62 obserwujących
365 notek
578k odsłon
3369 odsłon

Zaczadzeni smoleńską mgłą?

Wykop Skomentuj81

 

W szesnaście miesięcy po 10 Kwietnia 2010 „Katastrofa smoleńska “ to nadal fakt wyłącznie medialny. I to puchnący fakt medialny. Widać to na półkach księgarń oraz produkcji video-medialnych i wzroście nakładów niektórych gazet. Pomimo rozległych poszukiwań w wykonaniu redaktor Gargas („mój 4-letni wnusio widział!“), nie ma ani jednego świadka, który widział i słyszał spadający samolot Tu154M 101 na rubieżach lotniska Sewerny. Nikt inny świadków nawet nie szukał. Wiadomo przecież, że z oczywistych powodów takowych nie ma. Niestety.

 


Poza niewielką grupą zaangażowanych osób zbierających się na blogu Free Your Mind (tutajoraz dociekliwym i niecierpliwym polecam  "ZESTAWIENIA")nikt inny nie wydaje się być bezpośrednio zainteresowany w wyjaśnieniu zdarzeń poczynając od co najmniej 7 kwietnia, odprawy na lotnisku, samego przelotu i zdarzeń prowadzących do katastrofy (włącznie z trajektorią lotu). 

Gdyby wydarzyła się pospolita, schematyczna katastrofa w ruchu lotniczym, to wszystko z nią związane byłoby łatwe do opisania i objaśnienia. Ofiary zwykłych katastrof lotniczych — zdarzeń tak niesłychanie rzadkich, że aż relacjonowanych w głównych dziennikach telewizyjnych jako ewenement — odnoszą rany i uszkodzenia, które niekoniecznie są śmiertelne. Samoloty budowane są tak, by szansa na przeżycie upadku i następującą ewakuację była wysoka. Stąd spadanie z wysokości 5 piętra na miękką ziemię nie oznacza, że wszystkich pasażerów co do jednego spotkałaby natychmiastowa śmierć. W wypadkach porównywalnych z tym, który miał się wydarzyć na polance wśród krzaków porastających obrzeża smoleńskiego lotnisko Siewierny, należy się spodziewać że przeżyją wszyscy lub prawie wszyscy pasażerowie.
Pomimo upływu czasu i zaangażowania sił i środków dwóch głęboko zaprzyjaźnionych, demokratycznych (!)  państw do tej pory nie wiemy, GDZIE, JAK i KIEDY zginęli członkowie polskiej Delegacji. 
Ale Rosjanie podobno mają przeprowadzić u nas jakieś ekshumacje, więc zatrudnią fachowców i dokładnie nam tyle, ile należy powiedzą.


Firma marketingowa zatrudniona przez rosyjski MAK do napisania raportu nie miała łatwego zadania, bo skoro nie da się łatwo wytłumaczyć żonie, dlaczego jechało się dwa i pół dnia do Smoleńska, zamiast polecieć tam w ciągu godziny z Prezydentem i całą delegacją, to cóż dopiero wytłumaczyć światowej opinii publicznej, że było, jak nie było.
Ale Wania tłumaczyć potrafi. Poza tym światowa opinia publiczna jest głupsza od najgłupszej żony, więc nie trzeba się wysilać. A polska opinia publiczna jest podobno i tak dziesięć lat za Murzynami, więc null problemo

 
    Wysoka Komisja ministra Millera miała jeszcze trudniejsze zadanie. Należało o owym FAKCIE MEDIALNYM stworzyć „naukowy“ raport, lecz bez pomocy naukowych i bez preparatów. Raport, który miał być do tego w dużej mierze kompatybilny z „raportem“ MAKowskim, ale powinien posiadać także „plusy ujemne“ dla odróżnienia. No, a przede wszystkim nie mógł zaszkodzić bezpośrednim szkodnikom. To dopiero logiczna, ontologiczna i nade wszystko polityczna ekwilibrystyka. Pleć Pleciugo! Ale udało się. Konferencja się odbyła punktualnie, mikrofon podawano i odbierano sprawnie, salę opróżniono i zamknięto w przewidzianym czasie.  
Można powiedzieć- rząd znowu zdał egzamin. Wszystkich członków komisji awansować i przedstawić do odznaczenia! I po skórzanej piłce od Płemieła! 

  Nie mam zatem – jako obywatel – powodów do narzekań. Medialnej piany nabito dosyć. Starczy na bezy dla każdego. Tym bardziej, że tego rządu nie uważam za własny, ba, nawet nie uważam za demokratycznie wybrany! Więc co mi za różnica, czy Komisja min.Millera była prawo- czy nieprawomocna?  Oczywiście, że  NIEPRAWOMOCNA! Co do tego wątpliwości nie mają także autorzy artykułu odnoszącego się do zaperezntowanych przez Millera & Co rewelacji – bardzo przeze mnie cenieni dziennikarze śledczy panowie Misiak i Wierzchołowski z Gazety Polskiej(patrz tutaj). Nie przeszkadza im to zaangażować swoje sprawne pióra do uwarygadniania tego nieprawomocnego guza na zdrowym ciele polskiej demokracji i w obszernym artykule zaciekle polemizują z produktem science-fiction spłodzonym w pocie czół przez Komisję Millera (czy nie lepiej by było iść w ślady Rosjan i zatrudnić do tego celu agencję marketingową?).
 Reporterzy Misiak i Wierzchołowski piszą już na początku tak:
  "Członek komisji, ppłk Robert Benedict, odpowiadając na pytanie dziennikarza „GP”, do końca bronił fałszywej tezy, że samolot aż do chwili uderzenia w ziemię był całkowicie sprawny. Gdy spytaliśmy, czy w takim razie myli się komisja MAK, która w raporcie stwierdziła, że główny komputer pokładowy przestał działać około 15 m nad ziemią, wówczas „niewidzialna ręka” wyłączyła mikrofon, a kierująca konferencją rzecznik ministra Millera, Małgorzata Woźniak, natychmiast przekazała głos dziennikarzowi w przeciwnej części sali."

Zawodowa solidarność nakazuje mi pełną empatię z panami Misiakiem i Wierzchołowskim. To przykre, kiedy człowiekowi wyłączają mikrofon. Zastanawia mnie tylko, czy rosyjski MAK potrzebuje Gazety Polskiej, żeby popularyzować w Polsce produkty swego marketingu? Czyżby byli aż tak przebiegli? I czy rząd Donalda Tuska nie chce tego samego? Czy ktoś tu widzi jakiś konflikt interesów? Co na to dziennikarze śledczy? 

Wykop Skomentuj81
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale