Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać (Łk 14,18)
Myślenie pochodzi od wiary, ale też myślenie do jakiejś wiary zawsze prowadzi. Trywialny przykład wpływu myśli na wiarę, to „protetyka myśli”, czyli zastępowanie jakiegoś niedołęstwa myśli jej protezą, „wiarką” jawną czy zakamuflowaną, czyli jakby linkiem do myśli ludzkiej(jednak!), podobno gdzieś istniejącej, ale takiej której człowiek „chwilowo” nie ma czasu opanować. Megaprzykład takiej „schizy” to oświeceniowy optymizm na zastąpienie wszelkiej wiary, a więc także każdej religii, jakimś wspaniałym ludzkiego umysłu produktem, który „chwilowo” jeszcze nie istnieje, ale w rzeczywistości, w wielce wspaniałym wieku pary i żelaza, człowiek już łapie go za ogon.
Postępującą alienację myślenia dobitnie ilustruje przypadek fundamentalnej dla matematyki metody aksjomatycznej ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Metoda_aksjomatyczna ) i to co z „wiarkami” jej towarzyszącymi zrobił Kurt Gödel ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Kurt_G%C3%B6del ). Zachęcam poczytać o tym ze zrozumieniem, przynajmniej spróbować. Ten i poprzedni akapit powinny pomóc zrozumieć o czym chcę poniżej pisać, mnie w każdym razie pomogły. Dodam tylko, że metoda aksjomatyczna kwalifikuje się do tych obszarów działalności ludzkiej myśli, w której jak nigdzie bardziej, należałoby oczekiwać wszechmocy ludzkiego rozumu, jego pełnej autonomii, wręcz jego podniesienia do poziomu perpetuum mobile. Z tej mianowicie przyczyny, że w metodzie aksjomatycznej to człowiek sam ustala nie tylko wnioski z rozumowania, ale również ustala „zasady gry”, czyli przesłanki i reguły rozumowania, które w innych dziedzinach są zwykle z góry narzucone.
Cóż takiego wielkiego dokonał Kurt Gödel, że nikt prawie go nie zna i kto żyw gotów zamilczeć go na cywilną śmierć? Dodam, że jego śmierć biologiczna też nie należała do zwyczajnych, mianowicie umarł z głodu, w Stanach Zjednoczonych. Czego dokonał za życia? Otóż dokonał on skoku myślowego, od którego już niewielu kroków potrzeba, aby udowodnić nowe/nie nowe prawo: PERPETUUM MOBILE TRZECIEGO RODZAJU NIE ISTNIEJE. Perpetuum mobile to, jak wiadomo, coś co niezawodnie żyje wiecznie. Trochę więcej napiszę na ten temat w następnym odcinku. Na razie postaram się ująć w prostych słowach, „po chłopsku”, rezultat genialnych dociekań Gödla w dziedzinie wśród mieszkańców mojej wioski słabo rozwiniętej, czyli w podstawach matematyki tzw. wyższej.
Konkretnie ten austriacki geniusz udowodnił twierdzenia o niezupełności i niesprzeczności. Co to oznacza dla polskiego piśmiennego chłopa? Otóż Gödel, posługując się wyłącznie swoim własnym umysłem, udowodnił niezbicie, że nikt (łącznie z nim samym), kto posługuje się wyłącznie swoim własnym umysłem (jak on sam), nie jest w stanie zbudować do końca(!) jakiejkolwiek umysłowej „budowli”. Owo „do końca” jest kluczowe, oznacza, że wszystko co sam wymyślę NIE JEST DOSKONAŁE, musi mieć jakąś lukę. Używam kwantyfikatora ogólnego „wszystko” i świadomie pomijam fakt, że Gödel ograniczył się do pewnej tylko klasy teorii, takie ograniczenie musiał wprowadzić dla dowodliwości swoich twierdzeń. Wyrażam w ten sposób intuicyjne oraz indukcyjne przekonanie, że twierdzenia Gödla można używać „wszędzie” jako twardego bo matematycznego argumentu, na rzecz ograniczoności ludzkiego umysłu, czyli w praktyce jego uzależnieniu od umysłu wobec niego transcendentnego(!). W ten to sposób Gödel skutecznie wyciągnął ludzki umysł z wody złudzeń posługując się metodą „ciągnij samego siebie za twoje własne włosy”. Niestety, nie wyciągnął z tej wody wszystkich, nawet nie samych tylko łysych.
-----
Ceterum censeo Carthaginem delendam esse
vel
Naród, który zabija własne dzieci skazany jest na zagładę
--------
Wyjaśnienie do stopki.
Od początku mojej pisaniny używam tego łacińskiego cytatu z zamierzchłych dziejów naszej cywilizacji, później dodałem adekwatne tłumaczenie (czyj oryginał i tłumaczenie łatwo sprawdzić). Teraz dodam jeszcze swoje wyjaśnienie.
Skąd tutaj Kartagina? Otóż Kartagina była ostatnim dużym organizmem państwowym z tej strony Atlantyku, który duchowych podstaw swojego istnienia upatrywał w publicznym składaniu ofiar z dzieci (aborcji jeszcze nie wynaleziono). Rzym, zanim stał się na długi czas niepokonany, widział swoje "być albo nie być" w całkowitym zniszczeniu Kartaginy, aż do gołej ziemi posypanej solą. Tak też się stało - 90% Kartagińczyków zabito, reszta "uratowała się" jako towar na targu niewolników.
Jak Ci się zdaje drogi czytelniku: jesteś Rzymianinem, czy Kartagińczykiem? A może Twoje istnienie nie potrzebuje duchowych podstaw, zaś ofiara z dzieci w aborcji jest konieczna, aby się dobrze (z)bawić?
PS. Ostatnie słowo stopki "bawić" zmieniłem na "(z)bawić".
Inne tematy w dziale Polityka