Najpiękniejszym zdarzeniem pokazującym zmagania Jezusa z bezdusznością kapłanów jest historia o cudzołożnicy. Faryzeusze wiedzieli, że dla Jezusa dobro człowieka jest ważniejsze niż prawo zakonu (odwrotnie niż dla nich). Często mówili: „Wiemy, że za nic masz innych ludzi”. I pewnego dnia wydawało im się, że znaleźli sposób na postawienie Jezusa w sytuacji bez wyjścia. Przyprowadzili do Niego kobietę przyłapaną na cudzołóstwie. Wiedzieli, że Jego uczniowie – podobnie jak ta kobieta – to „złoczyńcy”, to „motłoch”. Przypuszczali więc, zresztą słusznie, że Jezus nie dopuści do jej zabicia. Ale zupełnie nie przewidzieli, w jaki sposób ją wybroni.
Wiele razy czytałem tę historię.
Mam ją w wyobraźni w najdrobniejszych szczegółach. Widzę, jak grupka faryzeuszy ubranych w „kolorowe fatałaszki” idzie w kierunku Jezusa. Wszyscy się cieszą, są przekonani, że tym razem Jezus im się nie wymknie. Widzę w wyobraźni, jak ciągną biedną kobietę, szarpią, ubliżają jej i traktują jak śmiecia, mówiąc do niej: Ty ladacznico. Za chwilę umrzesz jak pies. Ale zanim zaczniemy rzucać w ciebie kamieniami, zrobimy z ciebie jeszcze jeden użytek. Widzę ogromne przerażenie w oczach tej biednej kobiety – miała przecież świadomość, że za chwilę spotka ją straszliwa i bolesna śmierć. Widzę, jak już podchodzą do Jezusa siedzącego na kamieniu i mówią: No to powiedz nam, wielki nauczycielu – z drwiną – co mamy zrobić z tą ladacznicą? Przed chwilą przyłapaliśmy ją z jednym facetem, jak… no, wiesz. Mojżesz kazał nam takie kamienować. A jakie jest twoje zdanie?
W pełni rozumiem strategię Jezusa, który milczy. W ogóle nie zwraca na faryzeuszy uwagi i rysuje palcem jakieś gryzmoły na piasku. Oczywiście wie, w jakim celu przyszli i na co liczą. Lekceważy ich. A ci się denerwują i jednocześnie są coraz bardziej pewni swego – że postawili mojego Najlepszego Przyjaciela pod ścianą. Myślą, że Jezus zupełnie nie wie, co zrobić, i dlatego właśnie nic nie mówi. Wciąż bawi się piaskiem. Gdy tracą cierpliwość i coraz agresywniej domagają się odpowiedzi, Jezus, jakby nigdy nic, mimochodem, każe im ją ukamienować: Na co czekacie? Zacznijcie rzucać kamienie. Zróbcie to, co wam Mojżesz nakazał. Podnosząc kamień z ziemi, wskazuje nawet, który z nich ma rzucić ten kamień pierwszy: „Niech pierwszy rzuci ten z was, który jest bez grzechu” . Oczywiście przewidział, jaka będzie reakcja: nikt nie się odważył wziąć kamienia z ręki Jezusa.
Jezus zdawał sobie sprawę z tego, że nie może im nakazać, aby się zlitowali nad tą kobietą, że nie może odwołać się do ich sumienia w tak bezpośredniej formie, bo Go oskarżą o złamanie prawa mojżeszowego, a przede wszystkim nie posłuchają i w końcu i tak ją uśmiercą.
Użył perfekcyjnej manipulacji, ale w pełni usprawiedliwionej. Zdecydował się na nią z wielkiej miłości do tej biednej kobiety i do mnie – osoby poznającej szczegóły tego wydarzenia. Wówczas, chyba jedyny raz, potraktował faryzeuszy tak jak wszystkich innych – odwołał się do ich sumienia i dobroci, ale właśnie jak wytrawny psycholog, jak najdoskonalszy z psychologów, jak ojciec psychologii społecznej.
I jaki odniósł skutek? Wszyscy odeszli zawstydzeni; pokazał im, że nie będąc bez winy, osądzali innych i, co gorsza, chcieli zabić człowieka takiego samego jak oni.
Pięknie brzmią też słowa Jezusa, które wypowiada, gdy niedoszli kaci już się oddalili i gdy, będąc sam na sam z biedną kobietą, pyta ją, wciąż nie podnosząc głowy i nadal rysując coś na piasku: „Gdzie są ci, co cię jeszcze przed chwilą oskarżali?”. Ona odpowiada: „Poszli, Panie”, na co On dodaje: „I ja cię nie oskarżam. Idź i nie grzesz więcej”
Inne tematy w dziale Społeczeństwo