Człek ze mnie już nie najmłodszy ale wciąż i nie stary. W muzyce lubię różnorodność - tak jak w życiu. Bez muzyki zresztą ciężko wyobrazić mi sobie życie. Choc z wiekiem natura sie uspokaja, to nadal czasem lubię sobie włączyć jakieś ostre dźwięki. Od pewnego czasu szperam na różnych you tubach i my spacach muzyki z młodych lat , która wtedy rozgrzewała serca i dusze. I tak od kliknięcia do kliknięcia wpadłem na kapelkę , którą kiedyś lubiłem aczkolwiek bez jakiejś wielkiej miłości. Minęło jakieś 20 lat a ja dopiero teraz złapałem na nią totalną fazę.
Suicidal Tendencies. Zespół pod autokratycznymi i charyzmatycznymi rządami niejakiego Mike Muir'a. Człowieka który był jednym ze współzałożycieli tego bandu na początku lat 80 tych i jako jedynego który dotrwał do dziś z tamtego składu. Gdy słyszę Suicidal to od razu widzę skatów i deskorolki. Ale nie takich skatów jak dziś - w ciuchach z outletów i z deskorolkami z allegro. Wtedy wyglądali inaczej. Była to zresztą subkultura, która w tamtych latach nie była tak skomercjalizowana i nie kojarzyła się jak dziś z głupawym hip hopem a raczej miała więcej związków ze sceną HardCore podążającej w prostej linii od Punka. Wtedy jak się chciało być skatem wyglądało się tak:

Bandanki, zapięte pod szyja na jeden guzik koszule. No i czapki z podniesionymi w charakterystyczny sposób daszkiem. Wtedy z braku laku i dostepu do wszechobecnych teraz gadżetów trzeba było sobie to Suicidal Tendencies samemu dopisać długopisem. .
Muzyka - echh cóż tu dodawać. Tam było wszystko. Punk, Trash metal, Hard Core, balladki, akustyczne gitary. Wszystko zgryzało im się jak gin z tonikiem a przypomne iż były to czasy gdy bardzo ortodoksyjnie podchodzono do stylów muzycznych. Oni z bezczelnością łączyli ze soba wydawałoby się nieprzyswajalne. Wplatali też delikatnie jakieś rapowanki - co wtedy wydawało się posunięciem bardzo nieoczywistym. Do tego dochodzi wokal Mike'a. Charakterystyczny, jęczący i niepodrabialny. No i jego ADHD-ystyczne zachowania na scenie i w klipach. Tak naprawdę to był czysty eklektyzm - ale podany z niesamowitym wyczuciem i jajem. W Suicidal był bunt młodzieńczy - w tej muzie czuć go było zawsze i wszędzie. Była tez swoista melancholia i dostrzeganie sprzeczności jakich nie mało w stosunkach społecznych. Szlaki przetarte przez Suicidal wykorzystywały później do bólu komercyjne i laleczkowate kapele typu Limp Bizkit etc. Gdzie im tam jednak do kompanii Muir'a. Popłuczyny dla młodzieży pokolenia mp3..
Ich muzyka ma tyle różnych odcieni , że trudno cokolwiek o niej powiedzieć. Skład mutował nieustannie - na zdjęciu najwyższym stoi np Rob Truijlo - znany dziś z Metalliki, że i w muzyce przesuwały się pewne akcenty. Na początek polecę jedną z najlepszych ich płyt czyli Art of Rebellion

Dosyć jednak wspomnień. CO najciekawsze to to , iz kapelka owa nadal działa!! Mało tego. 30 marca w Stodole odbędzie się jedyny i pierwszy ich koncert w Polszy. Mike oczywiście się postarzał al nie zmienił się ani o jote. Nadal jest szalonym skatem z Venice w Kaliforni

Nie wiem jak wy ale ja chociaż z racji wieku nie założę juz czapeczki z odwróconym daszkiem będę warował pod Stodołą , aby zobaczyć żywą legende..
Dla tych którym ta nazwa nic nie mówi zapuszczam jeden z moich ulubionych ich utworów. Zaczynająca sie niczym balladka Skorpionsów crossoverowa piguła prosto w twarz. Gdy słucham tego kawałka nie potrzebuję ani red bulla ani kawy...
Panie i Panowie - You can't bring me down...i Cyco Miko czyli szalony Mike




Komentarze
Pokaż komentarze (14)