Przeczytałem właśnie wywiad z Dorotą Masłowską w Dużym Formacie. Dziewczyna napisała dramat, który okazał się hitem, tyle, żę nie tam, gdzie zapragnęła - na salonach prawicowych. Zdarzyła się masakra, chwalą ją radykałowie z PiS-u i LPR. Gazeta Wyborcza postanowiła uratować pisarkę przed kompromitacją na lewicowych salonach. Masłowska miota się jednak dość nerwowo, chce być i radykalna, ale i wziąć w ramiona odrzuconych, a odrzuceni przez kapitalizm współczesny to jednak mocherowe berety a nie geje.
Co więcej Masłowska zapragnęła być głęboka, zatem co chwila wspomina o bogu, boskości, opatrznośći i wartośćiach, z drugiej strony nie zamierza dać się schwytać w szpony Radia MAryja, więc radykalnie odcina się od toruńskiego szamana, o. Rydzyka.
Żałosne, choć z drugiej strony ma każdy ma prawo do ideowego slalomu.
Krótko mówiąc nie łatwo być radykalno-konserwatrywno-lewicowym-faszystą. Ta sztuczka udała się tylko L. Kołakowskiego w znanym tekście, którego tytuł właśnie brutalnie sparafrazowałem.
Komentarze
Pokaż komentarze