
Ogólnie jestem poczciwym człowiekiem. Ot, taki misio co to można go sto razy tyknąć kijem pod żebro a on i tak się uśmiechnie i powie że wszystko jest ok. Jednak misia tykać można tylko 100 razy - po 101 razie zmieniam się w obleśnego chama co to uszanować niczego nie umie. Wylewa wtedy wszystko co mu leży na schorowanej wątrobie, potłucze wszystkie szlanki, zdemoluje łazienkę a w oczach ma najczystszy mord.
Tak się niestety czuję kiedy czytam kolejne wysypujące się niczym z rogu obfitości wiersze Sylwii Hetman.
Jakaś przemożna perwersyjna siła że za każdym razem kiedy widzę jej nowy wiersz sprawia, iż wchodzę tam i czytam. Potem moje trzewia dostają torsji, a ja otwieram okno, i tylko to że mieszkam na pierwszym piętrze a pod balkonem mam trawę wstrzymuje mnie przed tym żeby z tego okna nie wyskoczyć.
Kobieto droga. Za jakie moje czy czyjekolwiek inne grzechy i zaniedbania katujesz nas tą marną poezją? Droga technik-ekonomistko. Poezja to nie tabelka w Exelu.
Skoro nie ma odważnego, to ja się pofatyguję. Te wiersze są tak słabe jak żarty Strasburgera. Piszesz nie z serca a z wątroby. Te wiersze przypominają mi najgorsze katusze z podstawówki kiedy czytaliśmy z książek wierszydła na lekcjach a chcieliśmy pograć w gałę.
Już wszyscy wiemy że cierpisz i że musisz to objawić światu. Pomyśl o nas - o tych którzy też cierpią to czytając.
Czy my naprawdę nie zasługujemy na odrobinę litości?
Na zawsze oddana
Salonowa świnia bez serca.



Komentarze
Pokaż komentarze (35)