"Odkąd polska armia za 4,5 mld dol. kupiła od Amerykanów maszyny, są z nimi ciągłe kłopoty." - pisze dziennik "Polska" na temat funkcjonowania samolotów F-16.
Niektórzy twierdzą, że kupiliśmy zbyt nowoczesny sprzęt, który się stale psuje od nadmiaru komputerowych bajerów. Jeśli tak, to wszystko w porządku. Wojny tymi gratami nie wygramy, chociaż poszpanujemy na Festynach Lotniczych w Goraszce.
Wzięliśmy bubel i możemy się spokojnie określić Strategicznym Soujsznikiem Ameryki przez wielkie D - jak dupek. Ta szczególna i wielka przyjaźń z USA kosztuje nas - na samych częściach zamiennych do F-16 - 120 milionów dolarów (dane za artykułem) z budżetu.
Oczywiście miłośnicy bliskich związków z USA - kosztem współpracy z Unią Europejską - i tak znajdą ukryte powody, by dalej trwać w tej toksycznej relacji.
Ideologia ponad wszystko.
Szkoda, że sypiące się samoloty, doskonały symbol jakości amerykańskiej przyjaźni, nie stanowią żadnego argumentu przeciw faworyzowaniu USA w naszej polityce zagranicznej. Może bardziej przekonujące byłoby więc przedstawienie dowodów na masońskie korzenie Pentagonu?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)