Blog
Kondominium niemiecko-rosyjskie pod żydowskim nadzorem
Joanna Mieszko-Wiórkiewicz
Joanna Mieszko-Wiórkiewicz quod verum est, meum est
56 obserwujących 319 notek 519618 odsłon
Joanna Mieszko-Wiórkiewicz, 30 stycznia 2011 r.

Operacja Northwoods w Smoleńsku?


Ostatnie dywagacje mojego wielce szanownego kolegi Free Your Mind  i jego nie mniej szanownych współdyskutantów na temat prawdopodobieństwa insceniazcji katastrofy w pobliżu lotniska Sieviernyj napełniły mnie otuchą, że może nasz Sherlock Holmes i towarzyszący mu Doktorzy Watsony obojga płci zbliżą się do Prawdy o Katastrofie na wyciągnięcie ręki. Z utęsknieniem czekają na to dusze naszych Zmarłych.

  Przypuszczenie to pojawiło się za sprawą pewnego anonimowego blogera, przedstawiającego się jako emeryt US Navy już w kilka dni po katastrofie, ale większości wyjaśnienia te wydawały się zbyt szalone. FYM wrócił do tego w maju (tutaj) po to, aby hipotezę tę odrzucić. Tymczasem ceniony specjalista od terroryzmu, dziennikarz śledczy i krytyczny pisarz-dokumentalista z Monachium o polsko brzmiącym nazwisku Gerhard Wiśnewski, który jako JEDYNY w NIEMCZECH nie dał się omamić lejącą się z mediów rosyjską propagandą na temat katastrofy, w czerwcu ogłosił na swojej tłumnie odwiedzanej stronie arytkuł sugerujący zastosowanie w Smoleńsku scenariusza znanego pod tytułem: „Operacja Northwoods” (link do Wikipedii z angielskim opisem tutaj). Gerhard Wiśnewski w lipcu dał wywiad do „Nowego Państwa”, a niedawno można go było przeczytać w „Naszym Dzienniku”. Nie jest to więc osoba w Polsce nieznana.  

Po przeczytaniu intensywnej dyskusji u FYMA postanowiłam po części przetłumaczyć artykuł Wiśnewskiego, po części omówić, dodając fakty, o których w czerwcu nie mógł on wiedzieć. Artykuł ten bowiem wspiera w logiczny sposób tezę o dwóch samolotach choćby na zasadzie uniwersalnego prawa: „Wszystko już było”. Służby bowiem, to organizacje mało kreatywne i podobnie, jak progarmy „Mam talent” czy „Taniec z gwiazdami” chętnie korzystają ze starych sprawdzonych wzorów. A wiele wskazuje na to, że tak było i w tym wypadku. Ale oddajmy głos Gerhardowi Wiśnewskiemu:


 

Jakichżeż to już wyjaśnień nam nie obiecywano: że będą „pełne” albo „bezwzglądne”, a Roland Koch ( polityk niemiecki) wymyślił nawet „najbrutalniejsze z możliwych” I nawet rosysjki premier WłodzimierzPutin przyrzekł po „upadku samolotu” w Smoleńsku10 kwietnia wyjaśnienie. W tym wypadku „pośpieszne”. Lecz jak zawsze to bywa, tego rodzaju zapowiedzi nijak się nie mają do późniejszych wyników....


Przyrzeczenie „szybkiego i pełnego” śledztwa w tego rodzaju katastrofie spełnia rolę pigułki na uspokojenie dla opinii publicznej. Wszelkie pytania i wątpliwości, także te dotyczące podejrzanych wypadków już po „upadku samolotu” zostaną w ten sposób psychologicznie skanalizowane i publiczność będzie w ten sposób otumaniona. Kolejna korzyść dla rządzących negatwnych elit wynika z uzyskania odpowiedniej porcji czasu. Jak każdemu wiadomo, publiczne zainteresowanie opada dość gwałtownie i w ciągu kilku tygodni znajduje się poniżej poziomu reakcji, tzn. takiego poziomu, ponad którym politycy i elity rzeczywiście musieliby coś przedsięwziąć. Nacisk społeczny oraz uwaga dla tematu załamują się bardzo szybko, gdy „pełne wyjaśnienie” kurczy się od powszechnego społecznego oczekiwania do sprawy zajmującej marginalną grupę ludzi.

Jak Wam się wydaje? Ile takichśmiertelnie pełnych wyjaśnień” porasta pleśnią w szafach z aktami?


Wszystkie niewyjaśnione zamachy mają ten wspólny mianownik, że – po pierwsze -powiodły się mimo wszelkiego prawdopodobieństwa, i po drugie – że, jakżeby inaczej – muszą zostać w pełni wyjaśnione. Albo bezwzględnie lub najbrutalniej. Albo właśnie „pośpiesznie”. I tym samym znowu wylądowaliśmy przy Włodzimierzu Putinie.”

Fakty! Fakty!

 

Ale zacznijmy od faktów, które znamy: 10 kwietnia o bliżej niesprecyzowanej porannej godzinie państwowy samolot Tu-154 z wojskową załogą i cywilnym z Prezydentem RP z liczną delegacją podobno runął z niewielkiej, bo kilkumetrowej wysokości w odległości 80 metrów w lewo od ścieżki schodzenia na lotnisku Północnym (Sewiernyj) w Smoleńsku. Na pokładzie znajdowało się oprócz Prezydenta 95 lub 96 osób, w tym elita polskiej, krytycznej wobec Rosji prawicy oraz prawie wszyscy szefowie polskich władz wojskowych. Delegacja była w drodze do Katynia, gdzie planowane były uroczyste obchody 70 rocznicy wymordowania przez sowietów 22 tysięcy polskich oficerów. Nie wiemy, jak wyglądał sam moment katastrofy. Nikt, absolutnie nikt jej nie widział, ani nie słyszał. Panująca nagle mgła mogła osłabić ostrość widzenia, ale nie mogła przeszkodzić słyszalności.


Chociaż – jak wskazuje dotyczczasowe doświadczenie -po rzekomym upadku większość pasażerów powinna ocaleć (podobno płaski nalot w lesie) wszyscy byli w sekundzie zabici na śmierć. W teorii militarnej taki wypadek można nazwać „decapitation strike”.Chyba nie ma polskiego terminu. Można by powiedzieć: uderzenie  na ośrodki dowodzenia i kierowania panstwem. Oznacza to wyjściową sytuację w teorii uderzenia nuklearnego, kiedy cała ławica bomb atomowych wysyłana jest jednocześnie i równolegle na siedziby rządu oraz kwatery główne przywództwa wojskowego. Chodzi o to, aby w pierwszej kolejności unieszkodliwić ośrodki dowodzenia (stąd – decapitation – pozbawienie głowy).

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Komentarze niemerytoryczne są usuwane. Autorzy komentarzy obraźliwych są blokowani.

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • Kim jest niejaki Smarzowski? Czy to syn sekretarza powiatowego PZPR? Co go łączy z pedofilem i...
  • @kolumb855  Jeszcze jedno; narzeka pan, że nie rozumie związku pomiędzy sytuacją z Haną...
  • @kolumb855  "Polscy, w większości niedouczeni, politycy nie gęsi, swój język mają i w...

Tematy w dziale