Bardzo lubię w kinie element niepokoju. Najlepiej gdyby ten niepokój był niczym delikatna szczypta przyprawy do potrawy. Ciężko jest taki efekt uzyskać - potrafią to tylko mistrzowie i to raczej ci z przeszłości. FIlm posiadający niepokój w swoich warstwach, wcale nie musi być horrorem sensu stricte. Bo czy w "Rosemary's baby" jest cokolwiek co mogłoby nas fizycznie przestraszyć? Nie, nie ma niczego takiego. Nie ma tam śladu znanych z horrorów patentów typu nagłe trzasnięcie drzwi, domek pogrążony w ciemności, tajemnicze wrzaski o potworach i krwi nie wspominając. Jednak niepokój wylewa się hektolitrami. Dostrzegamy go w każdym ujęciu i w każdej scenie przedstawiajacej najbardziej banalne wydarzenia dnia codziennego.
Jednak jak to w życiu bywa, to trzymając się kulinarnej analogii potrzebujemy czasem zjeść coś meksykańskiego. Ostro, wyraziście i z dużą domieszką ostrych potraw. Inaczej mówiąc łakniemy niepokoju w dawce skondensowanej.
Nie lubię horrorów od razu powiem. Nie cenię tego gatunku - niewiele jest pozycji w kinie światowym mieszczących się w tym gatunku, które mogłyby mnie porwać. O przestraszeniu nie mówię bo pod tym względem jestem niezwykle wymagający i reżyser wraz ze scenarzysta muszą wymyśleć na mnie jakiś bystry myk. Większość horrorów bazuje na wytartych do bólu schematach, trickach i szmoncesach. Nuda.
Jest jednak jedna pozycja w gatunku horroru, która jest w stanie zmrozić mnie na lód. Mowa o "Egzorcyście" Williama Friedkina. Film to już leciwy bo powstał w roku 1973. Jest to jego zaletą , ponieważ siłą rzeczy nie wpadł w koleiny wspomnianych wyżej schematów i kalek. Rekomendacją jest fakt , iż "Egzorcysta" z tego co wiem ( mam nadzieję iż nie wprowadzam was w błąd ) jest jedynym horrorem jaki został nagrodzony statuetką Oskara. I to w czasach gdy Oskara nie dostawało się za słaby film.
Uwierzcie mi ci, którzy jeszcze nie zetknęli się z tym filmem a lubią się pobać. Ten film straszy. Kupcie lub wypożyczcie go sobie, poczekajcie do północy, zgaście światła w mieszkaniu i obejrzyjcie go. Koniecznie , koniecznie sami. Jeśli nie jesteście z pokolenia MP3 skażonym "Piłą" czy tez "Hostelem" poczujecie ogromny strach. Przeszywający gdzieś do głębi i rozkładający na łopatki. Doskonałą recenzją sa doniesienia amerykańskich mediów z tamtych lat , iż w czasie seansów dochodziło do interwencji lekarzy - były zasłabnięcia i omdlenia co wrażliwszych kinomanów.
W skrócie. Film opowiada historię dziewczynki o imieniu Regan ( doskonała w tej roli Linda Blair ), która mieszka z matką, gwiazdą mediów wychowującą samotnie dojrzewającą właśnie córkę. Dzieło rozgrywa się bardzo powolnie , stopniowo budując duszną atmosferę. W istocie pierwsza duża część filmu to nie horror a wręcz studium obyczajowo - psychologiczne. Rezyser niespiesznie ( wtedy tak jeszcze można było bo publiczność nie czekała na fajerwerki ) prowadzi nas przez swoją opowieść , dokładając co krok kolejne cegiełki powodujące narastanie wspomnianego na początku niepokoju. Nie będe Wam streszczał filmu - obejrzyjcie go sami , jeśli oczywiście dysponujecie odpowiednią odpornością psychiczną.
"Egzorcysta" to doskonałe wyważenie proporcji. Tyle przerażających scen ile trzeba, ani o gram za dużo. Kiedy matka idzie do swojej córki do pokoju, idziemy wraz z nią. Czujemy jej bezradność w sytuacjach, które są nie do ogarnięcia a jednocześnie są prawdopodobne. Mogłyby się wydarzyć.
"Egzorcysta" to nie tylko "pusty" strach i niepokój. Film ten pozostawia nam po obejrzeniu go masę refleksji, pytań..Zmusza do pewnego zastanowienia się nad kwestiami , o których byc może na codzień nie mamy okazji ani czasu pomysleć. Film mówi nie tylko o kwestiach wiary, bo ona jest w pewnym sensie osią filmu , ale i o miłości macierzyńskiej , miłości dzieci do rodziców ,sile rodziny i odwadze .
Zmierzcie się z tym filmem. Być może Was odrzuci, przestraszy na tyle że nie zdołacie go obejrzeć do końca ale na pewno nie zostawi obojętnymi.




Komentarze
Pokaż komentarze (31)