"Trudno być krajem najsłabszym wśród silnych, do tego tak położonym. Dlatego często lepiej być najsilniejszym wśród słabszych. To nie romantyzm, tylko czysta kalkulacja naszych interesów." - powiedział prezdent w wywiadzie dla Dziennika.
Zapewne chodziło o jego bakcyla azjatyckiego, czyli miłość do Kazachstanu i Gruzji. To ani romanzym ani kalkulacja. To polityka oparta na kompleksach. Lepiej być najsliniejszym wśród słabszych... Żałosne. Pomijam już wątpliwość czy Kazachstan to taka mizerota.
Wolałbym, aby prezydent szukał wsparcia w krajach jeszcze słabszych za to atrakcyjnych turystycznie krajach - Maldivy, Seszele, Antiqua. Wprowadzi się tanie linie lotnicze i można by się tam byczyć na słońcu w zimie. Byłby z tego jakiś pożytek dla Polaków.
Oczywiśćie opalone muskuły najlepiej prężyłoby się w otoczeniu ledwo dychających państewek Afryki, Liberii, Wybrzeża Kości Słoniowej, Somalii. Tam nawet biceps polskiego prezydenta imponowałby wszystkim.
Ale może najlepiej kupić sobie po prostu duży i bardzo drogi samochód, panie Prezydencie? I zmienić politykę zagraniczną na bardziej poważną.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)