Polska dusza, nie jest to substancja o nadzwyczajnej głębi, choć mroczna jest niewątpliwie. I zamglona, o niewyrażnych kształtach. Po bokach nadgryziona kwaskowatymi wyziewami bimbru.
Drży, że coś palnie głupiego i zostanie ośmieszona. I zginie od tego. A najgorsze, że faktycznie ośmieszona.
Ciągle się boi o siebie, że straci sama siebie, swoją tożsamość, że jej wartość niepewna, niejasna, łatwa do podważenia.
Albo, że taka cenna, że ją zaraz ktoś wykradnie i nie odda prawowitemu właścicielowi.
Albo, że jak ktoś ją ukradnie, to nikt już z cywilizowanego świata się o nią nie upomni, nie zawalczy. Że przepadnie nie wiadomo gdize, zapomniana, opuszczona,
Tak naprawdę jest problemem tylko sama dla siebie. Nikogo nie obchodzi, nikogo nie interesuje, chociaż w to nie wierzy.
Ta dusza nie ma sumienia, ale czuje ciągle na sobie oczy obserwatorów i czasem się stara. Kiedy jednak jej odbija, jak żubr lata po puszczy i pohukuje. Szkoda, że nic z tego nie wynika.
Dusza niezdolna do rewolucji, raczej woli drobne świnstewka.
A co zakwitnie, to zaraz przyjdzie mróz i zawieja, albo ogrodnik z sekatorem, albo program hodowli roślin przestarzały i więdnie.
Jak wyjedzie, będą ładne dzieci, z innymi duszami.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)