Jak wiadomo, na urzędzie prezydenckim zasiada nie jeden lecz dwóch Kaczyńskich. Konsultacje z Bratem stanowią przecież stały element rozkladu dnia głowy państwa, wiadomo, że nie ten decyduje, który prezydiuje, wiadomo czyj głos się liczy realnie w pałacu prezydenckim.
Bywało odwrotnie.
Kiedy Juliusz Cezar pełnił fukcję konsula razem z Bibulusem, zdominował do tego stopnia kolegę, że wielu prawych obywateli, chcąc oddać stan rzeczy nie pisało w listach urzędowych "było to za konsulatu Cezara i Bibulusa" - co byłoby zgodne z tradycją nazywania kolejnych lat imionami konsulów. TEraz woleli wybrać zgodnie z prawdą inną formułę: "za konsulatu Juliusza i Cezara".
Nieformalne zasiadanie dwóch panów K. na jedym stolcu nie musi oznaczać zaraz inflacji ich osobowości. Przeciwnie - wyraz ich szczerego demokratyzmu. W demokracji bezpieczniej, gdy parę osób zajmuje jedno stanowisko, niechby i generując koszty, niż jedna, która bierze w posiadanie wszystkie najważniejsze urzędy.


Komentarze
Pokaż komentarze