Życiu brak życia. Takie jakie jest – przeciętne - nikomu już nie wystarcza.
Lepsze są ekstrema. Popularniejsze od herbatki i kompotu stały się energy drinki; ekstremalne sporty wypierają starowinkę-piłkę nożną; ekstremalne doświadczenia z używkami zamieniają popalanie skuna w obyczaj występujący wyłącznie w populacji pensjonariuszy domy starców; ekstremalny seks, z przypadkowymi ludźmi w dark roomach sprawia, że porno wydaje się staroświeckim podręcznikiem savoir –vivru; jedyna religia, która jeszcze porusza masy jest ekstremalna – to znaczy fundamentalistyczna; nawet terroryzm wyraża pragnienie zmiany ekstremalnej, raz na zawsze.
Zwyczajność prowadzi do nudy. Tyle, że ta ma wiele rodzajów i stopni. Nasycenie ekstremami kończy się najgorszym jej rodzajem. Z przesytu.
I zblazowaniem.
Może nie jest tak źle? Może to tylko granica satysfakcji przesunęła się dalej? Dalej to znaczy gdzie? W stronę horyzontu. Jeśli tak, nie byłaby to dobra wiadomość. Horyzont przecież stale się odsuwa. A wtedy jesteśmy skazani na nieskończone dążenie do spełnienia. Dzień za dniem przemija w pogoni za czymś co nie może zostać schwytane. A na końcu i tak znajduje się ląd. Czyli ziemia. Czyli piach.


Komentarze
Pokaż komentarze