64 obserwujących
370 notek
631k odsłon
  7014   0

Smoleński FMS? Amerykanie nie robili żadnych ekspertyz!

Czy trzeba być aż matematykiem albo fizykiem, aby pojąć, że wychodząc z fałszywych danych nie można dojść do prawdziwego wyniku? Czy gospodyni domowa by upiec ciasto, doda do maki zepsute jajko? Czy kierowca, aby dojechac do celu, wleje do baku samochodu trefne paliwo?No, ale "amerykański fizyk" potrafi. 

 

W rozmowie Piotra Falkowskiego z  dr Kazimierzem Nowaczykiem w dzisiejszym wydaniu "ND" bez zaskoczenia przeczytałam po raz kolejny stwierdzenie pana Nowaczyka, że: "

"podjąłem pierwszą próbę naukowej analizy, przyjmując jako punkt wyjścia dane odczytane przez ekspertów firmy Universal Avionicsproducenta urządzeń TAWS (system wczesnego ostrzegania przed zderzeniem z ziemią) i FMS (komputerowy system sterowania lotem). "

Niestety, pan Nowaczyk  od kilkunastu miesięcy wprowadza w błąd opinię publiczną utrzymując, że eksperci w Redmond/USA odczytywali jakiekolwiek dane z dostarczonego im przez rosyjski MAK komputera pokładowego TAWS,  który miał rzekomo należeć do wyposażenia Tu154 M-101nr seryjny 90A837, jaki rzekomo rozbił się na lotnisku Sewernym. Pisałam już o tym tutaj:
 
oraz otrzymałam na to list od p. Antoniego Macierewicza, który przyznał mi rację (link niżej)

Tymczasem, ujmując to najkrócej w punktach, fakty są następujące: 

  1. Amerykańska NTSB (National Transportation Safety Board) nie wykonywała żadnych badań, bo nie ma takiego prawa.Badania wykonywał MAK,wszystkie od A do Z.
  2. MAK zwrócił się o pomoc prawną do strony konwencji ICAO (International Civil Aviation Organization)- NTSB w badaniu skrzynki FMS i TAWS wyprodukowanej przez firmę amerykańską, czyli z jurysdykcji NTSB 
  3. NTSB w ramach pomocy przekazał materiały do Redmond, a otrzymane wyniki przekazał do MAK. Fachowcy w Redmond odczytali zamówione wybrane dane i zwizualizowali je na papierze. Nic ponadto. Nie wypowiadali się na tematy wiarygodności lub integralności tych danych, bo nie byli o to pytani.
  4. MAK na mocy konwencji ICAO przekazał swój raport ze śledztwaz odczytami z Redmond do publikacji w NTSB.
  5. NTSB opublikowała raport MAK z zaznaczeniem autorstwa MAK. (Notabene: Widnieje tam do dziś godzina zdarzenia 8.56!)
  6. NTSB i w ogóle Amerykanie nie mogli i nie wykonali niczego w tej sprawie, poza rolą skrzynki pocztowej, zatem nie mogli nic z własnej inicjatywy badać,ogłaszać, publikować, ponad to, co zostało zlecone przez Rosjan. Nie są oni bowiem prawnie zainteresowaną stroną w tej sprawie. Wszystko, co mogli, to spełnić czyjeś prośby na mocy umówmiędzynarodowych.
  7.  Redmond  wykonało zlecone przez NTSB odczytanie danych ze skrzynek otrzymanych z Moskwy w zakresie wskazanym przez Moskwę. Nie musieli wykonać tego na zlecenie MAK wprost, natomiast a na polecenie NTSBmusieli wykonać to,o co poproszono i w ścisłym zakresie tylko to, o co poproszono (patrz link- klik).Taki mówi konwencja o współpracy. 

 

Czyli powtórzmy jeszcze raz: 

NTSB poleca odczytać skrzynki i dokonać ich zapisu na osi czasu z wizualizacją w postaci wykresu i zrzutem danych w np. .xls (Excel) I to Redmond wykonuje. Nic ponadto.Nie może wyrażać opinii o prawidłowości danych, albo o stanie skrzynki, jeśli nie jest o to proszona. MAK mógł wysłać rozbebeszone pudełko z podmienionymi częściami i poprosić o odczyt. Redmond wykonuje. I koniec! Choć byłoby nawet oczywiste, że to fałszerstwo, nie mogą nic o tym mówić, bo o to nie pyta urząd NTSB. To jest jasne jak słońce dla każdego, kto jest obeznany z procedurami administracyjnymi dobrze funkcjonujących organizacji.

Według prawa międzynarodowego stronami do tego zdarzenia są rządy PL i RU, które na mocy umowy Tuska z Putinem przekazały do badania MAK okolicznosci katastrofy. To umocowanie jest jasno przez MAK wykazane i opublikowane na stronie NTSB - proszę sprawdzić.  Stronami są rządy PL i RU. Zresztą to oczywiste, bo mówi o tym prawo międzynarodowe, prawo lotnicze, konwencja chicagowska i konwencja ICAO. Wszystkie zgodnie stwierdzają, że samoloty państwowe (state aviation) należą do wyłącznej kompetencji właściwych rządów - właściciela samolotu i terenu zdarzenia.Jeślina przykład włoski samolot rozbije się w Boliwii -są to rządy Włoch i Boliwii, jeśli francuski boeing na międzynarodowym Atlantyku - wyłącznie rząd Francji.

 

Podsumowując: NTSB i Redmond tak naprawdę niczego nie badały, tylko w Redmond odczytano to, co im Moskwa przysłała. I tylko tyle, bo tyle im kazano, ani linijki więcej (choć mieli na to ochotę powiadamiając o duzej ilości danych- cyt.:“Duża ilość surowych danych. Możemy przedstawić inne parametry w postaci czytelnej, jesli będzie potrzebne w śledztwie“),a z własnej inicjatywy nic robić nie mogą. Oczywiście, bez wątpienia wiedzą o wszystkim, co się wydarzyło, ale wiedza jest rzeczą zbyt cenną, by się nią niepotrzebnie chwalić.Ergo- pan Nowaczyk analizował dane rosyjskie z komputera, który WEDŁUG Rosjan należał do rozbitego w dn.Tu154M-101. Niestety, nie mamy do dziś dowodu na żadne z twierdzeń Rosjan. Także na to, że złom na lotnisku Sewerny faktycznie należy do naszego Tu154M. Tym samym szermowanie jakimikolwiek "odczytami" danych wprowadzonych przez Rosjan do komputera TAWS jest nie tylko buńczuczną żenadą, ale i czystą, podręcznikową dezinformacją. Przyznał mi co do tego rację także przewodniczący Zespołu Parlamentarnego, poseł Antoni Macierewicz pisząc (list opublikował na portalu "Wpolityce.pl") już w drugim zdaniu:„przeczytałem Pani wpis z 5 01 '12 dotyczący odczytu systemu TAWS oraz FMS.W pełni zgadzam się z tą rekonstrukcją wydarzeń dotyczących odczytu, jaką pani przedstawiła.“

Lubię to! Skomentuj114 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale