Jesteśmy tu po to aby podjąć walkę - mówił na wiecu w Tbilisi polski Napoleon. Wreszcie może pomachać szabelką. Nic tak nie pomaga w zwiększeniu objętość mitycznych (u niektórych ) "cojones", co wiecowa atmosfera, rzucanie tłumowi zapewnień bez pokrycia, po czym szybki wyjazd na z góry upatrzone pozycje.
O ile te pozycje jeszcze istnieją i nie zostały zbombardowane.
Wystąpienie w Tbilisi, jest robieniem co najwyżej publicity tarczy antyrakietowej a nie poważnej polityky zagranicznej.
Rosja pogrywa ostro. Ceny ropy, petro-bogactwo dodały sił Kremlowi, który szykuje się na piąte mocarstwo obok USA, Europy, Chin i Indii. Czy można go powstrzymać? A po co? Nie do nas należy powstrzymywanie kogokolwiek. Nie powstrzymujemy przecież aniChin ani Indii, z Rosją również dajmy sobie spokój, bo to nie wypali.
Z Moskwą należy natomiast politykować. Tak, aby jej mocarstwowość nam nie zaszkodziła, ale przeciwnie, żeby czerpać z niej coś dla siebie (np. wysokie obroty w handlu).


Komentarze
Pokaż komentarze