięgą. Rzym uwalnia go za późno z przysięgi — Anna umiera w chwili, gdy może zostać zupełnie legalnie żoną Stanisława. Umiera — złamana napaścią na zamek warcholskiej szlachty, prowadzonej przez swego niefortunnego konkurenta". Nie powstrzymała tego wszystkiego praca K. Szajnochy demaskująca kłamstwo. Jak prześmiewczo odnotował jeden ze współczesnych opowiadaczy: "Stanisław pewnie przewracałby się w grobie słysząc bohaterem jakiej legendy go uczyniono". Czy sam Stanisław z Kunowy Oświecim, mógł czymś jakoś szczególnie podpaść, że stał się celem? Stanisław przez dziesięciolecia brał udział w szeregu wojen, między innymi walczył przeciw Kostce Napierskiemu - obcemu agentowi, występującemu pod legendą "przywódcy powstania ludowego". Stanisław został wraz z Lubomirskim w celu stłumienia tej dywersji odesłany przez króla spod Beresteczka. "Napierski" to bohater "międzynarodowej mafii lewicowej", protokomunistów a później także komunistów. Być może tym podpadł Stanisław obskurantom w fartuchach. Opowieść o tej "miłości" kojarzy się też z Sienkiewiczowskim: "To łgarstwo! Miłościwy panie! Książę Bogusław łże jak pies, chcąc wroga swego pohańbić!". Za komuny "legendę o miłości" dostali lub wzięli "na warsztat" - Mojsze Agatstein vel Mieczysław Jastrun i Miron Białoszewski, a pean na część Kostki Napierskiego napisał komunista Kersten. Wcześniej m.in.: "Czwarty poemat symfoniczny Mieczysława Karłowicza Stanisław i Anna Oświecimowie op. 12, ukończony w listopadzie 1907 roku, przez wielu muzykologów uważany jest za najdoskonalsze, szczytowe osiągnięcie w twórczości kompozytora, a także w polskiej symfonice. Sam jego twórca podkreślał ogrom pracy włożony w komponowanie dzieła, przeznaczonego na rozbudowany skład orkiestry". "Inspiracją do powstania poematu był obraz Stanisława Bergmanna, ucznia Jana Matejki, zatytułowany Stanisław Oświecim u zwłok Anny, który oglądał Karłowicz na wystawach w Krakowie i Warszawie w latach 1892-93.
"Utkwił mi w pamięci jako jeden z najpiękniejszych obrazów noszących na sobie podpis polskiego malarza" - pisał kompozytor w 1907 roku w liście do Bergmanna - "Legenda o miłości Stanisława i Anny Oświecimów pobudziła mię do napisania poematu orkiestrowego pod tym właśnie tytułem; a stało się to w znacznym stopniu za sprawą wspomnień, jakie zachowałem o dziele Pańskim".
Bergmann namalował ten obraz w 1888 r. a Stanisław - walczący ze Szwedami, tutaj też ubrany został w strój szwedzki.
image

Stanisław Oświecim zmarł we wrześniu 1657, pół roku po marcowym najeździe wojsk Rakoczego, które zniszczyły jego wsie Potok i Turaszówkę.

Opublikowano: 02.06.2018 12:14.
Autor: szpak80
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @politically.correct  Według zawiadujących założonymi przez niego fundacjami wciąż żyje -...
  • Bruno. Dzięki.Raczej nie, albo raczej tak, w tym biogramie nic nie ma na ten temat, w samych...
  • Ciecie z administracji Salon24.pl zamienili platformę blogową w Platfromę POlitrucką.

Tematy w dziale Kultura