Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać (Łk 14,18)
Po solidnej porcji pisania o niczym, po przerwie wielkopostnej, po przerwie dla nabrania dystansu, po przerwie dla przerwy, po przerwie na niepisanie, nadszedł czas powrotu do nieco bardziej konkretnych baranów. Trzeba znowu pomyśleć o myśleniu, a jako że nie jest to możliwe bezpośrednio, to trzeba poszukać jakiejś kolejnej analogii, która pozwoliła by choć trochę ową niedostępną myśli myśl podświetlić i z powstałego cienia próbować pośrednio odczytać jej obraz. Będzie zatem o perpetuum mobile trzeciego rodzaju, o którym już wcześniej wspomniałem. Kto wie czy ta analogia nie jest tworzywem najbliższym temu czego i tak nie uchwycimy – zatem do rzeczy.
Perpetuum mobile trzeciego rodzaju? A cóż to znowu? Niestety, aby się jakoś wytłumaczyć z tego pojęcia, trzeba znowu się posłużyć dygresją dosyć solidnych rozmiarów. Znamy swoiste sformułowanie drugiego prawa termodynamiki, używane jest tam jednak pojęcie perpetuum mobile DRUGIEGO rodzaju – używał go mój śp. Nauczyciel fizyki z liceum. Ja jednak, na potrzeby tych rozważań, postanowiłem wykorzystać tę analogię z dziedziny termodynamiki, do zilustrowania procesów myślenia, których natura, „poznawana” tylko poprzez luźne skojarzenia, wydaje się poniekąd podobna do zjawisk cieplnych - podobnie jak one stanowią jakąś sumaryczną manifestację niezwykle złożonych elementarnych zjawisk, których dokładne śledzenie nie jest dla człowieka możliwe – niemożliwe w dziedzinie termodynamiki, w obszarze myśli ludzkiej o wiele „tym bardziej”.
Jak wiadomo, druga zasada termodynamiki jest wywiedzionym z obserwacji prawem fizycznym, które nie ma zadowalającego do końca spekulatywnego dowodu (o ile wiem). Sformułowanie tej zasady za pomocą znanego pojęcia „perpetuum mobile” polega na stwierdzeniu, że NIE DA SIĘ zbudować maszyny, która będzie przetwarzać ciepło, a więc energię nieuporządkowaną, bezpośrednio w pracę mechaniczną, czyli energię uporządkowaną. Bardziej obrazowo: nie da się zbudować silnika okrętowego, który będzie czerpał energię cieplną z oceanu, z nieograniczonego w praktyce zbiornika ciepła, i po jej przetworzeniu napędzał nią statek. Zaraz, zaraz…, ale przecież silniki cieplne to dziś codzienność, przynajmniej jeden taki silnik jest w każdym samochodzie, z wyjątkiem samochodów elektrycznych, choć w pewnym tylko sensie. Tak ale..., żaden silnik cieplny NIE przetwarza ciepła w energię mechaniczną, wszystkie takie silniki przetwarzają nie samo ciepło, ale przepływ ciepła pomiędzy dwoma ośrodkami! Nie da się więc zbudować silnika, który przetwarzałby ciepło, czyli chaos, na coś nad czym możemy mieć kontrolę i wykorzystać to coś do własnych celów. Bardziej jeszcze dobitnie: nie da się zbudować urządzenia, za pomocą którego dałoby się ZMNIEJSZYĆ zastaną ilość ciepła i z powstałej różnicy zrobić jakiś użytek. Jeszcze inaczej: samo ciepło jest dla nas w sensie fizycznym całkowicie bezużyteczne, możemy je wykorzystać dopiero wówczas gdy coś się z nim dzieje i to dzianie się jest jakoś ponad nim: proces jest na zewnątrz, zjawiska cieplne są jakby otoczone przez niego. To niesamowite! Taki zwykły parowóz byłyby czymś zupełnie niezwykłym, czymś co przetwarza na użyteczną energię coś czemu wprost nie można przypisać materialnego istnienia – przetwarza przepływ, a przecież przepływ to tylko pojęcie, nie „namacalny” byt? Istny cud! Parowóz to jednak cudowna maszyna! Kocham parowozy!
Nie można przetworzyć energii cieplnej, czyli energii kinetycznej chaotycznego ruchu cząstek w energię jakoś uporządkowaną, nawet za pomocą zapadek Smoluchowskiego? A to szkoda! Ale o jak wielką energię tu chodzi, może gra nie jest warta świeczki? Dla ilustracji: sumaryczna energia zawarta w ruchu cieplnym cząsteczek 1 m3 zwykłego powietrza w temperaturze pokojowej jest równoważna, mniej więcej, energii kinetycznej pocisku armatniego średniego kalibru. Byłoby więc po co się schylić! Zdecydowanie! Niestety, człowiek nie potrafi tej energii wykorzystać bezpośrednio, musi się posłużyć strukturą zewnętrzną o innej naturze, za to ta wewnętrzna energia, również ta z tego przykładowego m3 powietrza, pozostawiona sama sobie, jako że innego wyjścia nie ma, wiedzie nas ku zagładzie, czyli ku tzw. śmierci cieplnej świata, wiedzie nieubłaganie, poprzez nieustanny wzrost entropii. To dopiero jest globalna katastrofa!
Tak więc zamiana energii cieplnej na pracę mechaniczną, energii chaotycznej na energię zorganizowaną, nie może się dokonać „wbrew samemu chaosowi”, ale jednocześnie w nim samym – nie można przykładowo „poskładać” ruchów Browna za pomocą zapadki, według idei Mariana Smoluchowskiego. Aby wykorzystać chaos do swoich celów konieczne jest posłużenie się zewnętrzną potęgą, która wtłoczy chaos w coś co go przekracza, co go organizuje w strukturę w stosunku do niego nadrzędną – perpetuum mobile drugiego rodzaju nie istnieje i nie można go wynaleźć!
Powracając do myślenia o myśleniu: perpetuum mobile TRZECIEGO rodzaju nie istnieje? Co to oznacza? Oznacza to (m.in.) że myślenie człowieka, niby jedyna sfera jego całkowicie autonomicznej wolności, nie może jednak zaistnieć w absolutnej autonomii, myśl potrzebuje jednak nieustannego wsparcia z zewnątrz, zawsze konieczna jest jakaś aktywna relacja, jakiś punkt podparcia w sensie użytym przez Archimedesa (znowu analogia), jakieś „źródło ciepła” i „chłodnica”, zawsze potrzebny jest jakiś „przepływ” – relacja nie może być martwa. Ta relacja, w porządku idei, to nic innego niż wiara, nawet jeżeli jesteśmy totalnie „niewierzący” - czasami jest to więc wiara prawdziwa, czyli zgodna z wolą podmiotu myślącego, czasami tylko wiara konieczna, konieczna do tego, aby myślenie było w ogóle możliwe, konieczna, ale nie wpływająca, w praktyce tylko do czasu, na manifestację myśli, inaczej: myślę bo muszę, jestem wszak istotą myślącą cokolwiek by to oznaczało, myślę chociaż nie wiem dlaczego i w jakim celu.
Ten ostatni wniosek jest poniekąd oczywisty – wiąże się z czymś co nazywa się wszechmocą. My poszczególni ludzie pomyśleć możemy absolutnie wszystko, nie jesteśmy w myśleniu jakkolwiek ograniczeni – gdybyśmy ostatecznie w naszym myśleniu nie byli zanurzeni w zewnętrznej, „obowiązkowej” strukturze, bylibyśmy nieograniczeni także w zakresie manifestacji myśli, w efekcie każdy z nas byłby wszechmocny. Tymczasem wszechmogący może być tylko jeden absolutnie podmiot. Dopowiadając do tego ostatniego zdania, chociaż do ostatniego zdania nie można niczego dopowiedzieć… Czyli wracając jednak do termodynamicznej analogii, można dodać dość trywialną uwagę, że umiejętność przekształcenia ciepła w coś będącego pod kontrolą człowieka, uczyniła by go wszechmocnym w dziedzinie materii i w takim kontekście panowanie nad energią jądrową, w sensie takim jak ją obecnie rozumiemy, byłoby tylko niewinną zabawką dla grzecznych, a nawet i niegrzecznych dzieci. W co się bawić?
-----
Ceterum censeo Carthaginem delendam esse
vel
Naród, który zabija własne dzieci skazany jest na zagładę
--------
Wyjaśnienie do stopki.
Od początku mojej pisaniny używam tego łacińskiego cytatu z zamierzchłych dziejów naszej cywilizacji, później dodałem adekwatne tłumaczenie (czyj oryginał i tłumaczenie łatwo sprawdzić). Teraz dodam jeszcze swoje wyjaśnienie.
Skąd tutaj Kartagina? Otóż Kartagina była ostatnim dużym organizmem państwowym z tej strony Atlantyku, który duchowych podstaw swojego istnienia upatrywał w publicznym składaniu ofiar z dzieci (aborcji jeszcze nie wynaleziono). Rzym, zanim stał się na długi czas niepokonany, widział swoje "być albo nie być" w całkowitym zniszczeniu Kartaginy, aż do gołej ziemi posypanej solą. Tak też się stało - 90% Kartagińczyków zabito, reszta "uratowała się" jako towar na targu niewolników.
Jak Ci się zdaje drogi czytelniku: jesteś Rzymianinem, czy Kartagińczykiem? A może Twoje istnienie nie potrzebuje duchowych podstaw, zaś ofiara z dzieci w aborcji jest konieczna, aby się dobrze (z)bawić?



Komentarze
Pokaż komentarze